<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761</id><updated>2011-10-11T01:15:08.950+02:00</updated><category term='reklama'/><category term='róża'/><category term='Comme des Garcons'/><category term='Lolita Lempicka'/><category term='Maison Francis Kurkdjian'/><category term='Lancome'/><category term='Corso Como'/><category term='Duchaufour'/><category term='Parfums M. Micallef'/><category term='Norma Kamali'/><category term='w kolekcji'/><category term='Etro'/><category term='Armani'/><category term='Hermes'/><category term='Heeley'/><category term='L&apos;Artisan Parfumeur'/><category term='absynt'/><category term='paczula'/><category term='Molinard'/><category term='Dior'/><category term='Annayake'/><category term='Serge Lutens'/><category term='Aqua di Biella'/><category term='kadzidło'/><category term='Guerlain'/><category term='Aedes'/><category term='Regina Harris'/><category term='Frapin'/><category term='Armani  Privé'/><category term='Parfums d&apos;Empire'/><category term='Escentric Molecules'/><category term='aoud'/><category term='lawenda'/><category term='Parfumerie Generale'/><category term='ambra'/><category term='Amouage'/><category term='Olivier Durbano'/><category term='mirra'/><category term='A-Z (spis recenzji wg nazwy firmy)'/><category term='Editions de Parfums Frédéric Malle'/><category term='Juozas Statkevicius/Josef Statkus'/><title type='text'>Synestezja</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>55</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-7511649552246203374</id><published>2011-03-23T08:21:00.009+01:00</published><updated>2011-03-24T09:00:01.236+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='reklama'/><title type='text'>Wersal - Chanel: dwa bratanki</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Świat blogów i portali kosmetycznych oszalał na punkcie rozpisywania się na temat najnowszej reklamy Coco Mademoiselle. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nie wyłamię się z trendu bo... Co prawda reklama jak reklama - mimo interesującego motocyklowego sztafażu i efektownego kombinezonu Keiry wiadomo: "wszystkie drogi prowadzą do Rzymu", a reklamy perfum wsiadają w tramwaj zwany pożądaniem i zasuwają żwawo po do znudzenia znanym torowisku. Wszystko i tak kończy się tarzaniem w stylowej pościeli.&lt;br /&gt;Keira a la Chanel ubawiła mnie wszakoż do łez. Budzi się nasza eleganka i miast odświeżającej kąpieli, wylewa na siebie perfumy. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Francja – elegancja, jak za Ludwika XIV.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Nic dziwnego, że ostatecznie nasz motocyklowy Kopciuszek wieje przystojniakowi przez okno pozostawiając związek nie skonsumowanym.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="640" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/TiO2o1NChAU" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-7511649552246203374?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/7511649552246203374/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=7511649552246203374' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7511649552246203374'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7511649552246203374'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2011/03/wersal-chanel-dwa-bratanki.html' title='Wersal - Chanel: dwa bratanki'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/TiO2o1NChAU/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-1808927508873657422</id><published>2011-03-11T09:42:00.007+01:00</published><updated>2011-03-12T00:23:50.041+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maison Francis Kurkdjian'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='róża'/><title type='text'>Maison Francis Kurkdjian, Lumière Noir</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-VDyVA8T1LzY/TXquYo-NuiI/AAAAAAAAATc/0rhATns2_Zw/s1600/lumiere_noire_homme2.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 320px; FLOAT: left; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582966426417609250" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/-VDyVA8T1LzY/TXquYo-NuiI/AAAAAAAAATc/0rhATns2_Zw/s320/lumiere_noire_homme2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Lumiere Noire... Cudna nazwa (zwłaszcza w melodyjnym brzmieniu francuskim)!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybka kwerenda i... aż żal, że po wrzuceniu w GOOGLE hasła „lumiere noire” technokratyczna proza życia skrzeczy z każdej literki. „Czarne światło” zwane też „światłem Wooda” to wiązka długofalowego promieniowania ultrafioletu. Opartych na nim lamp używa się do... diagnozowania stanu skóry. Żadne tam czary-mary, lecz infekcje grzybicze, nadmierna suchość, łojotok... Zaś w Amsterdamie – informuje usłużnie pewien internauta – oświetlenie tego typu stosuje się w knajpianych ubikacjach. Żeby żył nie było widać – wyjaśnia co bardziej prostolinijnym czytelnikom - Żeby nie można było się w nie wkłuć... A miało być tak pięknie. Wywiady miały być, autografy, a tu prądem człowieka, prądem.... Ale do rzeczy.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Po takiej rekomendacji można spodziewać się brudnej, industrialnej kompozycji w stylu ekscesów pieszczochów Rei Kawakubo sprzed lat kilkunastu. Jednak w choreograficznie przemyślanej formule Kurkdjiana próżno szukać ekscentrycznego nowatorstwa. To dzieło tradycyjne - w najlepszym znaczeniu tego słowa, bardzo miękkie, gładkie, szykowne - z dobrym smakiem za pan brat. Choć przyobiecana nazwą kontrastowość opiera się nie tyle na swobodnym splocie przeciwstawnych składników, co grubej kresce oddzielającej uwerturę od kolejnych etapów wybrzmiewania, rozczarowania nie ma. Bo Lumiere Noire to jeden z tych zapachów -”szparagów”: im częściej próbujesz, tym bardziej czynność spożywania przesuwa się w kierunku „delektacji”.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Adresowany do mężczyzn, ma Lumiere Noire wszelkie zadatki na perfekcyjny uniseks, choć bez trudu wierzę, że to właśnie na męskiej skórze zachowuje się niebywale. W odniesieniu do płci zupełnie niesprawiedliwie zwanej „brzydką” zapach niebagatelny i szalenie odważny, bo przecież zdominowany przez nuty nie uznawane za tradycyjnie testosteronowe. Chandler Burr określił kiedyś samą ideę stworzenia różanych perfum dla mężczyzn (w kontekście Rose d'Homme Parfums de Rosine) mianem „niesamowitej”. Od daty kreacji tamtych perfum (2005) nic się nie zmieniło w tej kwestii. Lumiere Noire obsadzone w roli perfum męskich są równie „niesamowite”.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;W jednej chwili płatki królowej kwiatów są ogromne, nasycone jasną, pulsującą czerwienią, wywinięte na zewnątrz, perlą się kroplami deszczówki, a aromat strzela w górę, by zaraz potem dać się ujarzmić, dobrowolnie pozbawić pikantnej dzikości. Wiercący w nosie akcent na mojej skórze traci niestety sypkość i światłocieniowość, która w założeniu jest immanentną cechą tych perfum. Choć tuż po chuchnięciu w nadgarstek rozżarza się na skórze, niemal natychmiast apetyczne płatki scukrzają się w mocno przyprawionym syropie. Róża staje się gładka i wysoce ucywilizowana, nie wypierająca się pierwiastków jadalnych (o ile miało się okazji posmakować wybornych konfitur z kandyzowanych płatków róży, a sypkie ciepło cynamonu nieuchronnie prowadzi na pasku skojarzeń wprost do Baume du Doge, lekko modyfikowanego – czy ja dobrze czuję? - gałką muszkatołową. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Wyśmienita trwałość łączy się z rzadko spotykaną wartością: te perfumy utrzymują dystans z otoczeniem, nie narzucają się i nie dominują przestrzeni, a jednak zachowują intensywność.&lt;br /&gt;Dobra, mocna rzecz – w starym stylu, choć niekoniecznie dla dżentelmenów „starej daty” ani w tużurkach a la Jacek Dehnel. W zderzeniu z facetem nowoczesnym - „terrific” (znów to z trudem dające się tłumaczyć na język polski słowo użyte przez Burra, mające w sobie i niesamowitość i piękno straszliwe). Na mojej półce? Niekoniecznie.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Francis Kurkdjian, Lumiere Noire pour Homme, EDT&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Rok powstania: 2009&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Kreator: Francis Kurkdjian&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nuty:&lt;br /&gt;pikantna róża, cynamon, kminek, paczula, bylica pospolita&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-1808927508873657422?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/1808927508873657422/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=1808927508873657422' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1808927508873657422'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1808927508873657422'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2011/03/francis-kurkdjian-lumiere-noir_11.html' title='Maison Francis Kurkdjian, Lumière Noir'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-VDyVA8T1LzY/TXquYo-NuiI/AAAAAAAAATc/0rhATns2_Zw/s72-c/lumiere_noire_homme2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-3874963292266943805</id><published>2011-02-26T13:41:00.004+01:00</published><updated>2011-02-26T22:39:59.160+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='reklama'/><title type='text'>Akademickie wysmakowanie - reklama Mon Jasmin Noir Bulgari</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Od dawna noszę się z zamiarem zamieszczania na Synestezji reklam, które mam ochotę jakoś skomentować. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Bma1aiTyhG0/TWlOWODHDkI/AAAAAAAAAR8/5cYMQt5nsKc/s1600/2011-02-Kirsten-Dunst-Bulgari-Ad-Mon_jasmin_noir.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 305px; FLOAT: left; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578075757110300226" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-Bma1aiTyhG0/TWlOWODHDkI/AAAAAAAAAR8/5cYMQt5nsKc/s400/2011-02-Kirsten-Dunst-Bulgari-Ad-Mon_jasmin_noir.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; Pretekstu dostarczyły mi dziś sprzeczne opinie, które, które równolegle „toczą się” na zagranicznych blogach. Kirsten Dunst została bohaterką kampanii Mon Jasmin Noir Bulgari.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Intelektualna &lt;a href="http://perfumeshrine.blogspot.com/2011/02/kirsten-dunst-poses-for-bvlgari-all.html"&gt;Elena Vosnaki (Perfume Shrine)&lt;/a&gt; kręci nosem, w komentarzach zyskując niemal bezwarunkowe wsparcie: reklama jest pozbawiona realizmu, sztuczna, z nadmiernym kredytem zaufania danym photoshopowi, a sama Kirsten do siebie niepodobna, sztywna i plastikowa. Marie-&lt;a href="http://www.mimifroufrou.com/scentedsalamander/perfume_images_adverts/"&gt;Helene Wagner (the Scented Salamander)&lt;/a&gt; przeciwnie, demonstruje przychylne nastawienie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;W tej rozgrywce, jakkolwiek preferuję ten pierwszy blog, zdecydowanie biorę stronę pani Wagner.&lt;br /&gt;Reklama bardzo się wyróżnia spośród całej masy sztampowych fotografii pięknotek o ciałach (rzekomo) zmysłowo wygiętych na kształt łuku refleksyjnego. Nie jestem w stanie ich spamiętać, Mon Jasmin Bulgari przeciwnie. Sztuczność tej reklamy została starannie przemyślana, a subtelne nawiązania do równie sztucznego w wyrazie malarstwa okresu akademizmu, podobnie rozmiłowanego w bogactwie i egzotycznych dzikich zwierzętach. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Niewiele mam oczekiwań wobec samych perfum (aczkolwiek odkrycie Jasmin Noir odbywało się nie bez przyjemności). Samą kampanię zapamiętam na dłużej. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-3874963292266943805?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/3874963292266943805/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=3874963292266943805' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/3874963292266943805'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/3874963292266943805'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2011/02/od-dawna-nosze-sie-z-zamiarem.html' title='Akademickie wysmakowanie - reklama Mon Jasmin Noir Bulgari'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Bma1aiTyhG0/TWlOWODHDkI/AAAAAAAAAR8/5cYMQt5nsKc/s72-c/2011-02-Kirsten-Dunst-Bulgari-Ad-Mon_jasmin_noir.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-8976336418186323328</id><published>2011-02-25T20:26:00.012+01:00</published><updated>2011-02-26T09:42:40.983+01:00</updated><title type='text'>Nieperfumeryjnie...</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;... ale synestezyjnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skaczę jak pszczółka z zapachu na zapach, z książki na książkę, zmieniam płyty i "empetrójki", po stronach biegam... Jak zawsze, większość to wartość ograniczona do kręgu odbiorców, którego nie staram się na ogół zinfiltrować, ale czasem coś urzeka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zebrane przez Autorkę tego bloga zdjęcia pachną i brzmią. Popatrzcie:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://ogladasie.blox.pl/html"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;strong&gt;1000 słów&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-8976336418186323328?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/8976336418186323328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=8976336418186323328' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/8976336418186323328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/8976336418186323328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2011/02/nieperfumeryjnie.html' title='Nieperfumeryjnie...'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-1686435837781446649</id><published>2011-02-13T10:14:00.004+01:00</published><updated>2011-02-17T10:09:56.996+01:00</updated><title type='text'>Huitieme Art, FAREB (2010)</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-tnPRgt0A_30/TVhM0UqTToI/AAAAAAAAAR0/FAPaYFnadjI/s1600/fareb.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 321px; FLOAT: left; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573289000654032514" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-tnPRgt0A_30/TVhM0UqTToI/AAAAAAAAAR0/FAPaYFnadjI/s400/fareb.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Niedawno brakło mi łakoci. Dusze Dobre zadbały, żeby mnie odpowiednio mocno posłodzić, ale nie! Okazało się, że nie wystarczy cukrem sypnąć. Bo słodkie trzeba porządnie zamieszać! &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Rankiem dnia poprzedniego wstałam w przekonaniu, że to, czego mi dla odmiany trzeba, to schronić się w cieniu figowca. Nigdy nie była to uprzywilejowana przeze mnie nuta, mięsistych fig i rozłożystych sykomorów nie znajdziesz u mnie w domu. Ruszyłam na łowy (cel: Jardin de Kerylos i Bois Naufrage). Za dziesięć czwarta w sobotę, to nie jest dobra pora na polowanie. Krótko mówiąc pocałowałam klamkę GaliLu, a zaglądając przez szybę złowiłam tylko mocno zdziwione spojrzenie pań, które jeszcze były w środku. Ruszyłam dalej, nie zamierzając nigdzie konkretnie dotrzeć, ale kiedy drogę zastąpiła mi Quality musiałam, po prostu musiałam jakoś zareagować. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Padło na FAREB (bo właśnie jego jakoś ominęłam za poprzednią wizytą) i.... „Ten Pan ma talent” rzekła Elve. „Czapki z głów to geniusz” - powiedział ktoś inny i o kimś innym, ale pasuje jak ulał. Pierre'a Guillaume'a znałam uprzednio z Parfumerie Generale i – z całym szacunkiem dla dokonań – przepływał gdzieś obok mnie, ale zanim zdążyłam rękę wyciągnąć, żeby go wyłowić z wody, nurt przynosił już coś innego. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;FAREB jest jak reflektor, zapalony nagle i skierowany prosto w twarz. Albo jak pasta wasabi nabrana na rybę maślaną zbyt łapczywie: zapiera dech i wyciska z wytrzeszczonych oczu łzy.&lt;br /&gt;Od A do Zet zdecydowany i dynamiczny, sypie szczodrze złocistymi przyprawami, mami gęstą żywiczną, twardą, skamieniałą słodyczą. I raz po raz wyrzuca z siebie potężną dawką energii. Co mówię, kipi nią bez ustanku. Widzieliście nocne niebo na pustyni? Nisko zawieszone, niemal na wyciągnięcie wyprostowanych palców, świdrujące ogromnymi skrzącymi gwiazdami, fascynujące i hipnotyzujące. Na pustyni nic nie ma, ale to NIC jest nieskończenie pociągające. FAREB to jakiś zwariowany afrykański amulet, perfekcyjne remedium na niedobory witalności, zapach rozradowany wybujałym ADHD, roziskrzony, buńczuczny, buzujący. Nosząc go przez całe wczorajsze popołudnie miałam ze sobą generator energii i niewyczerpanej kreatywności. Znam kilku ludzi uosabiających charakter FAREB i przebywanie w ich towarzystwie jest jak haust świeżego powietrza, oddech pełną piersią, ba, defibrylacja wręcz (no ale w końcu tam żeń szeń jest ;)).&lt;br /&gt;Osobowość tego zapachu Guillaume oddał zaledwie kilkoma pociągnięciami grubą, śmiałą kreską. Najlepsi karykaturzyści mają ten talent, ale karykatura przerysowuje cechy negatywne, ośmieszające, a FAREB jest afirmacją cech pozytywnych. Czuć drewno, zdrowe, zbite, pulsujące jeszcze sokami, nabrzmiałe żywicą, obsypane przyprawami tak, że aż szczypie w nos. Przy tak restrykcyjnie ograniczonej liczbie składników FAREB wyzyskuje swój potencjał w 100 procentach. Niewiarygodne, niesłychane i niewyobrażalne: Cóż, „mniej znaczy więcej”, jakość to więcej niż ilość, a dmuchający ciepłym pustynnym oddechem ceramiczny kamyczek lada dzień beztrosko rozepchnie na mojej półce wśród kolegów misternych, wycyzelowanych, arystokratycznych i trochę zadziwionych jego nomadyczną fantazją.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;PODSUMOWUJĄC JEDNYM ZDANIEM: spełniona obietnica opisu „świeży, aromatyczny, żywiczny, pikantny, drzewny” &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Skład: drzewo nieśmiertelnika, żeń szeń&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-1686435837781446649?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/1686435837781446649/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=1686435837781446649' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1686435837781446649'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1686435837781446649'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2011/02/huitieme-art-fareb-2010.html' title='Huitieme Art, FAREB (2010)'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-tnPRgt0A_30/TVhM0UqTToI/AAAAAAAAAR0/FAPaYFnadjI/s72-c/fareb.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-4004083087485405920</id><published>2011-01-25T10:09:00.048+01:00</published><updated>2011-02-26T20:50:03.557+01:00</updated><title type='text'>Tom Ford, Extreme Man, 2007 (2008?)</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Jedno z dwojga. Albo długotrwały post nie służy obiektywizmowi albo... szczęśliwą ostatnio mam rękę do poznawania.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Tom Ford to jedna z tych marek, którym kredyt zaufania dawałam niechętnie. Jestem „wizualistką”, co znaczy, że najpierw na intelektualne postrzeganie działa u mnie wzrok, a dopiero potem cała reszta. Tymczasem Tom, typowy &lt;em&gt;enfant terrible&lt;/em&gt;, "grabił sobie" nieprzyzwoicie. Reklamami. Ich ostentacyjnie prymitywnym wulgaryzmem i wejściem w stylistykę erotyki Hustlera. &lt;strong&gt;TO&lt;/strong&gt; nie może się podobać. Nie kobiecie (choćby i nieświętoszce). Nie mówcie, że jest inaczej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TT_TixkSvDI/AAAAAAAAARY/bQl-P1HJ99w/s1600/Tom%25252BFord%25252Bextreme_2.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 300px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566400258827795506" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TT_TixkSvDI/AAAAAAAAARY/bQl-P1HJ99w/s400/Tom%25252BFord%25252Bextreme_2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TT_TtgKKQbI/AAAAAAAAARg/jIqRtldOdsM/s1600/tomfordperfume1.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 246px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566400443133346226" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TT_TtgKKQbI/AAAAAAAAARg/jIqRtldOdsM/s400/tomfordperfume1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TT_TBWqUtOI/AAAAAAAAARQ/pQ-bxfyTCuw/s1600/tomfordad.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 286px; FLOAT: left; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566399684669650146" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TT_TBWqUtOI/AAAAAAAAARQ/pQ-bxfyTCuw/s400/tomfordad.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Seks się sprzedaje, seks sprzedaje - tłumaczą ekscesy Forda spece od reklamy. Lecz oni też zadawali pytanie: jak daleko można się posunąć. I kiedy "daleko" staje się "za daleko". &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;A Tomcio? Tym, co w dobrej wierze doszukiwali się wintażowej elegancji w kształtach flakonów pokazał... środkowy paluch! &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Zatem: obsceniczny cham i prostak. Prymityw. Maczo w najgorszym wydaniu.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Stop! Nie tak prosto. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Tom Ford - reżyser "Samotnego mężczyzny", tak, filmu obsypywanego nagrodami, ale przede wszystkim: filmu inteligentnego, poruszajcego wrażliwość, zmuszającego do myślenia. Świetnie zagranego. Po którym wychodząc z kina milczy się jeszcze długo.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I Tom Ford kreator mody, który stał za sukcesem marek YSL i Gucci (no coś jest na rzeczy z ich reklamami - pamiętacie nagiego Yves Saint Laurenta? Pamiętacie M7 - reklamę, którą prezentowano dość często z czarnym prostokącikiem przesłaniającą miejsca "politycznie" niepoprawne? Kojarzycie seksistowskie reklamy Gucci - za nimi też krył się Ford). No cóż, taki już jego nieznośny styl. Powoli się przyzwyczaja, a nawet te wybryki zaczynają mnie lekko bawić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieki temu poznałam &lt;strong&gt;Black Orchid&lt;/strong&gt;. Klimat całkiem mi obcy, bo kwiaty - tak, ale gdzieś na łące, delikatne, drobne, eteryczne i przez tą subteność odrobinę perwersyjne. Gdzie mi do storczyka o twardych, mięsistych płatkach, a już zwłaszcza czarnego! To mroczne, stojące wody, klimat jak z thrillera, albo, co było moim pierwszym skojarzeniem (do którego jestem bardzo przywiązana) z serialu "Rzym". Zapach idealny dla Atii. Tym niemniej, mimo całkowitego braku pierwiastka dymu lub metalicznego chłodu bardzo, bardzo go lubię i doceniam. Choć nosić nie mogę, podobnie jak i genialnego &lt;strong&gt;Markiza de Sade&lt;/strong&gt; z Perfumowych Historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Extreme&lt;/strong&gt; to drugie spotkanie z marką Tom Ford. Jeszcze bardziej udane, bo z ekstremalnie hedonistycznym Extreme zdecydowanie mi po drodze. Gęsty, mocny, upojny, niezmiernie wyrazisty, tak że węch meandruje pomiędzy nutami nie mogąc zdecydować, która z nut jest najbardziej pociągająca. Wytrawny i bardzo, ale to bardzo intelektualny. Same zalety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udało mi się tanim kosztem poznać skład - zawdzęczam to &lt;a href="http://fragrantica.blox.pl/2009/03/Mezczyzna-w-wersji-extreme-i-czarna-orchidea-w.html"&gt;recenzji Daigee&lt;/a&gt; - i niewątpliwie jest on realnym wytłumaczeniem tej fascynacji. Perfumy zbudowano bowiem z nut notorycznie wywołujące u mnie odruch psa Pawłowa. Japońskie kadzidło shoyeido - TAK! Cedr i fiołek. Skóra - czemu nie? Rum - mniam! Kolendra (! - niemal wszystkie perfumy, które wywołują u mnie prześpieszenie pulsu mają w sobie kolendrę), kardamon, cynamon (lubię, co prawda bardzej w kawie niż w perfumach, ale nie bądźmy drobiazgowi), bazylia. Połączenie przypraw korzennych i sucho-zielonych odbiera mu jednoznaczność gęstość. Tak jak inteligentny i subtelny film odkleja Fordowi etykietkę quasi-pornografa. Początek Extreme uderzył mnie wspomnieniem woni bardzo znajomej,a której przez długi czas nie potrafiłam zdefiniować. To Winter Delice - ale w redakcji budzącej we mnie więcej entuzjazmu. Snujący się, wonny i apetyczny dymek. SKądinąd nie wiem skąd to podobieństwo - zapewne z połączenia kadzidła i czystka - wspólnoty innych nut nie widzę. A dalej dzieje się jak w historii sztuki. Po epokach przepychu czas ascezy. Po surowym minimaliźmie wybujałe barokowe formy. Bizantyjski przepych nut jadalnych i dla kontrastu ascetyczy cedr. I tak dalej i tak dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy byłam dzieckiem mama bawiła się ze mną w antonimy. Tak, żeby wzbogacić mi słownictwo. Ona wypowiadała na głos przymiotnik, ja musiałam wybrać wyraz przeciwstawny. Uwielbiałam te słowne gierki, a sposób, w jaki w Extreme łączą się kontrastowe nuty, przywodzi mi na myśl tą zabawę. Z Tomem jesczcze się słowami poprzerzucam - to pewne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Tom Ford, Extreme.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty głowy:&lt;br /&gt;bazylia, rumianek, cytrusy, czystek, przyprawy&lt;br /&gt;Nuty serca:&lt;br /&gt;śliwka, czarna figa, szafran, tymianek, liście fiołka, cedr&lt;br /&gt;Nuty bazy&lt;br /&gt;rum, wetiwer, ambra, skóra, trufle, kadzidło, wanilia &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-4004083087485405920?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/4004083087485405920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=4004083087485405920' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/4004083087485405920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/4004083087485405920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2011/01/tom-ford-extreme-man-2007-2008.html' title='Tom Ford, Extreme Man, 2007 (2008?)'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TT_TixkSvDI/AAAAAAAAARY/bQl-P1HJ99w/s72-c/Tom%25252BFord%25252Bextreme_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-7624157454454757440</id><published>2011-01-21T10:41:00.007+01:00</published><updated>2011-01-21T11:03:15.522+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Amouage'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='absynt'/><title type='text'>Amouage, Memoir pour Homme (2010)</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Natura nie znosi próżni. Ledwo zaspokoiwszy apetyt na kurdybanowe kadzidło z nowojorskiego &lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2011/01/lartisan-dla-aedes-de-venustas-eau-de.html"&gt;&lt;strong&gt;Aedes &lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;wpadłam ponownie w pętlę chciejstwa, w którą zawiodło mnie niezmienne upodobanie do przepastnej czerni. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTk17ufoweI/AAAAAAAAAQY/qreiZCz4V6w/s1600/memoir_front.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTlV8Ll-gUI/AAAAAAAAAQw/_0l7XwRJ3xU/s1600/memoir_front.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 231px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564573306985546050" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTlV8Ll-gUI/AAAAAAAAAQw/_0l7XwRJ3xU/s400/memoir_front.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTlVocwvVyI/AAAAAAAAAQo/HQqas6SnTy4/s1600/memoir_front.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak, to o &lt;strong&gt;Memoir &lt;/strong&gt;Amouage chodzi. Oczywiście w wydaniu męskim, bo jakoś tak dziwnie się składa, że konsumując „Amouaże” dla dam machinalne zaczynam liczyć kalorie. Za słodkie, za masywne, zbyt nasycone i stanowczo za gęste. Zwyczajnie zbyt „zbyt”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do &lt;strong&gt;Memoirów&lt;/strong&gt;, przyznaję, przekonania początkowo nie miałam. Po genialnym, błyskotliwym, pełnym ostentacyjnego polotu &lt;strong&gt;Jubilation XXV&lt;/strong&gt; mocno rozczarował mnie gęsty, wysycony po brzegi, ale dość leniwie meandrujący &lt;strong&gt;Lyric&lt;/strong&gt;. &lt;strong&gt;Epic&lt;/strong&gt; (cały czas mówimy o wersji „pour homme”) przeszedł drogę przez nozdrza nie powodując specjalnego rezonansu w umyśle, choć do końca nie wiem czemu: ostatnio na „stanowisku archeologicznym” odkopałam niemal pełną próbkę i – całkiem-całkiem. Być może pierwsze testy przyszły równolegle z czymś, co wówczas wzięło mnie szturmem, a &lt;strong&gt;Epic&lt;/strong&gt; przyczaił się w jego cieniu, ale... nawet to ginie w pomrokach niepamięci.&lt;br /&gt;Na negatywnym stosunku do najnowszej propozycji domu perfumeryjnego z Omanu zaważyła wreszcie dość krępująca pomyłka z dzieciństwa. Lata temu w witrynie średniomiasteczkowej księgarni leżał tomik pod frapującym tytułem: „Memuary młodego mężczyzny”. Z moją ówczesną przyjaciółką-aż-po-grób wielce trudziłyśmy się insynuacjami, czymże mogą być u młodego mężczyzny owe tajemnicze memuary. Nie będzie zapewne zaskoczeniem, jeśli dodam, iż kolektywnie wykoncypowałyśmy, że ani chybi chodzi o to, o czym dama głośno w towarzystwie nie rozmawia. Dopiero parę lat później, wchodząc w arkana języka francuskiego, pojęłam bezmiar nieporozumienia! Słowo „memuar” źle kojarzy mi się do dziś, choć gdyby rzecz potraktować sofistycznie – w niejednym memuarze znalazłoby się coś, o czym dama w Towarzystwie nie zająknie się ani słowem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sytuacji, w jakiej debiutował nowy Amouage nie polepszał też ani trochę nieszczęsny„czarny łabędź” (choć na film Aronofsky'ego zapewne się wybiorę) do spółki z nadmiernie eksploatowanym ostatnio Charles'em Baudelaire'm. Tym bardziej, że poezja turpistyczna i epatowanie ponurymi wizjami rozkładu to kolejna szczeniacka fascynacja, z której - jak mi się zdaje – wyrosłam i póki co, nie odnalazłam już swego poet maudit sprzed lat kilkunastu. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Uśmiech należy się Elve. Uśmiech, albo w zależności od podejścia wirtualne lanie, zważywszy na fakt, że kolejnych chciejstw w swoich planach nie uwzględniałam. Jednak zagłębiwszy się w treść &lt;a href="http://nosthrills.blox.pl/2010/10/Amouage-Memoir-Woman-Memoir-Man.html"&gt;&lt;strong&gt;recenzji&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; uznałam, że może w nim ostatecznie być coś, czego przez ostatni niezbyt bogaty w zapachowe doświadczenia usilnie chciałam. Jak rzekł pan Molier: „Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało”...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTlWaTHEacI/AAAAAAAAAQ4/uUcP9c_bkns/s1600/nietoperz.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 400px; FLOAT: right; HEIGHT: 290px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564573824399468994" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTlWaTHEacI/AAAAAAAAAQ4/uUcP9c_bkns/s400/nietoperz.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;Uprzedzona zawczasu spodziewałam się lodowatego przeciągu tuż po otwarciu drzwi. Tymczasem &lt;strong&gt;Memoir&lt;/strong&gt; okazał się cichy, miękki i ciepły. W dotyku aksamitny jak mały nietoperz. I jak to sugestywne zwierzątko budzący przy całej swej ładności (owszem, nietoperze SĄ ładne) lekki dreszcz. Mocno się w niego wwąchując czuję soczysty aromat mięty – świeże zielone listki szybkim nerwowym ruchem roztarte w palcach. I całe morze bazylii. Zapewne to piołunowo-absyntowa goryczka nadaje otwarciu rys wykwintnej wytrawności – co bardzo cenię i lubię w perfumach, a zważcie – w krótkim czasie znajduję to już drugi raz. Co prawda z absyntem – jeśli pominąć doświadczenia czysto czytelnicze – nie jestem za pan brat. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Pierwsze słowa, które przychodzą na myśl? Wyrafinowanie. Klasa. Już wiem, że wystrzałowy, przebojowy Jubilation znalazł swój cichobieżny nocny &lt;em&gt;pendant&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Cichobieżny, gdyż &lt;strong&gt;Memoir &lt;/strong&gt;należy wprawdzie do zapachów zauważalnych, ale elegancko dyskretnych. Kompozycja nie wybucha w górę, nie ciągnie się lisią kitą: drży i trzepocze błoniastymi skrzydełkami tuż przy ciele. Doświadczenie noszenia &lt;strong&gt;Memoir&lt;/strong&gt; przypomina harmonijny, płynny, wolny ślizg szybowca. Żadnych gwałtownych zwrotów akcji, a elegancja staje się wiernym towarzyszem od początkowych akordów aż po moment lądowania. W mistrzowski chorał szybko włącza się kadzidło i drewno, z wierzchu wyschłe na wiór, w miarę odrywania kolejnych drzazg ujawniające wewnętrzną tłustomleczność, która przywodzi na myśl &lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/09/palisander-series-2-red-comme-des.html"&gt;&lt;strong&gt;Palisander&lt;/strong&gt; &lt;/a&gt;CdG. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Baza zapachu pełna jest nut ciężkich i słodkich (wanilia, ambra), które podobnie jak środkowa róża grają swoje role dość zachowawczo na szczęście, ani razu nie próbując zdominować kompozycji. Wybrzmiewając Memoir oddaje głos pierwiastkom „męskim”: skóry, tabaki i dębowego mchu. &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTkz71DpQeI/AAAAAAAAAQQ/3Hm3R_O_3uo/s1600/karine_vinchon2.jpg"&gt;&lt;/a&gt;Nadmuchany, bez wdzięku podłączający się pod literacko-filozoficzne znajomości marketing niespecjalnie oddaje cienisty wdzięk tego zapachu, który – łatwo w to wierzę – należy do najlepszych kompozycji minionego roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nazwisko &lt;strong&gt;Karine Vinchon-Spehn&lt;/strong&gt; dotychczas nic mi nie mówiło, jednak po doświadczeniu z Memoir, mimo respektu graniczącego z lękiem, jaki odczuwam względem wetiweru chętnie sięgnę teraz po &lt;strong&gt;Coeur de Vetiver Sacre&lt;/strong&gt; l'Artisana. Licząc, że ta delikatna, urodziwa dziewczyna nie powiedziała ostatniego słowa, zamierzam pilnie śledzić jej karierę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;Memoir pour Homme&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTk3DCdUccI/AAAAAAAAAQg/8U5JQ3l2Ps8/s1600/amouage_memoir_men.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kreator: Karine Vinchon-Spehn &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nuty głowy: absynt, piołun, bazylia, mięta &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nuty serca: róża, kadzidło, lawenda (absolut) &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nuty bazy: drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, ambra, wanilia, piżmo, mech dębowy, skóra, tabaka &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-7624157454454757440?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/7624157454454757440/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=7624157454454757440' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7624157454454757440'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7624157454454757440'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2011/01/amouage-memoir-pour-homme-2010.html' title='Amouage, Memoir pour Homme (2010)'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTlV8Ll-gUI/AAAAAAAAAQw/_0l7XwRJ3xU/s72-c/memoir_front.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-521575309752294466</id><published>2011-01-16T21:26:00.000+01:00</published><updated>2011-01-16T21:26:15.571+01:00</updated><title type='text'>Synestezja: Juozas Statkevicius/Josef Statkus, Eau de Parfum</title><content type='html'>&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/07/statek-pijany.html"&gt;Synestezja: Juozas Statkevicius/Josef Statkus, Eau de Parfum&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-521575309752294466?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/07/statek-pijany.html' title='Synestezja: Juozas Statkevicius/Josef Statkus, Eau de Parfum'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/521575309752294466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=521575309752294466' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/521575309752294466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/521575309752294466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2011/01/synestezja-juozas-statkeviciusjosef.html' title='Synestezja: Juozas Statkevicius/Josef Statkus, Eau de Parfum'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-6350740457985469666</id><published>2011-01-16T00:15:00.022+01:00</published><updated>2011-01-16T09:42:29.075+01:00</updated><title type='text'>Ralph Lauren, Notorious</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;* &lt;em&gt;Recenzja nie jest nowa. Powstała kiedyś (dawno temu) dla portalu Femia.pl &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Dlatego, jeśli już ją znacie, wybaczcie powtórkę z rozrywki. Po prostu, robię sobie małe resume. A poza tym... diablo podoba mi się reklama prasowa.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Dużym sentymentem darzę Safari, parę innych kompozycji tej firmy uznaję za całkiem udane, ten jednak zapach Ralpha Laurena to zawód na (prawie) całej linii. Fakt, w zakresie marketingu sztab spisał się znakomicie. Słowa uznania dla niezawodnego Wong Kar-Waia reżyserującego spot reklamowy. Spory plus dla fotografa i punkt dla stylisty, bo oddając cesarzowi co cesarskie - reklamująca zapach Laetitia Casta wygląda fenomenalnie. Od zawsze pociąga mnie ten styl: elegancki, wyrafinowany, pozornie stonowany, lecz nie pozbawiony dobrze maskowanych akcentów dramatycznych. Czerń i księżycowy błysk metalu przykuwają wzrok niczym magia srebrnego ekranu, do której w perfumach (rzekomo) nawiązano.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTIsrd7DHoI/AAAAAAAAAPI/FcEMCfEznS4/s1600/ralph-lauren-notorious-ad.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 290px; FLOAT: right; HEIGHT: 393px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562557615034277506" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTIsrd7DHoI/AAAAAAAAAPI/FcEMCfEznS4/s400/ralph-lauren-notorious-ad.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; Historia, którą zamierzono nam opowiedzieć przez pryzmat zapachu zapowiadała się znakomicie. Inspiracja klasycznym filmem noir zaostrzała apetyt na twór wyrazisty, w najgorszym razie odrobinę emfatyczny, lecz na pewno wybijający się ponad przeciętność ugrzecznionych bukietów kwiatów, liści i owoców. Nawiązując do klasycznego thrillera Alfreda Hitchcocka z Ingrid Bergman w roli głównej, Lauren łudził mirażem trzęsienia ziemi w nucie głowy, tornada w sercu i tsunami w bazie. Bo warto przypomnieć, że to właśnie „Notorious” („Osławiona”) przyniósł Hitchcockowi przydomek „mistrza suspensu”, niektórzy wręcz zaliczają go do najlepszych dzieł reżysera. Na fali pobudzonej wyobraźni twórcy perfum bez skrępowania bajali w zapowiedziach reklamowych o zapachu „śmiałym, pełnym ponadczasowej intrygi i nieskrępowanego pożądania”. Ponura, zimna jak lód, świetnie wystylizowana na gwiazdę kina lat czterdziestych Casta podkręciła atmosferę spojrzeniem zatrzymanym gdzieś w pół drogi między mroczną Lauren Bacall i demoniczną Faye Dunaway (do których typem urody jej chyba bliżej, niż do pełnej, łagodnej twarzy Ingrid). &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wiele bym dała, żeby móc wyrazić się o samym zapachu: „mroczny i kontrastowy”. Czekałam na niego, przytupując niecierpliwie, bo – jak to często w Polsce bywa – premiera odbyła się ze sporym opóźnieniem. Na nieszczęście zlepek przypadkowych nut (czarna porzeczka, różowy pieprz, bergamota, peonia, goździki, paczula, piżmo, wanilia i irys), wytaplanych w mdłym sosie w stylu modern oriental absolutnie do mnie nie przemawia. W dodatku ich proporcje czynią z samego zapachu niezindywidualizowaną pulpę składników. Dość powiedzieć, że otrzymaną w perfumerii próbkę zużywałam z nieprzyjemnością i narastającą irytacją, wyłącznie w poczuciu recenzenckiego obowiązku. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTKtEhHREAI/AAAAAAAAAPY/mQdX4KWv82g/s1600/IN11528032Notorious_241126dBergman.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 400px; FLOAT: left; HEIGHT: 300px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562698782875914242" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTKtEhHREAI/AAAAAAAAAPY/mQdX4KWv82g/s400/IN11528032Notorious_241126dBergman.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;div align="justify"&gt;I nawet nie chodzi o to, że Notorious jest wyjątkowo paskudny. Owszem, dobrym bym go nie nazwała, jednak dokonawszy pewnego wysiłku, mogłabym palcem wskazać parę kompozycji jeszcze bardziej nieudacznych. Jednak uznaję spójność koncepcji za istotną, zwłaszcza jeśli u źródeł stanął pomysł zasługujący na staranne wykonawstwo. „Notorious” (tytuł polski: „Osławiona”) – to historia, która w 1946 roku poruszyła temat gorący, bolesny, choć sensacyjny i dla wielu wciąż na czasie. Jego bohaterki, córki osądzonego za zdradę kolaboranta, w żadnym razie nie można nazwać grzeczną dziewczynką. Od dnia procesu pogrąża się w hulankach i postępującej alkoholizacji. Pije jak smok wawelski, prowadzi samochód zygzakiem, nadwyżkę kilometrów nadrabiając mocnym naciskiem na gaz, a na niezbyt sformalizowanych przyjęciach pozwala się obściskiwać przygodnie poznanym przystojniakom. Wkrótce jej życie się zmieni. Autodestrukcja zyska tzw. Głębszy Sens Patriotyczny i nie da się ukryć - potoczy się w tempie rozpędzonego TGV. Na zlecenie agenta rządu Alicja wchodzi w towarzystwo byłych przyjaciół ojca, dla dobra sprawy zostaje żoną jednego z eks-nazistów, z samej tylko racji bycia szpiegiem balansując na krawędzi bezpieczeństwa, a jakby tego było mało, z agentem łączy ją więcej niż amoralny flircik. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Mroczny nastrój, silnie kontrastowe zdjęcia, wyraziste aktorstwo to baza, na której powinny wyrosnąć perfumy niekoniecznie nie tyle „ładne”, co zapadające w pamięć. Skoro tak się nie stało, wyjścia są dwa. Albo opracowujący recepturę Olivier Gillotin nie wczuł się w filmowy klimat, zawodząc copywriterów na całej linii, albo też współpracownicy firmy mają klientki za wystarczająco głupie, by wodzić je za nos, a do gotowej historyjki dopasowano gotową ciecz w laboratoryjnej fiolce, nie troszcząc się o tzw. decorum. Kogo to zresztą obchodzi... Klapa to klapa i nie ma sensu dorabiać do niej ideologii. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Być może jestem odosobniona w swoim ubóstwieniu dla słowa, dla historii tkanej przez cierpliwą Arachne, w której oczekuję nie prawdy, a zwykłego prawdopodobieństwa. Gdy czytam o filmie noir, chciałabym dostać zapachowy ekwiwalent w postaci mrocznego, kontrastowego eliksiru, podszytego chłodnym wyrachowaniem i grzesznymi namiętnościami. Noża wbitego w plecy przez przyjaciela. Tymczasem z dzieła Ralpha Laurena wionie nudą i brakiem pomysłu na realizację zapachu. Dla kogo zatem powstał? Dla kogoś, kto błądzi wzrokiem wyłącznie po półkach z nowościami doprawdy szkoda było nazwy. Wielbiciele lub tylko znawcy „czarnego kina” tak jak ja poczują, że apetyt na wyrafinowane danie spróbowano oszukać fast foodem.Miało być filmowo, wyszło quasi-literacko: Droga przez mękę i Stracone złudzenia. Nie polecam Notorious (perfum) nikomu. Film Hitchocka obejrzyjcie koniecznie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="640" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/hyqkQJ0geVg?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/hyqkQJ0geVg?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;***Ralph Lauren, Notorious (2008)&lt;/div&gt; &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTKuNE1Wi8I/AAAAAAAAAPg/tO8TcAySDyw/s1600/RalphLaurenNotorious-ESQ-YourLover-fb-10326440.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 400px; FLOAT: left; HEIGHT: 313px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562700029415033794" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTKuNE1Wi8I/AAAAAAAAAPg/tO8TcAySDyw/s400/RalphLaurenNotorious-ESQ-YourLover-fb-10326440.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Twórca: Olivier Gillotin&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nuty głowy: bergamotka, czarna porzeczka, ziarna różowego pieprzu&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nuty serca: peonia, nuty czekoladowe, goździk&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nuty bazy: paczula, piżmo, irys, wanilia&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-6350740457985469666?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/6350740457985469666/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=6350740457985469666' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/6350740457985469666'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/6350740457985469666'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2011/01/ralph-lauren-notorious.html' title='Ralph Lauren, Notorious'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTIsrd7DHoI/AAAAAAAAAPI/FcEMCfEznS4/s72-c/ralph-lauren-notorious-ad.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-1563140005907016029</id><published>2011-01-02T15:21:00.015+01:00</published><updated>2011-01-20T14:14:43.680+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aedes'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='L&apos;Artisan Parfumeur'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Duchaufour'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w kolekcji'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>L'Artisan dla Aedes de Venustas, Eau de Parfum</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Obietnice bywają zwodnicze. I tak, skoro z fanfarami zapowiedziałam, że kolejną recenzją będzie Aedes, żadna miarą nie mogłam się zdyscyplinować. Choć dni przepływały, a inne notki, i owszem, chodziły mi po głowie. Jednakże słowo się rzekło, perfumy u płota... Dziś będzie o największej fascynacji minionego roku.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;A przecież olfaktoryczne (właśnie tak!) olśnienia zdarzają mi się ostatnio rzadko. Zbyt rzadko, jak na mój gust: pasjami lubię przecież ten nagły zawrót nosa, demona rozrzutności sączącego, niczym stryj Hamleta, jad do ucha... (z Barańczakowych streszczeń Szekspira: &lt;em&gt;„DUCH: Brat jad wlał do ucha!/ SYN DUCHA: O, psiajucha! Stryja w ryj? Drastyczny krok / Zwłoka. Jej finał? Stos zwłok”).&lt;/em&gt; Stop! Dość dygresji. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Po Aedes spodziewałam się wiele i sporo dostałam. Wrażenie pierwszego spotkania tkwi we mnie do dziś, nawet w tej chwili zaburzając nieco percepcję. Trzymając własny flakonik w garści, czuję jak zaskakujący i zmienny to stwór, jednak – wszystko po kolei. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTgyRIRE7jI/AAAAAAAAAPw/F-2-_hKEUoU/s1600/Aedes%2Bfoto.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTgyRIRE7jI/AAAAAAAAAPw/F-2-_hKEUoU/s400/Aedes%2Bfoto.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564252609474522674" /&gt;&lt;/a&gt; Późna wiosna, czy może już lato, w każdym razie pora roku bogata w ciepłe podmuchy miejskiego powietrza. Sam flakon ustawiony na kawiarnianym stoliku robi wrażenie. Masywny, ciężki, z grubego mrożonego szkła w barwie cesarskiej purpury, z wytłoczonym na dnie numerem seryjnym. Ciężki, złocony korek, który przy zamykaniu wydaje charakterystyczny, miły uchu „klik”. Pierwsze drgnienie chciwej pożądliwości zaburza spokojny rytm płynącej w żyłach krwi.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Otwarcie uderza nutą mrocznej pomarańczy usmotruchanej w pełgającym płomieniu świec. Wbrew oczekiwaniom nuta pomarańczy ani nie wesoła, ani nawet trochę nie frywolna, czego po pełnej soczystego miąższu kuli można się było spodziewać, za to emocjonalnie niezwykle intensywna, wciąga nos w odmęty. A przy tym jest tak szalenie WYKWNTNA, choć to słowo nigdy nie przychodziło mi na myśl przy kadzidłach, mimo istnienia sporej grupy kadzideł eleganckich i ucywilizowanych „na gładko” - choćby litewski &lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/search/label/Juozas%20Statkevicius%2FJosef%20Statkus"&gt;Statkevicius&lt;/a&gt;. Później kompozycja ciągle się mroczy, pozwala osypać się przyprawowym prochem, osiadłym na oprawionych w cienką skórę foliałach i fotelach koniecznie obitych cienkim, starannie tłoczonym kurdybanem. Mroczy, owszem, ale powiedzmy wyraźnie – w świecie Aedes absolutna ciemność nie zapada aż do końca. Pamiętacie „efekt Tyndalla”? W rozproszonym stożku światła gęsto widać „kurzowe” drobinki koloidu. I tak właśnie odbieram półmroczność-półświetlność Aedes. Kompozycja z pograniczna, zawieszona między światami. Zapach-oksymoron, jak „starannie rozczochrany”, „niedbały elegant”, „krzyk ciszy” i temu podobne językowe konstrukcje - skażone niekonsekwencją dziwolągi. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Czuć w nim takżż cieniuteńkie, prześwitujące lekko kartki, nawet nie pergaminowe, co wręcz welinowe - bo i zapach to intelektualno-modlitewny, ostrością umysłu zbliżony w pewnym sensie do błyskotliwego Jubilation XXV (choć nie nutami, tym bliżej do bardziej wyciszonego Kyoto). Wkłuwa się w skórę jak jedwabny haft, stapia z nią, odnajduje własny rytm. To dyskretnie smuży w górę, to osypuje się jak garstka popiołu. Całą jego zmienność uruchamia ciepłe pulsowanie krwi – ani razu nie pachniał tak samo, choć z dnia na dzień zmienia się niemal nieznacznie. Wówczas, przy pierwszym spotkaniu, odebrałam całość jako zapach niewiarygodnie lekki, ulotny i z ledwością uchwytny. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;O Aedes wiele dotąd nie napisano – sposób dystrybucji skutecznie utrudnia proces zapoznawania. Nieliczne głosy przeczą odczuwanej przeze mnie wówczas lekkości. W zasadzie zimową porą skłonna jestem się do nich przychylić. Czy z niekorzyścią dla samej kompozycji? Nie przesądzajmy, choć osobiście skłaniam się ku letniej odsłonie. Bywa przez tą nieuchwytność zarówno intrygujący jak i irytujący. Najbardziej drażni wyczekiwanie na uszczypliwą wykwintność wyczuwaną w pierwszych dniach. Zimowy Aedes odznacza się duchowością wschodniej świątyni, lecz swój nieruchomy ciężar ma. Te wyrafinowane (jak to zwykle u Duchaufoura) perfumy niezwykle przypadły mi do gustu, lecz zdecydowanie wolę poczekać na letnie zawirowania pieprzu i cedru objawiane późną wiosną. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Kreator: Bertrand Duchaufour &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nuty głowy: Olejek pomarańczowy, różowy pieprz, kardamon, kadzidło&lt;br /&gt;Nuty serca: czarny pieprz, róża, irys, drewno cedrowe, żywice kadzidłowe, drewno cedrowe i żywica kadzidlana,&lt;br /&gt;Nuty bazy: paczula, kawa, opoponaks, benzoina and mech drzewny, nieśmiertelnik, białe piżmo, wanilia. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-1563140005907016029?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/1563140005907016029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=1563140005907016029' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1563140005907016029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1563140005907016029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2011/01/lartisan-dla-aedes-de-venustas-eau-de.html' title='L&apos;Artisan dla Aedes de Venustas, Eau de Parfum'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTgyRIRE7jI/AAAAAAAAAPw/F-2-_hKEUoU/s72-c/Aedes%2Bfoto.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-1519111946564564062</id><published>2010-12-28T10:34:00.001+01:00</published><updated>2010-12-28T10:39:39.773+01:00</updated><title type='text'>Perfumeryjni bogowie.</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Nie byli tego roku łaskawi dla mnie. Z tego powodu decyzja, by dwa tysiące dziesiąty jakoś podsumować (pierwsze podsumowanie w historii mojego maniactwa) wygląda kuriozalnie nieco. Z drugiej jednak strony – jest mi łatwiej, nie gubiąc się w tłoku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zakupy&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;Tu w zasadzie mogę być dumna z powściągliwości. Przybyło niewiele. W połowie roku na półce pojawił się urokliwy flakon &lt;strong&gt;Aki Tann Rokka&lt;/strong&gt;. Niespodziewanie, zaledwie dwa dni po wizycie w Horn&amp;amp;More skąd odeszłam z kwitkiem. Nie produkują już? Jeśli tak to szkoda, bardzo podobało mi się kiedyś połączenie róży i cedru w Kisu. Może też się przypadkiem trafi.&lt;br /&gt;Czysty brudas Aki – o dziwo – budzi przychylne zainteresowanie. Czasami mieszam go (!). Z Angelem. Profanacja, ale efektowna.&lt;br /&gt;Drugi zapach pojawił się czoraj. &lt;strong&gt;Aedes de Venustas Eau de Parfum&lt;/strong&gt;. Mojego faworyta Duchaufoura. Niektórzy mówią, że jego kreatywność się skończyła. Nawet gdyby (w co nie wierzę) , stworzył wystarczająco dużo arcydzieł, by okrzyknąć go Tycjanem perfumiarzy. Tycjanem, bo jest dla mnie niedościgłym mistrzem światłocienia, jego kompozycje połyskują głębokim złote w wszystkich odblaskach. A wykwintne Aedes jest dla mnie kwintesencją jego sztuki i koroną kadzideł.&lt;br /&gt;Tak więc jakoś zdecydowanie wzięła prymat nad ilością. Źródła obu zakupów jest to samo – podziękowania dla Róży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Poznawanie.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Tu również szaleństw nie było. Determinacji do odkrywania nowych lądów co prawda nie wykazałam. W życiu osobistym miałam zbyt wielki przewrót, żeby czuć apetyt na jakiekolwiek inne nowości. Zamiast tego skupiłam się na zdefiniowaniu faworytów z mojej półki. Opublikuję ekshibicjonistycznie, a co mi tam.&lt;br /&gt;Ze sklepowych nowości zdecydowanie podobał mi się najbardziej &lt;strong&gt;Wonderwood&lt;/strong&gt;. Gdybym kiedyś miała zastępować Black Cashmere, sięgnęłabym po najmłodsze dziecko CdG.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czarny Costes&lt;/strong&gt; wziął prymat nad Costesem czerwonym. Trudno nie było, bo czerwonego nie lubię i szkodzi mi. Na żołądek.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Like This&lt;/strong&gt;. Pozytywne zainteresowanie. Nawet kupić przez moment chciałam, ale mi przeszło.&lt;br /&gt;Wczoraj hurtowo nadrabiałam zaległości w Quality. Zlały mi się w jedno, papierki niepodpisane wysypują się z torebki. Pamiętam tylko czarny &lt;strong&gt;Memoir Amouage&lt;/strong&gt;. Męski oczywiście.&lt;br /&gt;I tyle. Jeđli nie liczyć jak zawsze miernych nowości z Sephory. Womanity nie znam.&lt;br /&gt;W następnym wpisie recenzja Aedes. Chyba ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-1519111946564564062?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/1519111946564564062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=1519111946564564062' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1519111946564564062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1519111946564564062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2010/12/prfumeryjni-bogowie.html' title='Perfumeryjni bogowie.'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-7472773600858774595</id><published>2010-12-22T08:45:00.027+01:00</published><updated>2010-12-24T08:52:28.951+01:00</updated><title type='text'>Wysypisko</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;"Najsampierw" wpis miał nosić tytuł &lt;span id="SPELLING_ERROR_0" class="blsp-spelling-error"&gt;Cmentarzysko&lt;/span&gt;. Tak niby GODNIE. Po wysypaniu śmiecia na stół koncepcja uległa zmianie. Pojmując rzecz &lt;span id="SPELLING_ERROR_1" class="blsp-spelling-error"&gt;weredycznie&lt;/span&gt;, prawda &lt;span id="SPELLING_ERROR_2" class="blsp-spelling-error"&gt;uber&lt;/span&gt; &lt;span id="SPELLING_ERROR_3" class="blsp-spelling-error"&gt;alles&lt;/span&gt;. Co mi tam. Kreacja artystowska i tak mnie znużyła. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;I tak mnie z nagła naszła myśl: "Niebywałe, jak łatwo wyślizgać się z pasji!" &lt;span id="SPELLING_ERROR_4" class="blsp-spelling-error"&gt;Przewąchiwania&lt;/span&gt;, biegania z obłędem w oczach po perfumeriach, kompulsywnego nabywania próbek i &lt;span id="SPELLING_ERROR_5" class="blsp-spelling-error"&gt;nieopanowanego&lt;/span&gt; przeciążania karty kredytowej utrzymywanej zresztą w pewnym najbardziej złodziejskim banku (nazwy nie wspomnę, bo oni mają kasę na proces, a ja nie).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Otóż, zdarza mi się że sprzątam. Ci, którzy mnie znają, powiedzą teraz, że &lt;span id="SPELLING_ERROR_6" class="blsp-spelling-error"&gt;konfabuluję&lt;/span&gt;. Co najmniej usiłując wykreować swój pozytywny wizerunek w necie (jakby coś takiego było możliwe - czarna, arogancka, &lt;span id="SPELLING_ERROR_7" class="blsp-spelling-error"&gt;przemądrzała&lt;/span&gt; Toccata - to lubię). Są jednak rzeczy, o których filozofowie śnić nie śmieli, niemożliwe staje się realne i - tak, owszem, czemu nie? - czasem odstępuję od żelaznej zasady "przewróciło się - niech leży". I z zapałem godnym lepszej sprawy układam w szafkach. I znajduję "skarby". I dziwię się jak dziecko widzące pierwszy śnieg. Albo kocur, pierwszy raz w ów śnieg wrzucony (he, pamiętam, jak mnie Ryży Kudła &lt;span id="SPELLING_ERROR_8" class="blsp-spelling-error"&gt;obmiaukał&lt;/span&gt; z pretensją za ten występek. Co nie powstrzymało go od dalszego kicania po zaspach, co to to nie).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TRRQmn0NGVI/AAAAAAAAAOY/eLDGF9nxfhs/s1600/DSC00012.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 225px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5554152864907860306" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TRRQmn0NGVI/AAAAAAAAAOY/eLDGF9nxfhs/s400/DSC00012.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;W pudełkach leżały fiolki. Wypełnione i puste, z papierkami &lt;span id="SPELLING_ERROR_9" class="blsp-spelling-error"&gt;lub&lt;/span&gt; bez, podpisane i gołe, pozostałe po zabawie z per-&lt;span id="SPELLING_ERROR_10" class="blsp-spelling-error"&gt;fumum&lt;/span&gt;, nawet nazwy gry teraz nie pomnę. Fajna była, ale się skończyła. Z &lt;span id="SPELLING_ERROR_11" class="blsp-spelling-error"&gt;archeologiczną&lt;/span&gt; ciekawością zaczęłam pudełko przeglądać. Ale cuda! Niektóre ze zleżałych woni to nawet poznać chciałam, umyśliłam sobie, że zamówię je z &lt;span id="SPELLING_ERROR_12" class="blsp-spelling-error"&gt;lucky&lt;/span&gt;. Jak będę miała czas/ chęć/ pieniądze - niepotrzebne skreślić. Najbardziej to &lt;span id="SPELLING_ERROR_13" class="blsp-spelling-error"&gt;oud&lt;/span&gt; Le Labo chciałam. A wystarczyło do pudełka zajrzeć. No popatrz pan popatrz.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawiłam pudełka na parapet. Przejrzę sobie, może niektóre, te szczelniej zatkane, lub fabrycznie napełnione, z atomizerem, się jeszcze do czegoś nadają?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-7472773600858774595?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/7472773600858774595/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=7472773600858774595' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7472773600858774595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7472773600858774595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2010/12/wysypisko.html' title='Wysypisko'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TRRQmn0NGVI/AAAAAAAAAOY/eLDGF9nxfhs/s72-c/DSC00012.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-7360539560027716581</id><published>2010-01-28T22:13:00.003+01:00</published><updated>2011-01-02T21:25:42.401+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dior'/><title type='text'>Christian Dior, ESCALE A PORTOFINO</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TSDfOaF__MI/AAAAAAAAAO4/5Bkz-8lo31Y/s1600/christian-dior-escale-a-portofino.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 293px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5557687378790841538" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TSDfOaF__MI/AAAAAAAAAO4/5Bkz-8lo31Y/s400/christian-dior-escale-a-portofino.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wprowadzając na rynek wytrawną kompozycję, opartą o mocny „związek zawodowy” cytrusów, Dior zdecydował się na śmiały krok. Spoglądając na świat perfumiarskiego biznesu z punktu widzenia zdeklarowanej pesymistki, doszłam do słodko-gorzkiej konkluzji: oto Dior oddał przysłowiowy, celny strzał we własną stopę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy mają za dużo pieniędzy? A może zwyczajnie stać ich na jednorazowy eksces, pozbawiony głębszego znaczenia, bo kolejne z serii podróżniczej okażą się bardziej en vogue i z nawiązką powetują firmie chwilę artystycznego zapomnienia.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Ten krótki, choć ważny w kontekście odważnego charakteru omawianej kompozycji, zestaw pytań i hipotez od początku lata nie daje mi spokoju. Escale a Portofino to perfumy nieledwie niszowe, arogancko niemodne, szorstkie w obejściu i w żadnym wypadku nie zabiegające o tanią popularność. Szokująco odmienne od dziewczęcych, płynących owocowym sokiem Miss Dior Cherie, Midnight Poison i innych, którymi raczono nas obficie w ostatnich latach, a których recepturę kaligrafowano starannym pismem, by każdy bez trudu przyswajał ich treść.Po raz pierwszy testowałam je latem – w końcu zarówno nuty, jak i stężenie (woda kolońska) zdają się predestynować je do użycia w wysokich temperaturach, ku pokrzepieniu dusz i orzeźwieniu ciała. Przyjęłam je wówczas z dużym zainteresowaniem i kiełkującym uznaniem, jednak coś w mojej percepcji wyraźnie nie grało. Któraś krnąbrna nuta (tak mi się wówczas zdawało) uparcie fałszowała, zupełnie nie mogłam sobie z całością poradzić. Porzuciłam próby zaprzyjaźniania się na jakiś czas, by wrócić do nich ostatnio, korzystając z chwilowego powrotu ciepłych dni na początku października. Wybierając Escale na weekendową wyprawę do podkrakowskiego Ojcowa, podświadomie uchwyciłam ich cały nastrój i wdzięk. Wbrew oczekiwaniom okazał się być kompozycją na teraz, gdy lato stało się blaknącym wspomnieniem. To dysonans pór roku okazał się istotą owego zgrzytu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twórca tych perfum nigdy pewnie nie był w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej i niech gorzko tego żałuje, bo żadne Portofino nie da mu takich wrażeń, co bajecznie kolorowe liście malujące złotą polską jesień, odkrywaną na nowo, po latach spędzonych w burożółtej stolicy, gdzie szczytem jesiennego piękna są Królewskie Łazienki, a skąpanej w złocie radosnej czerwieni po prostu brak. Escale ma w sobie wszystkie barwy jesieni. Ostrość i surowość wapiennych skał, żywotność kolorów, październikowy chłód o poranku i ciepło południa.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Budująca początek falanga cytrusów jest rześka, krzepka i entuzjastyczna, prężna jak młody duch. Chłodne, ale – co zaskakujące – dość ciężkie, pierwsze nuty są wyraziste i ekspansywne, mocno gorzkawe, jak tęsknota za uciekającym latem. Później chorał podejmują nuty cieplejsze i uspokojone. Wyczuwam przede wszystkim kwiat pomarańczy i wiercący w nosie jałowiec, bez powodzenia natomiast łowię zapowiadany w nutach migdał. Być może to właśnie on odpowiada za złagodzenie kompozycji. Elegancja i stonowanie bazy czynią z Escale perfumy uniwersalne, dobrze sprawdzające się zarówno w codziennych sytuacjach, jak i tych, wymagających bardziej kunsztownej oprawy. W dodatku są, jakby urągając niektórym anemicznym zapachom sprzedawanym w silniejszym stężeniu, niezwykle trwałe.Przedstawiając światu tę ambitną propozycję, z czytelnymi odniesieniami do własnej historii (wody kolońskie stanowiły wszak mocny atut tej marki w przeszłości) Dior nie poszedł – i chwała mu za to - drogą chętnie obieraną ostatnio przez słynne domy mody. W ofercie firmy brak linii butikowej (w przeciwieństwie do Chanel i Guerlain, a także niektórych firm niszowych, tworzących własne sub-linie), w której wstydliwie chowa się kompozycje odbiegające od mainstreamu, niczym fanaberyjne słabostki „Nosa”, którym ulega się dla świętego spokoju, ale przechwalać się nimi nie warto. Escale a Portofino zaprezentowano z odkrytą przyłbicą, zapewne licząc się z finansowym fiaskiem, szczęśliwie unikając jednak próby przemówienia do kieszeni tych, którzy w swoich wyborach zbyt często kierują się chęcią posiadania czegoś trudno dostępnego, w zamian za łowiecki spryt dającego poczucie pewnej nobilitacji. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Żeby uczynić potencjalne fiasko finansowe bardziej prawdopodobnym, Escale zamknięto we flakonie pełnym wyrafinowanej prostoty, mnie osobiście urzekającym, lecz stylistycznie całkowicie pozostające poza nurtem krzykliwego, barokowo wymyślnego designu, który obecnie jest tak bardzo na topie. Gestem asekuracji jest niewątpliwie umieszczenie tych perfum w efemerycznej kategorii „edycja limitowana”.Uczciwie przyznam, że te w trochę staromodne, ale obdarzone wielką klasą, nostalgiczne perfumy nie staną na mojej półce. Zbyt daleko odbiegły stylem od tego, co zwykle pozwala mi się cieszyć komfortem noszenia. Lecz bez wątpienia kolejnych pozycji z tej serii będę wyczekiwać niecierpliwie i szczyptą niepokoju, czy Dior poważy się dalej kuśtykać kamienistą ścieżką nonkonformistycznych rozwiązań. Mam nadzieję, że tak. Na razie zrywam kapelusz z głowy i omiatając podłogę eleganckim esem-floresem czaplego pióra składam wyrazy uznania.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Escale a Portofino, Eau de Cologne. (2008)Edycja limitowanaTwórca: François DemachyRok produkcji: 2008Nuty:- Bergamota, cytryna, petit grain- Kwiat pomarańczy, migdały, jałowiec- Cyprys, cedr, galbanum, caraway, piżma &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-7360539560027716581?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/7360539560027716581/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=7360539560027716581' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7360539560027716581'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7360539560027716581'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2010/01/christian-dior-escale-portofino.html' title='Christian Dior, ESCALE A PORTOFINO'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TSDfOaF__MI/AAAAAAAAAO4/5Bkz-8lo31Y/s72-c/christian-dior-escale-a-portofino.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-595252923935946938</id><published>2010-01-28T22:10:00.012+01:00</published><updated>2011-01-16T22:03:08.956+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hermes'/><title type='text'>Hermes, 24.FAUBOURG</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTNSkRdcj9I/AAAAAAAAAPo/hbWiYZlAKSQ/s1600/24_faubourg_perfume_for_women_by_hermes_paris.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 400px; FLOAT: left; HEIGHT: 300px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562880747848372178" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTNSkRdcj9I/AAAAAAAAAPo/hbWiYZlAKSQ/s400/24_faubourg_perfume_for_women_by_hermes_paris.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div align="justify"&gt;Przestrzeń sklepowych półek perfumerii w Polsce zbyt często staje się strefą zaskoczenia. Oto w licznych Sephorach, Douglasach i Marionnaudach zabrakło już nie balsamów, mgiełek i innych mazideł, lecz flagowego okrętu firmy znakomitej, nieodmiennie utrzymującej równy, wysoki poziom - 24,Faubourg. Nazwany na cześć paryskiego adresu głównej siedziby Hermèsa, na szczęście wciąż dostępny jest w perfumeriach internetowych i serwisach aukcyjnych. Ryzykantki spróbują odczuwać przyjemność płynącą z dreszczu emocji, który towarzyszy zakupom w ciemno. Potem, w miarę możliwości, odetchną z ulgą, lub z uczuciem zawodu puszczą merkantylną machinę w ruch, ku chwale Allegro. Lecz opisywany rodzaj „sportu” to zabawa chętnie podejmowana przez osoby, dla których świat zapachów wyznacza powtarzalny rytm emocjonujących wypraw w nieznane. Tymczasem 24,Faubourg jest wprost wymarzonym partnerem dla kobiet, które swe wybory celebrują, by pozostać im wierne po przysłowiowy grób. Owszem, czasem mały skok w bok nie zawadzi, ale bez szaleństw…Szypru tykam się jak pies jeża. Obchodzę wkoło, szturam łapą, trę nos pokłuty nadmiarem nastroszonej elegancji. Skowycząc, uciekam z podkulonym ogonem, by za jakiś czas, wiedziona nieodpartą ciekawością, powrócić i ponowić próby. Może uda się jeża przewrócić na plecy, odsłonić miękkie, bezbronne ciało, rozgryźć, rozszarpać i wyjść z potyczki z tryumfem… Nie sądzę, bym była odosobniona w uczuciu co najmniej ambiwalencji względem tej kategorii zapachowej. Szypry są wymagające i zobowiązujące. W epoce, gdy zdawały się dominować, PRL nurzała się w zgrzebnej szarości, a jej mieszkanki blichtr perfum poznawały na ogół z literatury, filmu i opowieści matek i babek. Nikt mi przecież nie wmówi – z całym szacunkiem dla dokonań Polleny Aromy, w której laboratorium odtworzono Wodę Królowej Węgier na podstawie średniowiecznej receptury – że namiastki typu Być może… lub później Pani Walewska mogły choćby częściowo uchylić zasłony, za którą panoszył się luksus. Szypry nie zdołały więc wrosnąć w swojskie przyzwyczajenia, nie zyskały grona wiernych wielbicielek. Zamiast tego, w nęcących smakowitymi aromatami latach 90-tych, gdy już granice otwarto szeroko, przylepiono im etykietkę „babciowych” – cokolwiek oznaczałoby owo straszne w kontekście perfum słowo, brzmiące jak bezwarunkowy wyrok banicji na zachodnie rubieże młodości. Prawda, że wymagają odpowiednich manier i nienagannej wręcz stylizacji, prawda, że automatycznie dystansują i budzą respekt (choć były przecież udane próby mariażu szypru z jeansem, czego najlepszym dowodem kampanie reklamowe Chanel 19, perfum u zarania adresowanych do kobiet młodych, aktywnych i na eleganckim luzie). W rezultacie szypry przynależą do kategorii elitarnych: sięgną po nie kobiety, które z racji wykonywanego zawodu poszukują kropki nad „i” profesjonalnego dystansu (nie bez przyczyny uzbrojone w szypry ruszają „w bój” armie bizneswomen i wykładowczyń uniwersyteckich), oraz ekscentryczki, śmiertelnie znużone wszędobylskim dyktatem zapachów owocowych, kwiatowych i banalnie słodkich.24,Faubourg to perfumy ze wszech miar godne uwagi. O ich legendę skutecznie zatroszczyła się Lady Diana, desygnując je na swój signature scent. I – trzeba przyznać – pasowały do niej jak ulał, co wyduszam z siebie niechętnie i półgębkiem, gdyż darzę je większą rewerencją niż tragicznie zmarłą księżnę Walii, mimo jej budzących zawiść umiejętności autopromocji i niekwestionowanego gustu, który dał jej pozycję najlepiej ubranej damy w Anglii. Pod solidną powłoką dostojeństwa i dystansu przemyca zgrabnie zakamuflowaną szczyptę populizmu, ciepły, łaskawy uśmiech i nadmierną skłonność do machania ręką w kierunku tłumów, których próżno szukać w roziskrzonym Chanel No. 19 czy oziębłym Eau de Soir. Twórcą zapachu jest Marice Roucel, nienasycony pożeracz smaków, ruchliwy, zachłanny i absolutnie nieprzewidywalny, z równą łatwością eksplorujący rejony orientu, co sięgający ku mroźnym szczytom szyprów. Czytelniczki znają zapewne jego Envy Gucci, L’Instant Guerlain czy słodko-słone L Lolita Lempicka. Wielbicielkom niszy wiele mówi cynamonowo-krwisty, drapieżny, wibrujący podskórnym zirytowaniem Musc Ravageur. Nawet miłośnicy kotów mieli okazję pogardliwie prychnąć, wyrażając pogląd na temat idei perfumowania mruczących pupili pachnącą wodą Oh my cat! Lista osiągnięć Roucela jest długa i ekscentryczna, a jego talentowi dobrze służą pomysłowość, odwaga oraz zwierzęcy instynkt, z jakim podąża tropem współczesności, więzi ją w alchemicznych retortach i skrapla w eliksiry niełatwo poddające się dezaktualizacji.24,Faubourg liczy sobie tylko 13 lat, a klasykiem został ledwie pierwszy flakon zszedł z taśmy produkcyjnej. Jest zapachem specyficznym także dlatego, że - to nie siła sugestii żółto-pomarańczowego kartonika - ewokuje wrażenie ciepła i blasku, jednocześnie bezczelnie przecząc tym wartościom. Cały pulsuje pomarańczowym światłem, lecz grzeje słabo, jak kula zachodzącego, październikowego słońca. Trochę wyniosły, trochę przyjazny, reprezentacyjny, lecz także intymny. Pasuje do kostiumu i zwiewnej sukni; złego słowa nie powie jeansom, z lekka je nawet nobilitując. Nie po raz pierwszy pozwalam się uwieść takiej dwuznacznej potędze kontrastów – drugiego i trzeciego dna, warstw nakładających się na siebie jak kimona dworskiej damy z okresu Heian. Swoją drogą, jeśli szukacie wspólnego mianownika dla swoich zapachowych fascynacji – dobrze się zastanówcie, czy rolę spoiwa na pewno pełni w nich prosta kategoryzacja woni (kwiatowe, orientalne, aldehydowe), urzekająca woń ulubionego składnika (płatki róży, piżmo, lub czystek ladanowy), czy może trudniejszy do natychmiastowego zdefiniowania związek, który za to sprawdza się jako miara naszych pozostałych wyborów. W moim przypadku sprawdza się trzecia opcja: gdyby było inaczej prymat nad nim uzyskałby raczej ciążący w kierunku drzewnego orientu 24, Faubourg Eau Delicate. To moja ulubiona kategoria, ale nic z tego: Eau Delicate ani mnie ziębi ani grzeje – jak się zdaje, nic gorszego o perfumach powiedzieć się nie da.Ideałem byłoby oceniać perfumy wyłącznie miarą tego, jakie emocje zdołał wzbudzić sam zapach. Pojmując świat synestetycznie nie potrafię jednak pozostać obojętna na estetyczne walory flakonów, czy towarzyszącej im reklamy. W przypadku 24,Faubourg wszystko jest doskonale spójne i dopracowane. Flakon, zaprojektowany przez Serge’a Manseau, to istne arcydzieło. Dające efekt stabilności grube, solidne szkło, subtelnie dekorowane wijącą się, dyskretną żyłkami złota, finezyjny kształt, nawiązujący do słynnych, piekielnie drogich jedwabnych apaszek Hermèsa. Wysmakowana kampania reklamowa należy do tych najbardziej sugestywnych. Konsekwentnie trzymające się tonacji pomarańczu fotografie Warrena du Preeza i Nicka Thornton-Jonesa eksponują bliski związek z cielesnością, lecz bez cienia dosłowności, charakterystycznej dla dosadnych kampanii włoskich. Miękkie kontury ciała modelki Nieves Mallor zdaje się przenikać rozproszone światło. Subtelna twarz emanuje spokojem i zachwyceniem renesansowych Madonn włoskich. Równie udane, przykuwające uwagę, na pół graficzne kampanie Thierry’ego Le Gouesa chwytają drapieżną, miejską odsłonę Faubourg.Zmuszona wskazać jeden przykład zapachu, który dotyka samego jądra idei „paryskich” perfum – znając wykwintną kompozycję Hermèsa – nawet przez chwilę nie zastanowię się nad kandydaturą Chanel No.5, YSL Paris czy Guerlain Champs-Elysees. 24,Faubourg, reklamowany udanym sloganem „Wewnętrzne światło, które nosisz w sobie”, można bez trudu streścić także skrótem, definiującym idealną Francuzkę: „BCBG” (bon chic - bon genre).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;*** 24,Faubourg &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;powstał w 1995 r. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nuty głowy - liście fiołka i mandarynki, bergamotka, brzoskwinia, hiacynt &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nuty serca – tahitańska gardenia, mimoza, kwiat pomarańczy, ylang-ylang, indyjski jaśmin sambak, irys &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nuty bazy - piżmo, ambra, biały pieprz, wanilia, paczula &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-595252923935946938?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/595252923935946938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=595252923935946938' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/595252923935946938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/595252923935946938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2010/01/hermes-24faubourg.html' title='Hermes, 24.FAUBOURG'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TTNSkRdcj9I/AAAAAAAAAPo/hbWiYZlAKSQ/s72-c/24_faubourg_perfume_for_women_by_hermes_paris.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-3904193595385677778</id><published>2010-01-28T22:05:00.004+01:00</published><updated>2011-02-27T19:14:24.908+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serge Lutens'/><title type='text'>Serge Lutens FIVE O'CLOCK AU GINGEMBRE</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#999999;"&gt;[Nieobecnej na polskim rynku]&lt;/span&gt; marki Serge Lutens paradoksalnie nie trzeba już chyba przedstawiać nikomu. Śmiałość i bogactwo kompozycji sygnowanych tym nazwiskiem zawiodła wiele miłośniczek (i miłośników) pięknych woni na kręte ścieżki perfumiarskiej niszy. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Wiele z nas pamięta je jako najwcześniejsze lub jedno z pierwszych doświadczeń z typem zapachu, który w założeniu angażuje wyobraźnię, opowiadając historie „między słowami”. Uczestnicy forów tematycznych od początku z wypiekami śledzą kolejne propozycje wychodzące z paryskiego Pałacu Shiseido, a trzeba przyznać, że przysłowiowych króliczków do ścigania było co nie miara. Marka należy do wyjątkowo płodnych, co cieszy entuzjastów, a sceptyków skłania do kasandrycznych wieszczb rychłego schyłku. Lecz choć zawodową śmierć Chrisa Sheldrake’a (twórcy większości lutensowskich kompozycji) kilkukrotnie już ogłaszano, na przekór wszystkiemu duet inspiratora i twórcy trzyma się równie mocno, co Chińczyki z dramatu Wyspiańskiego. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;W samej tylko pierwszej połowie 2008 roku jesteśmy świadkami dwóch zapachowych premier, będących efektem tej współpracy. Od paru tygodni w wybranych sklepach dostępny jest niezmiernie chwalony Serge Noir, dla nas wciąż jeszcze owiany mgiełką tajemnicy i przez to bardzo, bardzo pożądany. Nieco wcześniej spółka Lutens-Sheldrake dokonała prezentacji perfum, będących w zamierzeniu odejściem od ukochanej przez Lutensa scenerii świata Bliskiego Wschodu, przesunięciem akcentu w stronę mentalnie rozdartych między egzotyką kolonializmu a wyspiarskim tradycjonalizmem Wysp Brytyjskich. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Zapach, inspirowany niewzruszonym rytuałem pitej po południu herbaty, brzmi jak apologia konwenansu rodem z filmów Jamesa Ivory’ego. Od pierwszej do ostatniej nuty stonowany, powściągliwy Five O’Clock Au Gingembre stara się upchnąć emocje w ciasnym gorsecie tradycji i dobrego wychowania. I choć sam początek - zapewne pod wpływem radosnej, bezpretensjonalnej bergamotki - wykazuje tłumioną żądzę użycia, młodzieńczą ciekawość świata wraz z pragnieniem rozerwania skostniałych struktur, już wkrótce, w nucie serca dojdzie do temperowania zbyt zuchwałych snów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Dla Lutensa słowem-kluczem, definiującym całość kompozycji, stał się luksus w specyficznie angielskim znaczeniu – w tym wypadku na zasadzie pars pro toto utożsamiony z minioną ekskluzywnością kandyzowanych owoców. W imię tej nadrzędnej wartości Sheldrake więzi soczysty, kipiący energią imbir w słodkiej, pomarszczonej skorupce, narzuca dyscyplinę zwichrowanym ziarnkom pieprzu i cywilizuje niepokojący akcent wetiweru. Miękką rękawicą konwenansu dusi w zarodku rebelię, zaokrągla kanty, pozornie kojąc przyprawową porywistość wystudiowaną łagodnością, by wreszcie w nutach bazy ostatecznie odrzucić gęstość i pazerną zmysłowość, tak charakterystyczne dla większości kompozycji Lutensa. W rezultacie tych zabiegów, w desperackim poszukiwaniu nowej formuły, powstała kompozycja istotnie odmienna od poprzedników, lecz zbyt wątła, zimnokrwista i mdła, by mogła ekscytować. Perfumy, same w sobie, nie pozostają wyłącznie zapachem – mówi Serge w wywiadzie udzielonym Marie-Helene Wagner dla „The Scented Salamander” – potencjalnie stają się nosicielami wyobraźni. Są bardzo pojemne, to trucizna i czyste pożądanie. Eros w okowach!*. Piękne słowa, lecz blady Eros Lutensa przyjął brom na wyciszenie cielesnej gorączki, a melancholijną Psyche o smutnej twarzy Heleny Bohnam-Carter pocieszono słodkim herbatnikiem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Próba wejścia w damskie szpilki może być pociągająca, lecz pociąga za sobą ryzyko potknięcia. Tworząc zapach herbaciany, Sheldrake nie uniknie porównań z Tea for Two L’Artisana. Nadworny mistrz Les Salons du Palais Royal, tak znakomicie wygrywający erotyzm północnoeuropejskich legend, zasiedlonych cieniem driad i leśnych duszków w kompozycjach takich jak Feminite du Bois Shiseido, czy Bois de Violette Lutensa, nie sprostał magii misternej i pełnej życia klatki światła, tkanej przez subtelną Giacobetti.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Mówią, że w Five O’clock zabrakło elementu zaskoczenia. Wręcz przeciwnie – wciąż nie przestaję się dziwić, jak można tak stłamsić wysokoenergetyczne składniki, w imię czego taką nijakość nadać mrocznym splotom kakao i paczuli, tak lekceważąco przemknąć nad drzewnym akcentem kompozycji. I wszystko po to, by stworzyć iluzję pitej w cieniuteńkiej porcelanie, lekko przestygłej, wodnistej herbatki, w roztargnieniu dwukrotnie osłodzonej miodem.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;***Klasyfikowane do rodziny perfum orientalno-przyprawowych Five O’Clock Au Gingembre są dostępne w linii eksportowej w pojemności 50 ml. Wśród nut budujących całość zapachu oficjalna strona Les Salons du Palais Royal wymienia bergamotę, kandyzowany imbir, miód, pieprz, ciemne kakao, aromat miękkich herbatników i piernika, paczulę oraz wetiwer. Niektóre strony wyliczają także dodatkowo: herbatę, cynamon i ambrę.Rok produkcji: 2008Twórca: Christopher Sheldrake&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*Cytat: &lt;a href="http://www.mimifroufrou.com/scentedsalamander/2008/02/q_a_with_serge_lutens_part_2_p.html"&gt;http://www.mimifroufrou.com/scentedsalamander/2008/02/q_a_with_serge_lutens_part_2_p.html&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-3904193595385677778?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/3904193595385677778/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=3904193595385677778' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/3904193595385677778'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/3904193595385677778'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2010/01/serge-lutens-five-oclock-au-gingembre.html' title='Serge Lutens FIVE O&apos;CLOCK AU GINGEMBRE'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-4722000226633225400</id><published>2010-01-28T22:03:00.004+01:00</published><updated>2011-01-02T14:47:37.336+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Guerlain'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w kolekcji'/><title type='text'>Guerlain SHALIMAR</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Tekst powstał na zamówienie portalu FEMIA.PL&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Mniej lub bardziej jawnie lubimy miłosne opowieści, choć nie do każdej zechcemy się przyznać. Niekiedy wciągają nas perypetie bohaterów, a czasem forma, w jaką zostały ubrane. Opowieści, którą w 1925 roku przedstawił Jacques Guerlain, wstydzić się nie ma powodu. Była to bowiem reinterpretacja tej samej historii, która pozostawiła po sobie jedną z najwspanialszych budowli świata – Taj Mahal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szach Jahangir miał piękną żonę. Miłował ją nad życie, a ona kochała jego – jego, i swe zjawiskowe ogrody, zwane Szalimar. Lecz każde piękno jest kruche, a im jaśniejsze źródło światła, tym głębszy towarzyszy mu cień. Mumtaz Mahal zmarła, nim szach nasycił się jej urodą, choć zdążyła przecież już wydać na świat czternaścioro jego dzieci. Odtąd, osamotniony, posiwiały w przeciągu zaledwie jednej nocy, poświęcił się wznoszeniu grobowca, by bogowie i cały świat zapamiętali bezmiar jego uczucia. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Historie namiętności takich jak ta pasjonowały Guerlainów: dzięki nim każdy produkt sprzedawał się doskonale. W czasach, gdy możliwości wizualnej reklamy były ograniczone, dobrze sprawdzało się przydać zapachom odpowiednią legendę, niczym damę do towarzystwa. Niecałe dwie dekady wcześniej tryumfy święciły perfumy Mitsouko, fabularnie zakorzenione w nieszczęśliwych dziejach występnego uczucia, jakie połączyło Japonkę i angielskiego oficera z przetłumaczonej także na język polski powieści Claude’a Farrere „Bitwa”. Upodobała je sobie szczególnie ekscentryczna pisarka Anais Nin, sama brnąca w zakazany erotyczny związek ze skandalizującym kolegą po fachu Henry Millerem oraz jego żoną June. A gdy jeszcze wcześniej, pod koniec poprzedniego stulecia, Aime Guerlain skomponował perfumy i nazwał je Jicky, zrodziła się powtarzana do dzisiaj opowieść o uroczej Angielce, która podbiła serce młodego perfumiarza. Bywa, że baśń brzmi o trzy nieba lepiej niż naga prawda, zatem fakt, iż w rodzinie Guerlainów nazywano tym mianem wuja Aimego, wepchnięto głęboko w szufladę niepamięci. Ale dość o tym. W historii Shalimar interesuje nas nie tylko charakterystyczna dla lat dwudziestych fascynacja orientem i romansami bez happy endu. Najbardziej zaskakująca okazała się ich interpretacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TRw7fMyleVI/AAAAAAAAAOo/5bhlkdBQi-E/s1600/SHALIMAR-Medium-134051_XL.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 305px; FLOAT: left; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556381447463729490" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TRw7fMyleVI/AAAAAAAAAOo/5bhlkdBQi-E/s400/SHALIMAR-Medium-134051_XL.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Vintage’owe perfumy cechuje specyficzna aura. Nie każdy zdoła się w niej odnaleźć, nawet jeśli szczerze ją docenia. Nosząc perfumy o walorze zabytku zawsze daję się ponieść zdziwieniu, jak pełne są charakteru – co przy ograniczonej liczbie składników, z jakich je komponowano, zakrawa na działanie sił magicznych. Jakież są wyraziste i śmiałe! To prawda: bywalczyniom większości Sephor i Douglasów wypadnie w końcu zazdrościć naszym zniewolonym babkom możliwości dokonywania nonkonformistycznych wyborów tych Excaliburów we flakonach z kunsztownie ciętego szkła, które tylko czekały, by je wydobyć i użyć jak broń. Doceniam wiele z nich, szczególnie pociągają mnie właśnie twory dynastii Guerlainów – zwłaszcza nocą zdają się być niepokojąco na czasie. Z drugiej strony nosić je na co dzień niekoniecznie potrafię. Wyrwane z kontekstu nabierają groteskowych kształtów, anachronicznych jak spacer z koronkową parasolką nad głową w lipcowy poranek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TRw6TnCQ02I/AAAAAAAAAOg/ndRKFOxQpGc/s1600/Shalimar%252520Black2.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 300px; FLOAT: left; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556380148838749026" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TRw6TnCQ02I/AAAAAAAAAOg/ndRKFOxQpGc/s400/Shalimar%252520Black2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Shalimar zdaje się być inny niż one wszystkie, jakby godziny odmierzane tykaniem zegara dla niego nie istniały – niektórzy wręcz nazywają go „bezczasowym”. To oczywiste, że słynne perfumy co pewien czas bywają reformułowane, by lekko dostosować je do zmieniających się trendów. Jacques Polge, „nos” firmy Chanel, przyznaje, że legendarna „Piątka” (shalimarowa rówieśnica) przechodzi gruntowny lifting raz na 10 lat. Nieznaczna zmiana proporcji składników działa jak radykalna kuracja odmładzająca; pozwala cieszyć się kompozycją kolejnym pokoleniom – co prawda kosztem zaburzenia pierwotnej idei twórcy – lecz tą właśnie cenę płacimy za utrzymanie zapachu na rozkapryszonym zalewem nowości rynku.&lt;br /&gt;Łatwo uwierzyć, że Shalimar nie potrzebuje tych zabiegów. Od początku zaprojektowano go na zasadzie wyrachowanej gry kontrastów. Śmiałość, pewna drapieżność i zmysłowość kontra niewątpliwa elegancja. Intymność i ostentacja, pogardliwy dystans i bezpruderyjne zaproszenie. Przeciwwaga sił, odzwierciedlona zapisem tworzących go nut. Shalimar zaczyna się jasnym, błyskotliwym trylem cytrusów, lecz w tle pobrzmiewają już nuty zawiesiste, pudrowo-słodkie z przewagą śródziemnomorskiego opoponaksu i wanilii, czy też może, chętniej używanej w latach dwudziestych, syntetycznej waniliny. Utożsamiane w Europie z ekspansywną kobiecością jaśmin i róża są tutaj trudne do detekcji, znacznie łatwiej poczuć dwuznaczne, androgyniczne tchnienie irysa. Posunę się w swych dywagacjach znacznie dalej niż do wyrażanie hermafrodytycznej natury tych perfum. Nie mam wątpliwości, iż Shalimar równie dobrze, choć zapewne trochę perwersyjnie, pachniałby na mężczyźnie – gdyby tylko któryś poważył się na ekscentryczny gest i sięgnął po flakon z damskiej półki. Taka myśl nie postałaby mi w głowie, gdyby chodziło na przykład o nawiązującą do Shalimar miękką, zmysłową Samsarę, stworzoną w latach osiemdziesiątych. To świetna, kultowa wręcz kompozycja, lecz z testosteronu odarłaby i torreadora. Shalimar nie da się zamknąć w pułapce płci, dystynkcji czy pory dnia, fascynująco niejednoznaczny, zadziwiająco łatwo dopasowujący się do zmiennych okoliczności.&lt;br /&gt;Linia towarzysząca tym perfumom jest zaiste imponująca. Polki, jak zwykle są haniebnie okradzione przez nonszalancki system dystrybutorów, którzy zakładają z góry, że nic poza stosunkowo lekką wodą toaletową nic się nie sprzeda, co pozbawia nas sporej części pachnących kremów, balsamów, mydeł, pielęgnujących mgiełek do włosów i dezodorantów. Na sklepowych półkach znajdujemy czasem głębszą w wyrazie, bardziej posępną wodę perfumowaną. Do rzadkości należy też zamknięty w przepięknym flakonie o kształcie fontanny ekstrakt perfum– istotnie ciężki kaliber o dużej sile rażenia i oszałamiającej trwałości. O limitowanej edycji flakonów spowitych w dostojną czerń możemy wyłącznie pomarzyć. Aż się prosi o agresywny lobbing!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewna egzaltowana Angielka, zwiedzając mauzoleum w Agrze, wyraziła gotowość, by umrzeć natychmiast, o ile zostanie pochowana w sarkofagu Mumtaz Mahal. Daleka jestem od werbalizowania równie nieodwracalnych pragnień, bez trudu przyjdzie mi natomiast porównać imponderabilia. Dzieło perfumiarza, celebrujące życie tętniące w ogrodach Szalimaru, dotrzymało pola architektonicznej oprawie śmierci. Piękną żonę Jahangira poniesiono w nieśmiertelność dwukrotnie.***Nuty: cytryna, bergamotka, jaśmin, róża majowa, opoponaks, bób tonka, wanilia, irys, kadzidło (żywica benzoesowa), ambergris&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;*** W 2003 roku Mathilde Laurent stworzyła letnią wersję tych perfum: Shalimar Eau Légere. Więcej cytrusów, mniej głębi. Wielu znawców bardzo je chwali, lecz jeśli ktoś tęskni za naprawdę słoneczną, błyskotliwą siostrą Shalimar, radzę sięgnąć po dzieło Carthusii Ligea 'La Sirena', formalnie mniej zależne od pierwowzoru, duchem - paradoksalnie - znacznie mu bliższe.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-4722000226633225400?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/4722000226633225400/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=4722000226633225400' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/4722000226633225400'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/4722000226633225400'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2010/01/guerlain-shalimar.html' title='Guerlain SHALIMAR'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/TRw7fMyleVI/AAAAAAAAAOo/5bhlkdBQi-E/s72-c/SHALIMAR-Medium-134051_XL.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-2852467269827298603</id><published>2010-01-28T21:49:00.004+01:00</published><updated>2010-01-28T21:59:50.444+01:00</updated><title type='text'>CZAS WRACAĆ</title><content type='html'>Szczerze - wolałam adres Synestezja.net. Szczególnie podobał mi się szablon.&lt;br /&gt;Bliżej mu było do internetowego wydania gazety niz do sztampy bloga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jak się nie ma co się lubi, to się wraca na stare śmieci. Bo z synestezja.net poznikały stare posty - co prawda jedyny, którego mi żal to Baume du Doge, że nie mam kopii, ale... No trudno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie wrzucam te "śmieci", które udało mi się ocalić. Gdzieś tam tkwiły w komputerze, na kartkach, gryzmołach. Tym razem wrzucam dla siebie. Zadziwiona jestem, że bloggr tak długo te teksty trzyma. Hm...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-2852467269827298603?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/2852467269827298603/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=2852467269827298603' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/2852467269827298603'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/2852467269827298603'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2010/01/czas-wracac.html' title='CZAS WRACAĆ'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-7325156875351022728</id><published>2008-10-02T12:27:00.004+02:00</published><updated>2009-02-25T12:28:02.404+01:00</updated><title type='text'>LE ROI EST MORT...</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;VIVE LE ROI!&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#3333ff;"&gt;&lt;strong&gt;Synestezja się przeprowadza. Nowe teksty dotępne pod adresem:&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.net/"&gt;&lt;span style="font-size:180%;color:#ff0000;"&gt;&lt;strong&gt;SYNESTEZJA.NET&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:180%;color:#ff0000;"&gt;&lt;strong&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-7325156875351022728?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/7325156875351022728/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=7325156875351022728' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7325156875351022728'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7325156875351022728'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/10/le-roi-est-mort.html' title='LE ROI EST MORT...'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-7491137109809607923</id><published>2008-08-10T14:26:00.006+02:00</published><updated>2011-03-04T21:00:04.103+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lolita Lempicka'/><title type='text'>Lolita Lempicka, Fleur Défendue</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-WTNrmSWTfW4/TXEiRQK4w0I/AAAAAAAAASs/e2GAQnULdOk/s1600/Kopia%2Blolitalempicka_fleur-defendue.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 347px; FLOAT: left; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580279093082506050" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/-WTNrmSWTfW4/TXEiRQK4w0I/AAAAAAAAASs/e2GAQnULdOk/s400/Kopia%2Blolitalempicka_fleur-defendue.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; Latem tego roku elfia królowa przybrała twarz „zielonej wróżki”. Całkiem dosłownie, gdyż ideę powstania limitowanej wersji, pod nazwą Fleur Défendue osnuto rzekomo wokół absyntu. Atrakcyjna perspektywa, sugerująca wiązkę ziół i szczyptę piołunowej goryczy na kontrastowej bazie jadalnych słodkości. Ktoś jeszcze miał chrapkę na coś nowego? Może na cień smutku, którego poetyckim symbolem jest piołun? Proszę przyjąć wyrazy współczucia. I – jeszcze jedno: witam w gronie rozczarowanych. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Z czysto wizualnych względów mogłabym chcieć, by „Zakazany Kwiat” zagościł na półkach dłużej: w eterycznej, majowo-zielonej wersji lolitowe jabłuszko prezentuje się wyjątkowo uwodzicielsko. Gdy jednak chodzi o płynną zawartość flakonu, osąd się nieco komplikuje. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Różnica między klasyczną Lolitą a Fleur Défendue jest zaiste niewielka. W bezpośrednim odbiorze sprowadza się do nut głowy, niestety zdecydowanie na niekorzyść nowej wersji. Zamiast pokrętnego wprowadzenia w oniryczny świat bluszczu, lukrecji i anyżu, dostajemy to, co znamy i ponoć kochamy – prostą, przaśną mieszaninę owocowo-kwiatowej, silnie syntetycznej słodyczy, którą od paru lat fundują nam producenci (s)hitów marketingowych. Zapewne wiedzą co robią, skoro to się sprzedaje i żaden jeszcze producent nie runął w czeluście piekła partaczy, a jednak czuję żal i nie gasnącą chęć spotkania z soczystym aromatem, który kusi, by nieistniejący owoc posypać cukrem, doprawić śmietaną do smaku i pochłonąć, drwiąc sobie z nadmiaru kalorii. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie – to raczej duszny aromat kwiatu mimozy dybie na nasze bezpieczeństwo, osacza i represjonuje, w czym dzielnie sekundują mu kontrapunktujące słodycz, roztarte liście truskawkowego krzewu. Ta część kompozycji jest zdecydowanie najbardziej hałaśliwa, bardziej niż w klasycznym pierwowzorze, w myśl zasady, że tylko „grande entrée” gwarantuje bycie zauważonym w tłumie nowości. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Jak mówią, drugiej okazji do zrobienia pierwszego wrażenia nikt i nic nie dostaje, jednak nie samą nutą głowy żyją perfumy. Z upływem czasu Fleur Défendue sporo zyskuje, lub raczej – biorąc pod uwagę efekt – odzyskuje. Cichnie, nabiera melodyjności, wije się, snuje, szepcze i po dawnemu wciąga w zieloną gęstwinę. Jego intensywność słabnie. Dzięki sporej ilości anyżu, wiśni i migdałów robi się też dziwnie podobny do swego pierwowzoru. Porównanie obu zapachów samo w sobie jest zresztą źródłem niezłej zabawy. Trudno wyrokować, czy był to zamierzony efekt, a jednak dokładnie w chwili, gdy Fleur Défendue milknie, klasyczna Lolita podejmuje pieśń i odwrotnie. Za ten nieprzewidziany dialog Fleur otrzymuje dodatkowe punkty. Cóż, gdy minusy przeważają, a wśród nich grzechem najcięższego kalibru jest pozbawienie kompozycji maskowanej wprawdzie, lecz wyraźnie wyczuwalnej drapieżności klasycznej wersji, a także niespodziewana w kontekście krzykliwego początku mała trwałość zapachu. Testowany symultanicznie klasyk przeżył Zakazany Kwiat o kilka godzin! &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Są firmy, których filozofia sprzedaży opiera się na wprowadzaniu coraz to nowych, udoskonalonych wersji tego samego produktu (Bill Gates zbił na tym majątek). Jaki jest jednak sens prezentowania światu roztrzaskanych szczątków pierwotnej idei? Myśli tym sobie zaprzątać nie będę, a Fleur Défendue z czystym sumieniem polecę wyłącznie kolekcjonerkom pięknych flakonów. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Lolita Lempicka, Fleur Défendue, 2008 &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Nuta głowy: liście truskawki i łodygi mimozy.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Nuta serca: kwiat piołunu, piwonia, fiołek i anyż. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Nuta bazy: wiśnia łutówka, piżmo.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Kreator: Annick Menardo &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-7491137109809607923?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/7491137109809607923/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=7491137109809607923' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7491137109809607923'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7491137109809607923'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/08/hermes-eau-de-merveilles.html' title='Lolita Lempicka, Fleur Défendue'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-WTNrmSWTfW4/TXEiRQK4w0I/AAAAAAAAASs/e2GAQnULdOk/s72-c/Kopia%2Blolitalempicka_fleur-defendue.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-1527438341175724974</id><published>2008-07-15T15:57:00.007+02:00</published><updated>2008-07-15T16:27:58.136+02:00</updated><title type='text'>Mainstreamowa nisza</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Synestezja omszała, pokryła się kurzem – patyną dziejów bez mała. Nie bez przyczyny. Fakt: gdzieś po drodze nie tyle straciłam do niej serce, co wzięłam rozbrat z Natchniuzą, może zbyt szczodrze rozdzielając energię między &lt;a href="http://www.per-fumum.net/"&gt;„wyziewy”&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.perfumum.net/"&gt;zina&lt;/a&gt;. Zwłaszcza zina, w założeniu mającego poszerzyć perspektywę. Bo ileż można o kadzidłach i dziwadłach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czysta retoryka, oczywiście. Ja mogę bez przerwy, pytanie tylko czy to już godna pochwały specjalizacja, czy dobrowolne zubożenie? Czy na kłębiące się wokół żywiczne dymy starczy słów i błyskotliwych, lub choćby znośnych fraz? W końcu zdania zaczną przypominać refreny letnich przebojów Rejdja Aremef-Ef-Em. Wtedy pozostaje całą nadzieję pokładać w Mamoniach, ukontentowanych tym, co już dobrze znają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do łechtania Mamonia jeszcze nie dojrzałam, choć nawet nisza zdaje się badać możliwość przekształcenia konserwatywnego inżyniera w target. O takiej „niszy” mogę powiedzieć to samo, co niejaki Abraham na temat Polski pozbawionej dostępu do morza, albo posłużyć się alternatywną, niecenzuralną wersją &lt;/em&gt;bon motu&lt;em&gt; Pierre’a Cambrona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ech, wyżyję się kiedyś na tych wszystkich Coudray'ach, bombastycznych Christianach z diamentowym korkiem na kryształach Baccarat (choć nie na wszystkich, bo męskiego „Iksa” lubię i jeśli znajdziecie kiedyś za trzy stówki na ebayu, kupię) &lt;/em&gt;et ceatera&lt;em&gt;. Za wszystkie czasy sobie ulżę. Jeszcze nie zdecydowałam czy dziedzicowi Hennesey’ów też się dostanie – całe to sławetne „przecwelowanie” zamkniętego w lakierowanej trumience z kutasikiem &lt;strong&gt;Cruel Intentions&lt;/strong&gt; w sumie wydaje mi się dość zabawne. Poza tym nie zdążyłam pociągnąć łyka ze wszystkich beczek, a z „nerw” wyjdę dopiero, gdy się okaże, że takim rumem, jak stworzył, może na zebraniach AA częstować. &lt;/em&gt;Last but not least&lt;em&gt;, Jaśnie Panicz może się pochwalić świetną &lt;a href="http://www.bykilian.com/"&gt;witryną&lt;/a&gt; (a jakże, czarną-cmentarną!), a spoza pomysłu opublikowania receptur wyziera chichot Barta Simpsona i środkowy paluch celujący w niebo (Straight to Heaven, chce się powiedzieć, mając na uwadze jedną z kompozycji). „No i proszę bardzo burasy, próbujcie sobie odtworzyć zapach, &lt;/em&gt;good luck&lt;em&gt;”. A może jednego puzzla brakuje w układance? Bo w to, że Kilian strzela sobie w stopę nie uwierzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc jak to jest? Degeneruje się nisza, czy też rodzimy rynek się nasyca: coraz więcej nieznanych wcześniej marek wkracza na polskie półki i pewnie nic dziwnego, że pokazują tak różne oblicza, w tym wypacykowanego wanilią, jaśminem i tuberozą w wersjach „nie tylko dla orłów”. Ale to trochę tak, jakby w przegródkę z rockiem alternatywnym wpakować słodkie dziewczę zawodzące „Uuuuuu, bejbe” tylko dlatego, że konsekwentnie odmawia pojawiania się w mediach. Bo niby się z popem nie identyfikuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wierzcie lub nie, ja naprawdę nie mam nic przeciwko perfumom klasycznie ładnym lub łatwym w noszeniu i na dodatek popularnym. Byleby tylko nie wykazywały kłopotów z tożsamością i nie podbijały sobie bębenka walorem, co do którego mają wyłącznie nie sprecyzowane aspiracje.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Juliette Has a Gun&lt;/strong&gt;? To niech Czarująca Panna zrobi z niej użytek. Najlepiej paląc sobie w łeb.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-1527438341175724974?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/1527438341175724974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=1527438341175724974' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1527438341175724974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1527438341175724974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/07/mainstreamowa-nisza.html' title='Mainstreamowa nisza'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-1723944224640955866</id><published>2008-04-19T00:19:00.012+02:00</published><updated>2011-03-04T18:23:09.538+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lancome'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='róża'/><title type='text'>MAGNIFIQUE, Lancome</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-8aS3QoTrnSU/TXEYQYIUFjI/AAAAAAAAASc/zL4c4vklKgU/s1600/lancome-magnifique-dezodorant-150ml.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 287px; FLOAT: left; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580268082923050546" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/-8aS3QoTrnSU/TXEYQYIUFjI/AAAAAAAAASc/zL4c4vklKgU/s400/lancome-magnifique-dezodorant-150ml.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; Miał być hit. Lancome zapowiedział zmysłową, ciepłą i słodką kompozycję osnutą wokół nut drzewnych – czyli dokładnie to, czego kobiety zwykle od perfum oczekują jesienią i zimą. Ambasadorką marki została śliczna Anne Hathaway, która niespełna rok temu odniosła kasowy sukces rolą w filmie „Diabeł ubiera się u Prady”, zdobywając serca milionów wielbicieli na całym świecie. Przyjemny, ciepły zapach plus intensywna kampania reklamowa: byłam pewna, że w obecnych czasach wiele więcej nie trzeba, a tymczasem jak Polska długa i szeroka, Magnifique nie podoba się nikomu. Wielbiciele kompozycji trudnych i skomplikowanych marszczą nosy na niedobory innowacji. Ranking najlepiej sprzedających się zapachów w sieci perfumerii Douglas wskazuje niezbicie, że nowy zapach znanej francuskiej marki – przynajmniej na razie – znajduje się poza ścisłą czołówką. Czyżby tzw. „masowy odbiorca” również nie dał się ponieść magii nowości? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że opisy na blogach i forach, a także opinie znajomych, w połączeniu z zadawnionym wrażeniem równi pochyłej, jaką od paru lat Lancome zjeżdża „na łeb na szyję”, przygotowywały mnie na dziadostwo co się zowie. Do testów przystępowałam z rezerwą, by nie rzec wprost, że z niechęcią, w przeczuciu gorzkiego zawodu. Być może jestem sentymentalna: moje pierwsze „dorosłe” i pełnowymiarowe perfumy pochodziły z tej właśnie firmy. Wydałam na nie całe stypendium i przez miesiąc przymierałam głodem, ładnie pachnąc w ramach gratyfikacji. Systematyczna zniżka formy Lancome’a napawa mnie więc ogromnym smutkiem, a każdy nowy zapach daje nową (zwykle płonną) nadzieję na odbicie się od dna. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem Magnifique, choć zapowiadaną nazwą wspaniałością istotnie nie grzeszy, bynajmniej nie jest najgorszą pozycją wśród tegorocznych nowości. Na amplitudzie dzieł firmy odnotowuję wręcz znaczący skok w górę, po Hypnose, który smakował jak pulchny budyń i jeszcze bardziej nijakich Attraction i Miracle w kilku wariantach. Tak, to prawda, do kompozycji awangardowych nie należy, ale – powiedzmy sobie szczerze – czy właśnie tego oczekujemy po Lancome? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-9jpGX9bvWfE/TXEfiV8SlEI/AAAAAAAAASk/RNHjZ_84Mb8/s1600/Anne%2BHathaway%2BPresents%2BLancome%2BMagnifique%2BPerfume.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 305px; FLOAT: left; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580276088154788930" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-9jpGX9bvWfE/TXEfiV8SlEI/AAAAAAAAASk/RNHjZ_84Mb8/s400/Anne%2BHathaway%2BPresents%2BLancome%2BMagnifique%2BPerfume.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Magnifique został zaszeregowany w kategorii zapachów „drzewnych”. Ta klasyfikacja ostatnio wydaje się być modna, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że tyczy się głównie sfery werbalnej. Nic dziwnego, bo perfumy zbyt ostentacyjnie imitujące soczystość wprost spod obdartej kory łatwo zyskują uznanie znawców i krytyków, lecz nie trzeba specjalnych badań rynku, by wiedzieć, że w ilości masowej wytrawna surowość zwyczajnie się nie sprzeda. Zatem zgodnie z tą tendencją, w Magnifique aromaty drzewne zostały tylko lekko zamarkowane – rok temu tą drogą z powodzeniem poszli twórcy Ange ou Demon Givenchy. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Elementem kampanii informacyjnej stało się wykorzystanie nagarmoty – rośliny z gatunku papirusów, która według zapewnień z witryny firmowej Lancome, została użyta w perfumach po raz pierwszy. I tu się myli nasz producent, lub co gorsza celowo wprowadza nas w błąd, co – choć dla odbioru samego zapachu zupełnie nieistotne – odnotowuję z ponurą satysfakcją. Nagarmotę, inaczej cypriol – indyjską roślinę z gatunku papirusowatych, spotykamy już w męskiej wersji L’Eau d’Issey Miyake, niedawno pojawiła się w Jatamansi niszowej marki L’Artisan. Dwa lata temu użył jej Bertrand Duchaufour w rewelacyjnych perfumach Dzongkha, również L’Artisana. Na tym podobieństwa między tymi kompozycjami się kończą i prawdę mówiąc, nikt przy zdrowych zmysłach nie podejrzewałby jakiegokolwiek powinowactwa między nimi. Na przykład Dzongkha to krnąbrna impresja, z którą pierwsze spotkanie wprawia w konsternację, a zaraz potem rodzi się bezkompromisowy zachwyt lub nieprzejednana nienawiść. Magnifique zdecydowanie brak zadatków na kontrowersyjnego wichrzyciela. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Nad całością panują płatki róż, żwawe i swawolne, w nucie głowy szczodrze przysypane szafranem. W kontekście dominanty „królowej kwiatów” uzasadnione wydaje się porównanie Magnifique z Tresor Sophii Grojsman, perfumami, które stały się ikoną i znakiem rozpoznawczym Lancome. Ten ostatni jest jednak zapachem znacznie bardziej pudrowym, spokojnym, by nie rzec: nobliwym. Natomiast Magnifique, w którym pikantne przyprawy wyostrzają kontury kompozycji, niesie ze sobą sporo energii i radości. Początek jest ciepły, roziskrzony, środek wciąż naładowany energią, a wreszcie końcówka pulsuje błogim zadowoleniem i rodzinnym spotkaniem nad wielkim garem z konfiturami. Większość nut deklarowanych w składzie pozostaje jednak niewyczuwalna, kryje się po kątach, unikając konfrontacji. W moim odczuciu ich milkliwość, nijakość i niezdecydowane przebieranie nogami w obliczu majestatu róży znacznie obniża rangę całości i rzutuje na ocenę Magnifique jako perfum klasy raczej średniej, w sam raz odpowiadającej niewyszukanemu projektowi flakonu. Nie zmienia to jednak faktu, że dotychczasowe sądy internautów uznaję za zbyt surowe. Bowiem uroku i przyjemnej „ładności”, a także naprawdę zadowalającej trwałości odmówić Magnifique żadną miarą nie można. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Lancome, Magnifique (2008) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Twórcy: Oliver Cresp i Jacques Cavallier &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Skład: nagarmota (cypriol), szafran, kminek, esencja róży bułgarskiej, esencja róży majowej, jaśmin, ekstrakt australijskiego drzewa sandałowego, wetiwer.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-1723944224640955866?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/1723944224640955866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=1723944224640955866' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1723944224640955866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1723944224640955866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/04/magnifique-lancome.html' title='MAGNIFIQUE, Lancome'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-8aS3QoTrnSU/TXEYQYIUFjI/AAAAAAAAASc/zL4c4vklKgU/s72-c/lancome-magnifique-dezodorant-150ml.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-6362340630694826290</id><published>2008-04-16T11:20:00.008+02:00</published><updated>2011-03-04T20:37:46.023+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lolita Lempicka'/><title type='text'>LOLITA Lolita Lempicka</title><content type='html'>&lt;em&gt;Tekst pierwotnie opublikowany na portalu Femia.pl pt. Lolita i klony, cz. 1: Lolita Lempicka, Lolita Lempicka (The first fragrance), EDP&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-EM4IUnSknr0/TXEl1wBgBwI/AAAAAAAAAS0/BkWpX-Frs9I/s1600/Lolita.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 326px; FLOAT: left; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580283018643244802" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-EM4IUnSknr0/TXEl1wBgBwI/AAAAAAAAAS0/BkWpX-Frs9I/s400/Lolita.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Jeszcze parę lat temu marka Lolita Lempicka była praktycznie nieznana. Pojawienie się jej pierwszego zapachu, klasycznej wersji słodkiego jabłuszka, powitano z mieszanymi uczuciami: źródłem konsternacji była zwłaszcza spora ilość anyżu, kryjącego się w fioletowo-złotym flakonie. Do dziś przeciwniczki tego zapachu narzekają na ten właśnie składnik. Grono zagorzałych zwolenniczek jest jednak całkiem liczne i trudno się dziwić, bo tak eleganckiej i przemyślanej gry z konwencją kiczu nie podjął od dawna nikt. Wyjąwszy casus Andy Warhola i Roya Lichtensteina na niwie sztuk plastycznych. Lub jeszcze wcześniej francuskich symbolistów – niech mi historycy sztuki wybaczą to zdanie. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Słodycz Lolity, często przyrównywanej z Angelem Thierry’ego Muglera, nie ma w sobie wiele z aromatów kuchennych. Żadnych ciast, czekolady, karmelu i łakomego oblizywania paluchów, ukradkiem maczanych w makutrze. Lempicka otwiera drzwi do Krainy Czarów – w alternatywnej względem książki Lewisa wersji, gdzie niewinna Alicja zostaje zupełnie zdeprawowana. Przez Szalonego Kapelusznika, jak mniemam. Nigdy mu zbytnio nie ufałam...&lt;br /&gt;Iluzji baśniowego świata całość została podporządkowana z miażdżącą konsekwencją. Spot reklamowy cytuje niemal wszystkie kalki, wykorzystywane w promocji damskich perfum. Jest senna piękność o urodzie leśnej driady, półomdlała z rozkoszy; jest flakon, który z nonszalancką precyzją wtacza się w smukłą dłoń; i obowiązkowa w reklamach perfum erotyczna aura. Jest także miękkie leśne poszycie oraz słońce, miejscami przebijające przez gęste listowie – i właśnie ta estetyka, rodem z powieści fantasy, świetnie przysłużyła się kampanii telewizyjnej i prasowej, których, podobnie jak samego zapachu, nie sposób pomylić z innymi. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-KceufAJ7850/TXEp4Z5HkSI/AAAAAAAAAS8/h0BpRNXs6Kc/s1600/LolitaLempicka1997.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 286px; FLOAT: left; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580287462288625954" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/-KceufAJ7850/TXEp4Z5HkSI/AAAAAAAAAS8/h0BpRNXs6Kc/s400/LolitaLempicka1997.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; To wielki sukces kreatora: zniewolić wyobraźnię, zmusić odbiorcę do przyjęcia własnej wizji. Wąchając Lolitę większość z nas widzi wróżki i nic na to poradzić się nie da. „Elfia” niesamowitość tych perfum, skupionych wokół soczystej i słodkiej lukrecji, to przede wszystkim zasługa dodatku liści pnącego bluszczu (symbolu marki) oraz fiołka, który niezmiennie nadaje zapachom eterycznej aury zaświatów. Apetyczno-słodkie nuty w intencji twórców przywołują wspomnienia z dzieciństwa. Częścią siebie chcemy do niego powracać, ani o włos jednak nie ustępując z pozycji uwodzicielskiej kobiecości. Tę dwoistość pragnienia silnie podkreśla twórczyni marki, Josiane Pividal (lepiej znana właśnie jako Lolita Lempicka), opowiadając swoją historię z punktu widzenia „przebudzenia pożądania”. „Podarowałam dziecku smak, kobiecie dałam kwiaty”* – deklaruje. W koszu podarunkowym znalazło się coś ponadto. Metalicznie chłodny irys oraz amarena, niewielka włoska wiśnia o charakterystycznym smaku, która osnuła Lolitę cieniem migdałowego aromatu. Gorzkimi migdałami pachnie kwas pruski – znajdująca się w wiśniowych pestkach silna trucizna, znana także jako cyjanowodór lub... Cyklon B. Doprawdy, ocierająca się o perwersję fantazja, z jaką dobrano składniki, budujące ten z pozoru niewinny zapach, wciąż nie przestaje mnie zachwycać... &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-6_825nV0r8g/TXE_C4E4ryI/AAAAAAAAATE/9AOrXlTl-lg/s1600/TN_SoleildeMinuit06.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 186px; FLOAT: left; HEIGHT: 256px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580310731933921058" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-6_825nV0r8g/TXE_C4E4ryI/AAAAAAAAATE/9AOrXlTl-lg/s400/TN_SoleildeMinuit06.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Był kiedyś zwyczaj przywdziewania tego samego zapachu w coraz to nowe szatki. Celowała w tym Escada, co roku okrywając swoją Collection suknią innej barwy. Lempicka podchwyciła pomysł i mocno potrząsnęła jabłonką. Klienci zostali zasypani gwiazdkowymi koferetami, gdzie flakony perfum, w zestawach z dołączoną biżuterią, tkwią w złotych klatkach, karocach i domkach. W ślad za pierwszą Lolitą w świat pomaszerowała też armia klonów o nieznacznie modyfikowanej formule: limitowane edycje L’Eau de Minuit, L’eau de Minuit „Poussieres d’Étoile”, L’eau de Minuit „Soleil de Minuit”, Fleur de Minuit, kilka nieznacznie różniących się wersji pod nazwą Caprices de Lolita... Aż tyle?!!! Nie doszłam nawet do połowy wyliczanki! I wreszcie tegoroczny Fleur Défendue, o którym opowiem innym razem. Celowo nie wspominam tu wody toaletowej, która paradoksalnie najbardziej różni się od podstawowej wersji zapachu. Jakiś czas temu Lolita doczekała się nawet własnej edycji telefonu komórkowego – Samsunga U 600! Co jednak za dużo to zdecydowanie niezdrowo: z miesiąca na miesiąc zacierają się różnice między Lempicką a firmą Matell. Po rewelacyjnym debiucie i nadmiarze zabawnych gadżetów, marka sumiennie pracuje na reputację uroczej, choć nieco infantylnej. Umyka gdzieś filuterne przymrużenie oka, od którego zaczęła się cała historia. Zupełnie niepotrzebnie. Po 11 latach Lolita to wciąż jedne z najbardziej interesujących i niebanalnych, bardzo słodkich perfum, po które zimą możemy sięgnąć w tzw. „zwykłych” perfumeriach. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Lolita Lempicka, Lolita Lempicka (The first fragrance) EDP (1997) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Nuty: nasiona anyżu, zielony bluszcz, fiołek, irys, wiśnia amarena, bób tonka, wanilia, pralinki, piżmo &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Kreator: Annick Menardo&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Cytat w tłumaczeniu własnym pochodzi z oficjalnej strony firmy Lolita Lempicka: &lt;a href="http://www.parfumslolitalempicka.com/lolitalempicka.html#eng/le-premier-parfum/histoire"&gt;http://www.parfumslolitalempicka.com/lolitalempicka.html#eng/le-premier-parfum/histoire&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Film reklamowy dostępny pod adresem: &lt;a href="http://www.parfumslolitalempicka.com/lolitalempicka.html#eng/le-premier-parfum/communication"&gt;http://www.parfumslolitalempicka.com/lolitalempicka.html#eng/le-premier-parfum/communication&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Reklamy prasowe opublikował francuski serwis Images de Parfums (&lt;a href="http://www.imagesdeparfums.fr/"&gt;http://www.imagesdeparfums.fr/&lt;/a&gt;) &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-6362340630694826290?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/6362340630694826290/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=6362340630694826290' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/6362340630694826290'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/6362340630694826290'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/04/amir-laura-tonatto.html' title='LOLITA Lolita Lempicka'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-EM4IUnSknr0/TXEl1wBgBwI/AAAAAAAAAS0/BkWpX-Frs9I/s72-c/Lolita.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-7637619361846265581</id><published>2008-04-15T19:02:00.015+02:00</published><updated>2011-03-21T15:00:21.839+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Frapin'/><title type='text'>PASSION BOISEE,Frapin</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Dokąd płynie Dionizos przez morze czerwone jak wino&lt;br /&gt;Ku jakim wyspom wędruje pod znakiem winorośli&lt;br /&gt;Spity winem nic nie wie - więc my także nie wiemy&lt;br /&gt;Dokąd płynie prądami z pnia bukowego łódź lotna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;/Z. Herbert, Czarnofigurowe dzieło Eksekiasa/&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Każdy kolejny flakon perfum wypuszczony z piwnic Frapina utwierdza mnie w przekonaniu, że nowy pion działalności tej rodziny jest bezczelną apoteozą rauszu. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Beatrice Cointreau-Frapin niewątpliwie zna wartość dobrego trunku, owo szczególne spięcie ostrogą procentów krwi odbywającej pielgrzymkę do sercowego Graala, tam i z powrotem, w codziennym kieracie aort i żył. Co prawda, przy takim zestawie nazwisk nie zdziwiłby mnie nawet fakt, gdyby w jej własnych żyłach płynął wyłącznie ciemnozłoty, krzepiący płyn... W sferze figur retorycznych pozostanie zatem pytanie, czy perfumy sygnowane marką ekskluzywnego koniaku powstają z miłości do pięknych zapachów, czy wyłącznie do szumu w głowie. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Każdy kolejny flakon to hołd złożony innej fazie bachicznego szaleństwa. Debiutancki 1270 eksplodował omnipotencją, ogarniającą umysł upojony zawartością pierwszego wychylonego pucharu - gdy podrasowana dopalaczem krew ze zdwojoną energią podaje szarym komórkom tlen, gdy z każdą wypitą kroplą stajemy się piękniejsi, mądrzejsi, gotowi stawić czoła smokom i ich nieustraszonym zabójcom. 1270 rozlewa się w atmosferze perlistym śmiechem, niezmąconą niczym, choć sztucznie stymulowaną radością. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Ten migotliwy rytm szaleństwa utrzymuje Caravelle Epicee. Cięższy, nie tak mocno wwiercający się w zatoki, wabik na wielbicieli przyprawowego Słonia, lecz żwawszy, bardziej nieprzewidywalny, cały czas tupie, pulsuje, podlega metamorfozom, przetacza się falami i nachodzi przypływami niekontrolowanej radości. Bardzo mi się podobał, lecz przy Passion Boisee nieoczekiwanie zgasł. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Passion Boisee ucieleśnia tą zadziwiającą fazę alkoholizacji, gdy oczy wciąż jeszcze postrzegają rzeczywistość o zmiękczonych konturach, lecz w umyśle nieubłaganie krzepnie pewność, że choć świat na trzeźwo zdawał się być nie do przyjęcia, po zdjęciu ochronnych tarcz okaże się być miejscem dalece bardziej nieprzyjaznym. Jeszcze ból istnienia nie zdołał przemówić, a już przez otwarte bramy świadomości wpełza melancholia. Nuta głowy to dysonans, którzy paradoksalnie brzmi jak doskonale harmoniczna muzyka. Soczysta, iskrząca zadowoleniem mandarynka, na tle ciężkiej, mrocznej gałki muszkatołowej to rewers i awers życia. Łaskotliwe wnikanie w łuki brwiowe bezceremonialnie zmusza do dokonania na sobie wiwisekcji. Passion Boisse niesie ze sobą wilgotny chłód i rozgwieżdżenie sierpniowej nocy, pewną ziemistość i wrażenie przyrody oglądanej z perspektywy brunatnych, suchych gałęzi ogołoconego z liści i owoców krzewu. Intensywność, podskórna pasja, która pewnie jest zasługą rumu (widać ją także w Sequoi CdG), narastająca mania, pokrętność tego zapachu robią ze mnie niewolnicę własnego nadgarstka. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Passion jest silnie chiaroscurowy i – właśnie teraz zdałam sobie z tego sprawę, w pewien sposób przypomina Une Rose. Barwą wybornego burgunda gdzieniegdzie rozświetlonego refleksem płomienia. Splot paczuli, nuty skórzanej i uduchowionego cedru w bazie to majstersztyk tajemniczości. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Cały czas czułam, że brak mi jednego słowa, podsumowującego istotę Passion Boisee. Uwierało w daremnym usiłowaniu wydobycia się na powierzchnię, lecz nie zdołało przebić się przez grubą warstwę ekspansywnych skojarzeń. Może w swojej oczywistości i prostocie było zbyt słabe. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;WYTRAWNY. Passion Boisee jest wytrawny jak dobre wina. Wąchając go, czuję na podniebieniu jego nieco cierpki, szlachetny posmak. Rozlewa się po zakamarkach umysłu intensywnie bordowym strumieniem. Łaskocze zmysły, rozleniwia ciało, pobudzając jednocześnie procesy myślowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Kreator: Jeanne-Marie Faugier&lt;br /&gt;Rok powstania: 2007&lt;br /&gt;Nuty: mandarynka, gałka muszkatołowa, rum, mech dębowy, goździk, skóra, paczula, drewno cedrowe&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-7637619361846265581?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/7637619361846265581/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=7637619361846265581' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7637619361846265581'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7637619361846265581'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/04/frapin-passion-boisee.html' title='PASSION BOISEE,Frapin'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-6101551022441565231</id><published>2008-04-15T18:52:00.017+02:00</published><updated>2010-12-30T10:19:31.113+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Olivier Durbano'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>BLACK TOURMALINE, Olivier Durbano</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Olivier wie, jak podsycić namiętność, którą obudził już pierwszym ze swych siedmiu poematów na cześć drogocennych kamieni - Rock Crystal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raz po raz wpijam się żarłocznie w menu nut i marzy mi się Szemkel - wielokrotnie karany za przemyt grzeszników Siódmy Anioł Herberta - ten, co to nic nie ceni ze swej godności i utrzmują go w zastępie tylko ze względu na liczbę siedem. Czy ten złudny mimetyzm nut Black Tourmaline - bliskich krewnych komórek Rock Crystal, nie trąci podejrzanie metodą bizantyjskich mistrzów, odtwarzających je podobnie do tamtych, sądzą bowiem że popadliby w herezję, gdyby wymalowali go takim jak jest - czarny nerwowy w starej wyleniałej aureoli?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już dawno żaden kreator, czy zleceniodawca nie okazał się być tak opętanym piromanem. Moja wyobraźnia żarzy się i przepala. Black Tourmaline w ciągu jednej chwili zredukował resztę zapachowych marzeń do rozmiarów zwykłej fanaberii...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, Black Tourmaline niewątpliwie jest Szemkelem. Wyliniałą aureolę zmiętolił i schował do kieszeni. Płaszcz ma wytarty, nogawki ubłocone, przemieszcza się ten wagabunda w deszczu na motocyklu i ciągnie za sobą dyskretny warkocz spalin. Nie wyprze się pokrewieństwa z Rock Crystal, lecz nie stoi na czele zastępów i nie ma za sobą niewzruszonego przekonania o słuszności własnych racji. Nie będzie dowodził ich lśniącym mieczem, nie runie na przeciwnika, nie zmiażdży go zimnym gniewem. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Dżdżysty Włóczęga podejdzie wroga nocą, od tyłu, cicho wbije ostrze pod żebro, okrwawioną klingę wytrze skrajem płaszcza, wzruszy ramionami i odejdzie na spotkanie kolejnej duszy, gotowej dać się przemycić stąd do wieczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rock Crystal zdaje się być zapachem skończonym, logicznie zamkniętym w doskonałą strukturę. Black Tourmaline naszkicowano z niedbałą łatwością szarym rysikiem na postrzępionym skrawku przybrudzonego papieru. Brak mu splendoru i konwencjonalnej elegancji, w zamian zza kołnierza wystaje dusza rogata niczym źle zamaskowane materiałem, strzępiaste, rosochate, osmolone pióra. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Bawiąc się wymyśloną przez siebie konwencją, Durbano wykreował antybohatera, niedoszłego sukcesora z kainowym piętnem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/SJaQseZcCcI/AAAAAAAAAJk/Fc3V_6C55fw/s1600-h/trupie+oko.bmp"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5230527110985812418" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/SJaQseZcCcI/AAAAAAAAAJk/Fc3V_6C55fw/s400/trupie+oko.bmp" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwrotnie niż Elve, łatwiej mi chyba znosić krzepiącą, omnipotentną obecność olśniewającego Rock Crystal, ale ciągnie mnie nieodpacie do nieodgadnionego, mrocznego Turmalinu. Mistrzowskie opanowanie przyczajonego aoud, posypanego popiołem ze zwęglonych kawałków drewna...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Kreator: Olivier Durbano we współpracy tajemniczych XX&lt;br /&gt;Rok powstania: 2007&lt;br /&gt;Nuty: kardamon, kolendra, kminek, kadzidło frankońskie, pieprz, przydymione drewna, oud, skóra, drogocenne drewna, żmo, ambra, mech, paczula&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-6101551022441565231?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/6101551022441565231/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=6101551022441565231' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/6101551022441565231'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/6101551022441565231'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/04/olivier-durbano-black-tourmaline.html' title='BLACK TOURMALINE, Olivier Durbano'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/SJaQseZcCcI/AAAAAAAAAJk/Fc3V_6C55fw/s72-c/trupie+oko.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-7888554466095027755</id><published>2008-02-10T12:31:00.001+01:00</published><updated>2008-02-16T17:10:37.640+01:00</updated><title type='text'>Sequoia, Comme des Garcons</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Sequoi zawsze czegoś zdawało się brakować. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Uderzenie rumu w pierwszej nucie urzekało mnie od początku - bowiem rum wstrętnym mi bynajmniej nie jest. A żulowate perfumy z założenia uwielbiam. &lt;/em&gt;&lt;em&gt;Jednak potem piracki trunek gdzieś się ulatniał ("Why is the rum always gone?"), a Sequoia przylegała do nadgarstków nieśmiało, jakby nie mogąc znaleźć sobie miejsca. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Lubię, kiedy zapach umie rozpanoszyć się wygodnie. Wszystko wskazywało na to, że perfumy nazwane na cześć potężnego, strzelistego drzewa zgniotą wolę lub wyniosą ją na same szczyty. Niepomna na skojarzenia Sequoia marudziła coś tam nieśmiało, mościła się niby, a potem wyciekała po angielsku przez pory i tyle ją widziano... &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Przeczuwałam jej potencjał, ale - szczerze - zaczynałam sądzić, że to jeden z tych Garconsów, które lubią znęcać się, pachnąc cudownie na innych, z niechęcią odnosząc się do zawarcia bliższej znajomości ze mną. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Czego się jednak nie robi dla drzewa agarowego...&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Kolejne próby... No, ładne i co dalej? Rum szamocze się i pulsuje. Sequoia prostuje się niby z godnością, ale całość przywodzi na myśl Scarlett O'Harę desperacko próbującą trzymać pion i pewną, że wypłukanie ust wodą kolońską zatrze brzydkie ślady kiełkującego nałogu. Całość chwieje się niczym płomyk świecy. Chwieje, pełza tuż przy ziemi, ale postęp już jest widoczny. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Przełom następuje w płonącym słońcu. Sequoia uwalnia krzyk rozmrażaczowąej nuty, odrzucając jednocześnie płaską słodycz, która niekiedy gości w niej w chłodniejsze dni. Żywi się upałem, zagarnia go chciwie i przetwarza. To pierwsze tak zdecydowanie dzienne stworzenie. Zachowuje się całkowicie inaczej od cichego Palisandru, którego pozorne opanowanie jest tylko fasadą płonącej wewnątrz pasji. Sequoia robi to, na co jej przyjdzie chęć. Pojawia się na moment, by po chwili zniknąć, krzyczy w słońcu, upaja/upija się chwilą i zdecydowanie nie umie przystosować się do swego miejsca w społecznej hierarchii. Palisander podoba mi się bardziej, pociąga i kusi. Wyczuwam w nim znacznie więcej drzewa i wilgoci niż w Sequoi, pozbawionej cywilizacyjnej nuty konserwującej drewno terpentyny. Oswajam ją jednak z każdym dniem, tropiąc wytrwale aoud, które bawi się w ciuciubabkę pomykając między grubymi pniami. A drobne gałązki fascynacji z wolna, lecz nieubłaganie pną się w górę. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Czuję w Pannie S. silnie ziemistą paczulę, chociaż u mnie pojawia się ona nieco później, kiedy rumowa nuta układa się już płasko przy dnie antałka.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;***&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Sequoia&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Kreator:&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Rok powstania:&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Nuty: &lt;strong&gt;czerwony rum, żywica, kara-karounde, chińskie drzewo agarowe (aoud), mahoń, opoponax&lt;/strong&gt;.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-7888554466095027755?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/7888554466095027755/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=7888554466095027755' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7888554466095027755'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7888554466095027755'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/02/sequoia-comme-des-garcons.html' title='Sequoia, Comme des Garcons'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-8511381995564473363</id><published>2008-02-09T09:51:00.000+01:00</published><updated>2008-12-09T00:14:32.384+01:00</updated><title type='text'>Złodziej z Allegro</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Myślałam sobie: piszę niemal jak do szuflady, dla przyjemności swojej i nielicznych czytelników.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Myślałam czasem, że niewiele osób tu zagląda.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Może się myliłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Traf chciał, że jednym z odwiedzających okazał się paskudny złodziej z Allegro, który bezczelnie przekopiował &lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/search/label/Escentric%20Molecules"&gt;tekst o Molekułach&lt;/a&gt; w opisie swojej &lt;a href="http://www.allegro.pl/item298760354_escentric_molecules_molecule_01_nowosc_100ml.html"&gt;aukcji&lt;/a&gt;. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R61rmxj2kKI/AAAAAAAAAJU/c4GZyYyciC4/s1600-h/bezczelny+z%C5%82odziej.bmp"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5164902661546741922" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R61rmxj2kKI/AAAAAAAAAJU/c4GZyYyciC4/s400/bezczelny+z%C5%82odziej.bmp" border="0" /&gt;Kliknij, żeby powiększyć. &lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#ffff66;"&gt;Drogi panie Racku2 i inni "Rackopodobni"! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Teksty zamieszczane na Synestezji są moją &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff66;"&gt;intelektualną własnością&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;. Jedynym miejscem, gdzie mogą być kopiowane, jest forum Per fumum. Jako współtwórca tego miejsca wstawiam je tam własnoręcznie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ktokolwiek chciałby moje słowa zacytować w celach niezarobkowych - powinien przynajmniej &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff66;"&gt;zacytować źródło&lt;/span&gt; &lt;/strong&gt;pochodzenia cytatu. Do dobrego tonu należy jednak &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff66;"&gt;uzyskać pozwolenie&lt;/span&gt; &lt;/strong&gt;autora na publikację. Ja robię tak ZAWSZE.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ktokolwiek chciałby dzięki mojej pracy zarobić, zgodnie z &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffff66;"&gt;prawem o własności intelektualnej&lt;/span&gt; &lt;/strong&gt;powinien się ze mną skontaktować i uzyskać ode mnie zgodę. Licząc się z tym, że autorzy pobierają honorarium. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Copywriterzy bardzo wysokie.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak całkiem na marginesie - cena tych perfum w &lt;a href="http://www.galilu.pl/pl/category/32/Zapachy/pid/18/art/1393/escentric-01-100ml"&gt;perfumerii Galilu&lt;/a&gt; jest niemal identyczna. A uczciwość Sprzedających niekwestionowana. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-8511381995564473363?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/8511381995564473363/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=8511381995564473363' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/8511381995564473363'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/8511381995564473363'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/02/zodziej-z-allegro.html' title='Złodziej z Allegro'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R61rmxj2kKI/AAAAAAAAAJU/c4GZyYyciC4/s72-c/bezczelny+z%C5%82odziej.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-2005244065730380713</id><published>2008-01-08T16:43:00.000+01:00</published><updated>2008-12-09T00:14:32.494+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Monk, Michael Storer</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#99ff99;"&gt;Raptus puellae&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Krótki, w zamierzeniu zachęcający opis na odwrocie zestawu próbek perfum Michaela Storera głosi:&lt;/div&gt;&lt;/em&gt;&lt;em&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#66ff99;"&gt;„You didn’t know an incense-laden medieval abbey could be such a forbidden turn-on. This gothic scent has powerful sex appeal as well as deep, rich beauty”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;W dwóch krótkich zdaniach zawarto przynajmniej tyleż kłamstw. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Opactwo może i średniowieczne, lecz zamieszkujący go tytułowy Mnich wraz z kompanionami zdecydowanie przynależą stuleciu Markiza de Sade. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;Choćby kropla piwnego aromatu, który przesyca Aoud, zbliżyłby go do braciszka Tucka. Radosny aromat gniecionych w bachicznym uniesieniu winogron (Frapin 1270) mógłby nadać mu frywolny ton opowiastek Bocaccia. Mroczny, intensywny odór spirytusu z Ambre Russe – o ile nie zmorfował by go w Rasputina – zdołałby przynajmniej nasunąć skojarzenia z Bernardo Gui... Zamiast wykorzystać dwa lotne składniki, Storer postawił na ostre, ciężkie, zawiesiste pierwiastki zwierzęce – piżmo i cybet, które w połączeniu z tłustym drewnem sandałowym bez wytchnienia poniewierają nieszczęsną cnotą Justyny. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4j4c6HTTQI/AAAAAAAAAI0/mPGv-wCk5uA/s1600-h/07_38_11_bondage1070.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5154642949045439746" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4j4c6HTTQI/AAAAAAAAAI0/mPGv-wCk5uA/s400/07_38_11_bondage1070.jpg" border="0" /&gt; &lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;fot. David S. Ditzel, źródło: &lt;a href="http://www.thespiderawards.com/spider_awards_presentation/the_awards/2nd_annual_nominations_winners/professional/fine_art/nominations/pages/07_38_11_bondage1070.htm"&gt;TU&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Unicestwiane gwałtem kadzidło zatraciło wszelkie pozory duchowości. Trudno – istna powódź perfum kadzidlanych wyłącznie z nazwy zdążyła mnie już znieczulić na tego typu niespodzianki, a przynajmniej znacznie osłabić porażającą siłę rozczarowania. Mimo to jednak trudno obojętnie przejść nad faktem, że Mnich chorałów nie śpiewa, o jutrzni gdzieś (dokładnie nie wie przy jakiej okazji) słyszał, dobrze jak przed nieszporami wstanie, a w zaciszu dormitorium wyprawia takie brewerie, że inicjacyjne uniesienia pobożnego brata Adso z dzieweczką straszną jak wojsko uszykowane do bitwy mogą przyprawić o pobłażliwy uśmieszek.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I tu kolejne kłamstwo reklamowe: owszem, Mnich niewątpliwie jest zapachem sensualnym, lecz w zamierzonym pierwiastku erotycznym brak rozedrganego elektrycznym ładunkiem powietrza, które przesądza o pozytywnym odbiorze emocji. Demoniczny Kardynał Heeley’a mógł deprawować Damę. Inkryminowany Mnich zdolny jest co najwyżej sprośnie obłapiać bosonogą dziewkę na glinianej polepie. Garniec grzańca temu, kto w tej wyuzdanej fizjologii zdoła ujrzeć sex-appeal. Mi się nie udało.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie będę dyskutować z pięknem, bogactwem ani głębią, uznając je za pojęcia względne, poddane presji czasu powstania i nadziane subiektywizmem jak tłusty pączek konfiturą. Ja powabu nie dostrzegłam w Monku wcale, bo jeśli nawet jest z piekła rodem, to nie z infernalnych czeluści romantyka Miltona, nie z rozczulająco naiwnych ludycznych wyobrażeń średniowiecza, a wprost z kotła Johna Wilmota, diuka Rochester. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Arcybogate są kompozycje firmy Frapin, mieniące się odcieniami, stroszące pysznie pawie pióra. Ciężkie, zawiesiste i nieruchome jak pluszowe kotary perfumy Storera silnie nawiązują do zapachowych kompozycji z lat czterdziestych ubiegłego wieku. Kto polubił Pigueta, może podjąć rękawicę. Dla mnie Monk to wyłącznie ogłuszająca, siermiężna pulpa zbyt wielu składników zmieszanych w proporcjach na chybił-trafił.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Cóż, przynajmniej jest trwały – i tę cechę wypada policzyć Storerowi in plus – choć biorąc pod uwagę wszystko to, co napisałam, mogę chyba wyznać, iż lepiej czułabym się, gdyby Storer konsekwentnie pozbawił swoje dzieło zalet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#99ff99;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#99ff99;"&gt;Monk&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#99ff99;"&gt;Rok produkcji: &lt;strong&gt;2006&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#99ff99;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#99ff99;"&gt;Nuty: &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#99ff99;"&gt;&lt;strong&gt;- kwiat akacji, bergamotka, gorzka pomarańcza, galbanum&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#99ff99;"&gt;- absolut kwiatu lipy, biały tytoń, kadzidło frankońskie, wosk pszczeli, czystek, nasiona ambrette, absolut kakaowy, ży bułgarskiej,&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#99ff99;"&gt;&lt;strong&gt;- indonezyjsk wanilia, bób tonka, cybet, piżmo, drzewo sandałowe, teksańskie drzewo cedrowe, benzoina, absolut jaśminu, smoła brzozowa, &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-2005244065730380713?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/2005244065730380713/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=2005244065730380713' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/2005244065730380713'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/2005244065730380713'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/01/monk-michael-storer.html' title='Monk, Michael Storer'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4j4c6HTTQI/AAAAAAAAAI0/mPGv-wCk5uA/s72-c/07_38_11_bondage1070.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-3436353854125093364</id><published>2008-01-06T23:56:00.001+01:00</published><updated>2010-12-30T10:20:27.416+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lawenda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serge Lutens'/><title type='text'>Encens et Lavande, Serge Lutens</title><content type='html'>&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4XLmKHTTNI/AAAAAAAAAIc/aNjrofxoDbQ/s1600-h/bald-eagle-flight.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5153749205005847762" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4XLmKHTTNI/AAAAAAAAAIc/aNjrofxoDbQ/s400/bald-eagle-flight.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Encens et Lavande to zapach prosty, skomponowany zaledwie z kilku nut.&lt;br /&gt;Prócz tytułowego &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#9999ff;"&gt;kadzidła&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; i &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#9999ff;"&gt;lawendy&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;, tworzy go duet &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#9999ff;"&gt;szałwii&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; i &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#9999ff;"&gt;ambry&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepiękne perfumy o barwie zmierzchu, nostalgiczne, na pół surowe, na pół rustykalne, mieszczą w sobie niewielkie kłamstewko: tytułowe kadzidło dostało do zagrania wyłącznie epizod, przyciąga się nim wielbicieli, łapiących się nań jak mucha w pajęczynę.&lt;br /&gt;Kadzidło przemknęło wyłącznie podprogowo, jakby pomyliło plan zdjęciowy z reklamą.&lt;br /&gt;Główna rola zdecydowanie przypadła lawendzie, tworzącej najpiękniejszą chyba kreację w swoim gatunku. Partneruje jej błyskotliwie szałwia, nadająca pierwszym sekwencjom wrażenia ruchu, wibracji, przestrzeni i wiatru. A także pewnej pożądanej ostrości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Encens et Lavande długo sprawia wrażenie odgrywanego w wysokogórskich, czystych przetrzeniach, oglądanych z perspektywy szybującego orła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem szałwia odchodzi, a jej miejsce zajmuje przegadany dialog z przesłodzoną ambrą. To chyba najsłabsza część opowiesci, przezroczystość górskiego powietrza zostaje, ku mojej rozpaczy, unicestwiona.&lt;br /&gt;Jednak mielizny ostatnich scenariusza do końca ratuje kłująca lawenda - supergwiazda. Z czasem sucha, jak ziołowa wiązka powieszona u powały, skutecznie uruchamia trybiki wyobraźni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość kompozycji wypada zachęcająco, pomimo pewnego zawodu, jaki sprawiła mi mierna rólka ozdobnikowego kadzidła.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#9999ff;"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;***&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Encens et Lavande&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Rok powstania:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Christopher Sheldrake&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nuty: &lt;strong&gt;kadzidło, lawenda, szałwia, ambra&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4j_BKHTTRI/AAAAAAAAAI8/dDy-3w5iJ24/s1600-h/EeL.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5154650168885464338" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4j_BKHTTRI/AAAAAAAAAI8/dDy-3w5iJ24/s400/EeL.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-size:85%;"&gt;Fotografia z zasobów Anniehall. Dziękuję bardzo za jej udostępnienie :)))&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-3436353854125093364?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/3436353854125093364/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=3436353854125093364' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/3436353854125093364'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/3436353854125093364'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/01/encens-et-lavande-serge-lutens.html' title='Encens et Lavande, Serge Lutens'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4XLmKHTTNI/AAAAAAAAAIc/aNjrofxoDbQ/s72-c/bald-eagle-flight.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-826007658466392903</id><published>2008-01-04T00:47:00.001+01:00</published><updated>2008-12-09T00:14:32.920+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Escentric Molecules'/><title type='text'>Molecule 01, Escentric Molecules</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Jeśli zdaje Ci się, że Niemcom brak polotu i fantazji, a sztuka perfumiarska w tym narodzie nie istnieje... no cóż. Nie znasz Gezy Schoena, jednak równie dobrze można iść w zaparte, twierdząc, że głuchy kompozytor nie stworzy symfonii . A już na pewno nie będzie jej nucić cały świat.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4CYT6HTTKI/AAAAAAAAAIE/XdyDme7dUjY/s1600-h/escentric-1486-t10-01.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5152285441496665250" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4CYT6HTTKI/AAAAAAAAAIE/XdyDme7dUjY/s320/escentric-1486-t10-01.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Ekscentryczne Molekuły to jedne z najbardziej zwariowanych kompozycji, jakie kiedykolwiek stworzono. Owszem, zdarzały się w momentach przełomowych ekscesy, które później przechodziły do historii - w rodzaju nadmiernego chluśnięcia aldehydami. Cały czas jednak wymagano od perfum pewnego zdyscyplinowania, kompromisu z konwencjami. Nawet wywrotowe CdG ... może i pachną dziwnie, może i nadają się bardzej do wąchania niż do noszenia... Wszystko się zgadza. Ale PACHNĄ - raz a porządnie, aż do wyczerpania formuły. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Geza Schoen powołał do życia perfumy samowolne i leniwe, nie dające się ująć w karby, niechętne do zarówno pracy i współpracy, krnąbrne, złośliwe i bezsprzecznie genialne. Antycypujące przyszłość w stopniu bodaj wyższym niż dzieło jego rodaka Buxtona, Odeur 71. Molecule 01 składa się z jednego tylko składnika. Chemicznego do bólu, o odległość galaktyki oddalonego od wszelkiej naturalności. Iso E Super. Autor opisu tych perfum na luckyscencie wyjawia, że ów tajemniczy składnik znamy jako sandałowo-cedrową nutę, która tworzy bazę wielu perfum. Co więcej, neurotycznie wręcz wyczuloną na drobne niuanse naszego ciała. Wahnięcie hormonów, temperatury, nastroju. Magiczny współczynnik, którym w akcie con-kreacji dodajemy sami. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Kto przyniósł do domu kotka, ten zna te objawy. Miękka, puchata kulka łowi wzrokiem otoczenie, przez krótką chwilę daje się zarejestrować jako nowy mieszkaniec, a następnie czmyha. Zaszywa się w kąciku i ze wszystkich sił zaprzecza adopcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Molekuły zachowują się ten właśnie sposób. Przyczajone na nadgarstku udają, że od początku ich nie było. Pojawiają się nagle, gdy się już ośmielą, zrazu nieśmiało, jakby wystawiając jedno oko przez drzwi i wyiągając żyrafio szyję, jednocześnie ze wszystkich sił chroniąc tyły i pozostawiając ogon daleko. Gotowe do natychmiastowej dematerializacji za najlżejszym szmerem. Może znikną, lecz jeśli nie - zaczyna się pandemonium: uwolnione z trwożliwego misia Gizmo Gremliny zaczynają rozrabiać. Wszędzie ich pełno, pojawiają się bezładnie, obijają o siebie, wzbjają w górę, by szaleńczo popikować w dół. Atakują z przyczajki, dobrze wyczuwalne, a przy tym w pewien dziwny sposób trudne do uchwycenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Testowane latem epatowały aromatem stężonego proszku do prania. W krystalicznie zimnym powietrzu pachną drewnem, niekoniecznie welurowym, lecz z pewnością miękkim aż do granic paradoksu. I w specyficzny sposób palisandrowo-erotycznie słodkim. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#6666cc;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#6666cc;"&gt;Molecule 01&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#6666cc;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#6666cc;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#6666cc;"&gt;Rok produkcji: &lt;strong&gt;2006&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#6666cc;"&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Geza Schoen&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#6666cc;"&gt;Nuty: &lt;strong&gt;Iso E Super&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-826007658466392903?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/826007658466392903/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=826007658466392903' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/826007658466392903'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/826007658466392903'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/01/molecule-01-escentric-moecules.html' title='Molecule 01, Escentric Molecules'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4CYT6HTTKI/AAAAAAAAAIE/XdyDme7dUjY/s72-c/escentric-1486-t10-01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-7437230096202740082</id><published>2008-01-04T00:32:00.000+01:00</published><updated>2008-12-09T00:14:33.443+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Escentric Molecules'/><title type='text'>Escentric 01, Escentric Molecules</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Escentric 01&lt;/strong&gt; jest tak podobny do Molecule, jak przypominać może się nawzajem rodzeństwo. Widać, że rodzina, ale charakter, temperament, dążenia i inspiracje są jakby na skrajnych biegunach. Silnie łączy je obecność Iso E Super, Escetric został jednak wzbogacony kilkoma dodatkowymi składnikami. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4ClvKHTTLI/AAAAAAAAAIM/CyHAjjnvug8/s1600-h/esc.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5152300203299261618" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4ClvKHTTLI/AAAAAAAAAIM/CyHAjjnvug8/s320/esc.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Gdyby ktoś obdarzył perfumy mocą wypowiedzi, Escentric byłby "wyszczekany". Cwany, pewny siebie, przebojowy, obrotny i zakochany w brzmieniu własnego głosu. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Różowy pieprz, tarta skórka limonki, absolut irysa i dawka słabo wyczuwalnego kadzidła zmieniają nie tylko jego olfaktoryczną percepcję. Radykalnie też morfują zachowanie, podszczypują, podgrzewają. Nie ma mowy o trwożnym czmyhnięciu. Escentric wtrąca się w rozmowy, pcha się przed reflektory, stroi miny i rozdaje wizytówki na prawo i lewo jak biznesmen ze zdiagnozowanym ADHD. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Ostry, wiercący w nosie, kusi by pomówić go o pewną agresywność, ale nie oddaje to jego istoty. Rozpierany energią organizuje wokół ciała skandaliczne happeningi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Molecule są silniej introwertyczne, a przy tym z pewnością bardziej ekstremalne. I - jak mówią - gdy my sami przestajemy je wyczuwać, składają niezapowiedziane wizyty naszym rozmówcom Ekscentryka czułam od początku. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Z czasem zmęczył się własną ekspansywnością i pieprzowym wiecipięctwem, przysiadł, spoważniał. Nabrał kadzidlanej zadumy. W tym samym czasie Molecule zaczęło niepokojąco wydobywać z siebie przykurzono-słodkie nuty z Let Me Play the Lion.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Który z nich jest lepszy, ciekawszy? Odpowiedzi pojawiają się w podobny sposób jak same molekuły. Ewoluują, przegrupowują się, zderzają ze sobą i nieustannie konfrontują z bieżącą chwilą. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Latem chciałam dać zdecydowany prymat Escentric, przed godziną faworyzowałam Molecule. Do rana opinie jeszcze kilkakrotnie zmienią się miejscami. Pozwólmy im na to. Przydzielenie im stałych miejsc na podium zakrawa na gwałt na ich swobodnej, twórczej naturze. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Absolutny imperatyw poznawczy dla każdego perfumaniaka&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#6600cc;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#6600cc;"&gt;&lt;strong&gt;Escentric 01&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Rok powstania: &lt;strong&gt;2006&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Geza Schoen&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nuty: &lt;strong&gt;Iso E Super, różowy pieprz, skórka limonki, kłącze irysa&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-7437230096202740082?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/7437230096202740082/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=7437230096202740082' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7437230096202740082'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7437230096202740082'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/01/escentric-molecules.html' title='Escentric 01, Escentric Molecules'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R4ClvKHTTLI/AAAAAAAAAIM/CyHAjjnvug8/s72-c/esc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-5852286924181528964</id><published>2008-01-03T22:01:00.000+01:00</published><updated>2008-01-08T16:49:02.455+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='A-Z (spis recenzji wg nazwy firmy)'/><title type='text'>A-Z...</title><content type='html'>&lt;strong&gt;10 Corso Como&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/07/10-corso-como-10-corso-como.html"&gt;10 Corso Como&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Annayake&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/09/nijako.html"&gt;Miyako&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Aqua di Biella&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/10/aqua-di-biella-bursch.html"&gt;Bursch&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Armani Privé&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/01/perfekcyjna-niedoskonao.html"&gt;Bois d'Encens&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Comme des Garcons&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/09/palisander-series-2-red-comme-des.html"&gt;Serie 2: Red - Palisander&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/01/buta-biskupa_11.html"&gt;Serie 3: Incense - Avignon&lt;/a&gt; (wspólna recenzja: Avignon i Passage d'Enfer)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/01/dusza-samuraja_08.html"&gt;Serie 3: Incense - Kyoto&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/03/zagorsk.html"&gt;Serie 3: Incense - Zagorsk&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Editions de Parfums Frédéric Malle&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/10/editions-de-parfums-frederic-malle.html"&gt;Musc Ravageur&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/02/une-rose.html"&gt;Une Rose&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Escentric Molecules&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2008/01/molecule-01-escentric-moecules.html"&gt;Molecule01&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2008/01/escentric-molecules.html"&gt;Escentric 01&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Etro&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/07/etro-messe-de-minuit.html"&gt;Messe de Minuit&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Heeley&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/07/ich-bin-gute-katholikos.html"&gt;Cardinal&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Juozas Statkevicius/Josef Statkus&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/07/statek-pijany.html"&gt;Eau de Parfum&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;L'Artisan Parfumeur&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/01/dzing.html"&gt;Dzing!&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/01/buta-biskupa_11.html"&gt;Passage d'Enfer&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Michael Storer&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2008/01/monk-michael-storer.html"&gt;Monk&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Molinard&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/02/wiedma-z-mokrade.html"&gt;Habanita&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Norma Kamali&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/07/gtterdmmerung.html"&gt;Incense&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Parfumerie Generale&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/09/parfumerie-generale-aomassai.html"&gt;Aomassai&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Parfum d'Empire&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/01/ambre-russe.html"&gt;Ambre Russe&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Parfums M. Micallef&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aoud&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/10/gaiac-parfumes-m-micallef.html"&gt;Gaiac&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Regina Harris&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/07/dama-ywcem-pogrzebana.html"&gt;Frankincense - Myrrh - Rose Maroc&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Serge Lutens&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ambre Sultan&lt;br /&gt;Daim Blond (wzmianka w recenzji &lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/01/dzing.html"&gt;Dzing!&lt;/a&gt;)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2008/01/encens-et-lavande-serge-lutens.html"&gt;Encens et Lavande&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/12/silver-mist-serge-lutens.html"&gt;Iris Silver Mist&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-5852286924181528964?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/5852286924181528964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=5852286924181528964' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/5852286924181528964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/5852286924181528964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2008/01/z.html' title='A-Z...'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-6417766389140508763</id><published>2007-12-09T11:49:00.001+01:00</published><updated>2011-02-27T19:16:33.738+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serge Lutens'/><title type='text'>Iris Silver Mist, Serge Lutens</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R1vKCd3TPoI/AAAAAAAAAH0/zapmGpRa4vI/s1600-h/lisa_gerrard_the_silve_tree.jpg"&gt;&lt;em&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; FLOAT: right; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5141925543298678402" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R1vKCd3TPoI/AAAAAAAAAH0/zapmGpRa4vI/s320/lisa_gerrard_the_silve_tree.jpg" /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt; &lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Przebyliśmy długą drogę – Iris Silver Mist i ja. Od całkowitego odrzucenia i niesmaku, podszytych emocjonalną ambiwalencją wobec irysa w jakimkolwiek opracowaniu; poprzez niechętny szacunek i irracjonalne pragnienie odkrycia drugiego dna w dziele genialnego Roucela; przez migotliwe przebłyski zrozumienia - aż do eksplozji, eskalacji olśnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak czasem się dzieje w przypadku trudnych dzieł muzyki. Nie wpadają w ucho od razu, zgrzytają, drażnią i niepostrzeżenie drążą sobie tunele w głąb jaźni. Aż do chwili gdy pogmatwana sieć splątanych linii melodycznych nagle zyskuje przejrzysty układ i niepodważalną logikę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I taki właśnie – muzyczny - jest Silver Mist. Oparty na skali dodekafonicznej zapach krnąbrny, obraźliwie odwrócony tyłem do konwenansu, za nic mający konwencje, płynnie przekraczający nie wytyczoną granicę między ready-to-wear a haute-couture. Nie tyle ekstrawagancki, co ekscentryczny. Rozkochany w pustelniczym odosobnieniu, zdziwaczały Hölderlin. Samotniczy wieszcz podziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najtrudniejsze w nim jest otwarcie. Ziemiste, słodko-przybrudzone tchnienie kłącza irysa, matowo-białe w kolorze, dekadenckie, lekceważące odbiorcę. Lekko metaliczna, pokryta mszystym nalotem prowokacyjna woń, oskarżana o hołdowanie procesom rozkładu, strywializowana do wizji spleśniałej marchewki tkwiącej w nie wietrzonej piwnicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To prawda, wytrawny, wytworny Hiris subtelnej Giacobetti znacznie ostrożniej obszedł się z wymuszoną społecznie koniecznością zachowania pozorów: chłodny, zdystansowany i wyniosły budzi respekt, nawet jeśli nie zdoła wykrzesać z adwersarza sympatii. Silver Mist to despekt wyrządzony na odczepnego, zdawkowy afront bez emocji. I za tą chropawą, turpistyczną fasadą tkwi Myśl gładka i szlachetna, równie gotowa by dać się przypadkowym dłoniom pochwycić, co połyskliwa kulka rtęci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Iris Silver Mist to krzywe zwierciadło podstawione Lutensowi pod nos. To bodaj najbardziej zadziwiający zapach jaki znam.&lt;br /&gt;"Wzyscy leżymy w rynsztoku - napisał ktoś - ale niektórzy z nas spoglądają w gwiazdy". Lutens Roucela daje im blask.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;*** &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Silver Mist &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Maurice Roucel &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok produkcji: &lt;strong&gt;1994 &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: &lt;strong&gt;korzeń irysa, cedr, drzewo sandałowe, kadzidło, biała ambra, piżmo, benzoes &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-6417766389140508763?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/6417766389140508763/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=6417766389140508763' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/6417766389140508763'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/6417766389140508763'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/12/silver-mist-serge-lutens.html' title='Iris Silver Mist, Serge Lutens'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R1vKCd3TPoI/AAAAAAAAAH0/zapmGpRa4vI/s72-c/lisa_gerrard_the_silve_tree.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-191999352792663967</id><published>2007-10-29T13:59:00.000+01:00</published><updated>2008-12-09T00:14:33.891+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Editions de Parfums Frédéric Malle'/><title type='text'>Musc Ravageur, Editions de Parfums Frederic Malle</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#ff9900;"&gt;&lt;strong&gt;Drapieżca&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Jest cały czarny, lecz ogon ma elektryczny.&lt;br /&gt;Gdy śpi na słońcu, jest najczarniejszą rzeczą, jaką sobie można&lt;br /&gt;wyobrazić. Nawet we śnie łapie przerażone myszki. Poznać&lt;br /&gt;to po pazurkach, które wyrastają mu z łapek. Jest strasznie&lt;br /&gt;miły i niedobry. Zrywa z drzew ptaszki, zanim dojrzeją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;/Zbigniew Herbert, Kot (z tomu: Hermes, pies i gwiazda)/&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RyXa8pDf24I/AAAAAAAAAHc/KJLwvEAIfEI/s1600-h/vereshchagin40.jpg"&gt;&lt;em&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5126744486178708354" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RyXa8pDf24I/AAAAAAAAAHc/KJLwvEAIfEI/s400/vereshchagin40.jpg" border="0" /&gt; &lt;div align="justify"&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blisko rok temu, w chłodny listopadowy wieczór, Musc Ravageur spadł na mnie jak jastrząb, zahipnotyzował, okiełznał i usidlił, z miejsca plasując się na senatorskich pozycjach w gronie moich kontrowersyjnych, wyrazistych fascynacji.&lt;br /&gt;Dzing!, Avignon, Ambre Sultan, Ambre Russe, czy Aoud - wszystkie mają w sobie coś brudnego, drażniącego, mrocznego... Nie inaczej Ravageur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lekko mdląca, metaliczna słodycz od pierwszego powąchania zawirowała mi w głowie, zamroczyła, zraniła wręcz i uraziła, ale bezkompromisowo przykuła nos od nadgarstka. Dominujące uczucia, towarzyszące jego poznaniu to fascynacja i obrzydzenie zmieszane w niemal równych proporcjach... Z lekką przewagą zauroczenia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musc Ravageur słusznie uchodzi za zapach trudny. To dzikie zwierzę o zbyt silnej osobowości. Drapieżny, nieokiełznany, pulsujący niecierpliwością, i skoncentrowaną wściekłością. Jeśli Anniehall78 mówiła o &lt;a href="http://www.per-fumum.net/viewtopic.php?t=84"&gt;Beatrix Kiddo, uderzeniem pięści wybijającej sobie drogę z grobu na powierzchnię ziemi&lt;/a&gt;, mi również nieobce były krwiożercze skojarzenia.&lt;br /&gt;Bo i coś jest na rzeczy: krew, lepka posoka, gniew i strach, balansowanie na cienkiej granicy ryzyka... W pierwszych akordach skojarzył mi się z ogromnym pręgowanym tygrysem, w irytacji krążącym po zbyt ciasnej klatce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MR ma w sobie zwierzęcość przypominającą Dzing!, choć przy nim wizja polowania była bardziej "cywilizowana", europejska. Musc Ravageur ma klimat filmu "Duch i mrok" z Valem Kilmerem, ten o polowaniu na lwy-ludojady, - wywołuje podobny dreszczyk grozy drażniącej kręgosłup.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znacznie ładniej prezentuje się mglistą, wieczorową porą niż o poranku. Znacznie lepiej wypada zimą, niż latem, gdy staje się zbyt cynamonowo-jadalny.&lt;br /&gt;Podskórnie zawsze pozostaje dziką, nieokiełznaną bestią - nieważne jak zdaje się przymilny i oswojony:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RybkdpDf25I/AAAAAAAAAHk/PVSIHu3JH2M/s1600-h/c843655f949ceff063377efc9b0cdbed,21,1.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5127036423695752082" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RybkdpDf25I/AAAAAAAAAHk/PVSIHu3JH2M/s400/c843655f949ceff063377efc9b0cdbed,21,1.jpg" border="0" /&gt; &lt;div align="justify"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MR to perfekcyjnie zmieszana kompozycja - bardzo trudno wyodrębnić płynnie przeplatające się składniki, zwłaszcza, że autorom stron o perfumach &lt;/em&gt;consensus&lt;em&gt; przychodzi niełatwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej kompetentna w określeniu składu strona &lt;a href="http://www.editionsdeparfums.com/mallesite_gb/index.htm"&gt;Editions de Parfums Frederic Malle&lt;/a&gt; przyznaje, że Maurice Roucel uwięził we flakonie esencje &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffcc33;"&gt;bergamotki, nektarynki, cynamonu, wanilii, ambry i piżma&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;Wg &lt;a href="http://www.basenotes.net/ID26121827.html"&gt;Basenotes &lt;/a&gt;w MR znalazły się &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffcc33;"&gt;lawenda i bergamotka, goździki i cynamon oraz drzewo gwajakowe, cedr, drzewo sandałowe, wanilia i bób tonka&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Logika nakazuje wierzyć raczej stronie producenta jednak subiektywne odczucie podpowiada co innego. Momentami drzewo gwajakowe (musi tam być! - choćby się twórcy zapierali) zyskuje zdecydowaną przewagę, czyniąc z MR bliskiego krewniaka Gaiaca Micallefów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MR jest jednak znacznie piękniejszy, głębszy, gorętszy i o całe dziewięć kręgów piekła bardziej okrutny. Tu gdzie Gaiac jest w pełni gentlemanem z drzewem genealogicznym starym jak dąb Bartek, MR to zimny, cyniczny, sarkastyczny drań - taki co naciska spust bez mrugnięcia powieką, strzelając w plecy.&lt;br /&gt;Fizjologiczna, zwierzęca nuta - niecierpliwość, drapieżny ruch, rwący strumień pulsującej w żyłach krwi, głuchy pomruk z krtani niecierpliwego tygrysa, łopot nietoperzy zerwanych ze snu w jaskini - rodzące się obrazy sprawiają, że Gaiac może być elegancki, Ravageur jest przede wszystkim ekscytujący.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Typ spod ciemnej gwiazdy - jednak oprzeć mu się nie sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Musc Ravageur&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Maurice Roucel&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok produkcji: &lt;strong&gt;2000&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-191999352792663967?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/191999352792663967/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=191999352792663967' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/191999352792663967'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/191999352792663967'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/10/editions-de-parfums-frederic-malle.html' title='Musc Ravageur, Editions de Parfums Frederic Malle'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RyXa8pDf24I/AAAAAAAAAHc/KJLwvEAIfEI/s72-c/vereshchagin40.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-5324401830128622133</id><published>2007-10-29T13:58:00.003+01:00</published><updated>2008-12-09T00:14:34.050+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parfums M. Micallef'/><title type='text'>Gaiac, Parfums M. Micallef, seria Les Exclusifs</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Wpadłam w Gaiac jak do Drozdowego Gniazda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego pierwszego dnia spotkaliśmy się we trójkę: cygański Aoud miażdżył lewy nadgarstek uściskiem, Gaiac dwornie składał pocałunek na prawej dłoni. Uśmiechnięty lekko, pewny przewagi dobrego urodzenia, muskał tylko delikatnie czubkami palców jakby od niechcenia. Gentleman w każdym calu, rozkładał się na skórze z przerażającą gładkością. Wytworny i chłodny, słodki i układny w słowach, fascynował lub nużył na przemian.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Aoud, stworzony na jego przeciwieństwo, rozwichrzony, rozszalały, wszedł we mnie huraganem, z arogancją podstawiając przed oczy zwierciadło: patrz, my dwoje to jedno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ten sposób - pozostając przy lekturze Emily Bronte - moja miłość do Gaiaca stała się podobna „liściom w lesie” – czas zmieniał ją i naginał do swej woli. Uczucie do Aouda przeciwnie - „jak wiecznotrwała ziemia pod stopami” co „nie przykuwa uwagi swym pięknem”, lecz zdaje się „niezbędna do życia”. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Istotnie: w dzikim Aoudzie tkwi element stałości – można być pewnym bezczelnej precyzji z jaką zadaje cios. W tym zresztą zawsze trochę przypominał Malle’a: charakterem Ravageura, a urodą Różę, kochanicę Wampira.&lt;br /&gt;Gaiac, dziwnym trafem również blisko spokrewniony z Frederikiem, lecz bez pulsującego rozdrażnienia drapieżcy, ślisko wysuwał się skojarzeniom. Jak zawsze chłodny i flegmatyczny, nieco mdlący w swojej wytwornej elegancji, mógłby być wiernym konterfektem Edgara Lintona, gdyby nie niepokojący, androgyniczny rys, który zniweczył (na szczęście chyba) całość wyobrażenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za ładny na mężczyznę, zbyt niewinnie pulchny, by przestać widzieć w nim chłopca, skażony piętnem cynizmu zbyt mocno, by bezpiecznie zasnąć w jego towarzystwie, Gaiac emanuje aurą homoerotycznego niepokoju - tym bardziej burzącego zmysły, że jego źródło bije pod chłodną, stalową powierzchnią. Rozmaślony ton Gaiaca brzmi fałszywie. Zbyt nachalnie pragnie uśpić czujność ten Sozaburo Kano w świecie Shinsengumi. Gwajakowe drewno snuje się wokół całej kompozycji nutą fascynująco niezrozumiałej obcości. Bergamotka nadaje jej nerwu młodości, a jaśmin w haremie goździków dekadencji i zepsucia. Waniliowe drewno pogrążyło całość w rozkosznym odrętwieniu, jakby wyhamowując impet, z jakim Gaiac oddaje się dwuznacznie chorobliwym rytuałom uwodzenia. Kapryśny i chimeryczny, żongluje konwencjonalnymi maskami, drażni i niepokoi. A kiedyś mylalam: o jakiż potrafi być nudny ze swymi nieskazitelnymi manierami!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owszem, potrafi. Znuży i znów przyciągnie nieodparcie jak płomień ćmy i tak &lt;/em&gt;da capo al fine&lt;em&gt;. Niejednoznaczny, klasycznie fascynujący.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę dobre dzieło, dziwnie słabo znane w szerokim świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Madame Micallef wyjątkowo uszanowała jego klasę i obdarzyła go flakonem odartym z charakterystycznej dla siebie odpustowej tandety.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;***&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R31myaHTTJI/AAAAAAAAAH8/SDJTcjqp-0Y/s1600-h/gaiacc.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5151386564971154578" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R31myaHTTJI/AAAAAAAAAH8/SDJTcjqp-0Y/s320/gaiacc.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Gaiac&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Goeffrey Newman&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Nuty: &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;- &lt;strong&gt;bergamotka &lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;- &lt;strong&gt;jaśmin&lt;/strong&gt;, &lt;strong&gt;goździk&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;- &lt;strong&gt;drzewo gwajakowe&lt;/strong&gt;, &lt;strong&gt;wanilia&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-5324401830128622133?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/5324401830128622133/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=5324401830128622133' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/5324401830128622133'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/5324401830128622133'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/10/gaiac-parfumes-m-micallef.html' title='Gaiac, Parfums M. Micallef, seria Les Exclusifs'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/R31myaHTTJI/AAAAAAAAAH8/SDJTcjqp-0Y/s72-c/gaiacc.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-4051603844733917171</id><published>2007-10-29T13:58:00.001+01:00</published><updated>2008-01-10T08:59:54.717+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Armani'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Mania (original), Armani</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Mania, pospolicie zwana Czarną, przeszła do Krainy Wiecznych Łowów kilka lat temu. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Decyzja o jej wycofaniu – zamiast, na przykład, przesunięciu do linii ekskluzywnej – wydaje się kompletnie niezrozumiała. Ba, obraźliwa wręcz, w kontekście zastąpienia jej zmierzłym kwietuchem o barwie łososiowego różu, w butelce zwieńczonej bazarowo-białym korkiem. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Była zbyt awangardowa? Za trudna dla obwieszonych fałszywym złotem klonów Donatelli Versace? &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Cóż, jeszcze jeden z wielu przejawów degrengolady koncernów, z upodobaniem niszczących najmniejszy przejaw oryginalności... &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Mania była zapachem deszczowym. Londyńską smutną mżawką, podzwonnym dżdżu bębniącego o szyby, wichru, wnikającego w szpik kości spóźnionego nocnego wędrowca. Skroplona melancholia, chimeryczna i zmienna. Lubiła nieoczekiwanie zwarzyć się i skwaśnieć na skórze. Będąc w dobrym humorze potrafiła jednak zatrzeć złe wrażenie, rozsypać przyprawy, zanurzyć je w kadzidle i dumnie przespacerować się po nocnych Plantach. Tak jak Aoud widziałam ją jako zapach „krakowski” – ale dla odmiany z pory spleenu listopada, miasta ogołoconego z turystów, ruchu i gwaru. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Była zapachem zadumy zrodzonej mgły. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Zamknięty w wampirycznej trumnie, spowity organdynowym całunem Ekstrakt jest odrobinę inny, bardziej esencjonalny, z ciężarem osobowości przerzuconym na nuty korzenne - nie traci jednak ani odrobiny ducha Eteru. Odrobinę bardziej pikantny, mniej rozwodniony chłoszczącymi strugami jesiennego deszczu, który wsiąka w zakurzone cegły Bramy Floriańskiej, lecz wciąż naznaczony piętnem czarnej peleryny znikającego w Zaułku Niewiernego Tomasza fin-de-siecle'owego artysty. Ma więcej determinacji, kiedy prze do samego jądra intelektu, roztrącając nieuprzejmie człapiące z wolna, zamyślone wrażenia, by ostatecznie z wdziękiem i bezczelnością domowego kota-pupilka zalec na zwojach mózgowych...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;strong&gt;***&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mania (original)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Jacqes Cavallier&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok powstania: &lt;strong&gt;1999&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty:&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;cytrus, pospornica&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;szafran, goździki, gałka muszkatołowa, ambra, drzewo gwajakowe&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;kadzidło, piżmo, wanilia burbońska&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-4051603844733917171?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/4051603844733917171/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=4051603844733917171' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/4051603844733917171'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/4051603844733917171'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/10/mania-original-armani.html' title='Mania (original), Armani'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-1083090920944267873</id><published>2007-10-04T11:08:00.001+02:00</published><updated>2008-01-03T12:06:55.917+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Aqua di Biella'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Bursch, Aqua di Biella</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#ccccff;"&gt;Obserwator&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Bursch jest wytrawny, zdystansowany i chłodny. Rzekłabym, że wręcz odrobinę cierpki, cynicznie intelektualny - w inny sposób niż Aomassai, któremu przypisywałam tę cechę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dym przeplata się w nim z siwym popiołem w sposób, który przywodzi na myśl CdG 2 Man, choć z nieporównanie większą subtelnością: Bursch-obserwator odrzuca brutalną, zwierzęcą siłę, która emanuje z Man. Nie znajdziecie w nim wykrzywionej twarzy Boba, mocnego uderzenia, które niespodziewanie zwala z nóg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezbyt mocny, wtopiony w ciało, co zresztą wynika z jego stężenia (jako woda kolońska siłą rzeczy nie może ciągnąć za sobą trenu, godnego ślubnej sukni następczyni tronu) na skórze trwa od niechcenia – jakby nie mógł zdecydować, czy warto zniknąć od razu, czy chwilę jeszcze poczekać na rozwój wypadków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta pozorowana słabość, hibernacja w bezczynności, nie czyni z niego epigona sierotek Andersena i Konopnickiej. Bursch przenika duch antycznych szkół stoików i cyników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ginie w tłumie, ale świadomie się w niego wtapia...&lt;br /&gt;Milknie, by lepiej słyszeć głosy innych...&lt;br /&gt;Czai się w półcieniu, przemieszcza się niepostrzeżenie w ciżmach szytych na miarę skrytobójcy lub szpiega...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć nie zwykł nawet zachowywać pozorów wesołości i świadomie odrzuca maski, nie sposób nazwać go melancholijnym, lub oskarżyć go o ekshibicjonistyczne obnażenie duszy. Bursch to zapach dekadencki, schyłkowo-jesienny, jakby odrobinę wycofany i skupiony, lecz bynajmniej nie na sobie samym. Nieodparcie przypomina mi specyficzny typ człowieka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zawsze na uboczu, gorączkową ludzką miotaninę rejestruje z dozą obraźliwego rozbawienia. Szeroko otwartymi oczyma chłonie wydarzenia, poddawane wnikliwej analizie dla samej obróbki faktów, potwierdzających ich wersję świata, dla którego nie warto nawet zgiąć palca, o kiwnięciu nawet nie wspominając. Nieustannie gotów do ciętej riposty, samą swą obecnością trywializuje problemy codziennej egzystencji. Na targowisku ludzkich emocji wyszydza daremność usiłowań, celebruje akt odarcia ich z kunsztownej szaty powagi, w zamian wciskając je w błazeńską czapeczkę z dzwoneczkami. I choć wciąż obserwuje, nie jest zdolny pojąć otaczające rzeczywistości – na dobrą sprawę zbyt mało logicznej, by warto było ją zgłębiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za nic mam sztuczne podziały „płciowe”, panujące wśród zapachów. Nie sposób jednak nie zauważyć, że – jak w Kyoto – pierwiastek „jin” bierze w Burschu zdecydowany prymat nad „jang”. I jak Kyoto, Bursch spożywał owoce z drzewa świadomości dobra i zła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pełnią urody rozkwita w dni dżdżyste, spijając deszczówkę i rezonując ją listopadowym preludium, wygrywanym na szybach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aqua di Biella, Bursch&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok powstania: 2005&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kreator:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty: &lt;strong&gt;bergamota, cytryna, rabarbar, rum, kadzidło, kolendra, pieprz, szafran, mirra, cedr, wetiwer, mech dębowy i piżmo &lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-1083090920944267873?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/1083090920944267873/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=1083090920944267873' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1083090920944267873'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1083090920944267873'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/10/aqua-di-biella-bursch.html' title='Bursch, Aqua di Biella'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-1830899121003993706</id><published>2007-09-20T12:24:00.001+02:00</published><updated>2008-01-07T00:37:31.911+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Comme des Garcons'/><title type='text'>Palisander, Series 2: Red, Comme des Garcons</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#ff0000;"&gt;Wszystkie poranki świata&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Palisander dyskretnie gra sprzecznościami. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Pozornie cichy, stonowany, wyzuty z fanfaronady i efekciarstwa, pod gładką powierzchnią więzi trzymane w ryzach huragany. Już w nucie głowy przyczaił się charakterystyczny dysonans między pulsującym jeszcze, ostatnim tchnieniem strzelistego drzewa, które padło pod ciosami topora, lekkim wiórem drewna ciętego w tartaku na równe, zdrowe deski, a drażniącą wonią terpentyny z pobliskiego warsztatu ebenisty. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Ebenisty? Czy może raczej lutnika... &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Kimkolwiek jest, to arcymistrz w swoim fachu, Amati, Stradivari, wart quignardowskich "wszystkich poranków świata", choć jego&lt;/em&gt; Geist &lt;em&gt;lawirujący między elektryzującym napięciem naciągniętych strun, a omdleniem dogasającego dźwięku bliższy jest gorączce nocy. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Smukłe dłonie gładką pieszczotą, z lubieżnym zachwyceniem snują się po polerowanym drewnie, namaszczanym mieszaniną oleistych substancji, które nadadzą mu charakterystycznego rezonansu i przesądzą o wyjątkowej głębi tonu. Palisander jest tłusty i to nieprzyjemne zgrzytliwe słowo zdaje się być mimo wszystko całkowicie adekwatne, choć z buszującymi w żyznym czarnoziemie opasłymi robalami nie ma nic wspólnego. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Palisander jest w zapachem przewrotnie erotycznym, nieprzyzwoitym i wstydliwym jak skrywany mezalians. Głowię się, co odpowiada za tę oleistą nutę. Szafran? A może balsamiczna mirra? Choć ją raczej podejrzewam o tę szczyptę uduchowienia, która pozwala postawić Palisander na równi z serią kadzidlaną. A może to drzewo palisandru samo w sobie jest takie gęste, skrwawione leniwie płynącą żywicą. Mistyczny cedr uwznioślił go jednak i pozbawił go piętna pospolitego grzechu, tak jak czerwone papryczki chilli rozgrzały, zdzierając szaty ckliwego sentymentalizmu w zamian nakładając ciasno sznurowany, szkarłatny gorset seksualnych perwersji, eskapistycznych rytuałów wyzwolenia z konwenansu. Nie strzela w górę, raczej układa się płasko przy ciele w wynaturzonej pantomimie, prowokując i osaczając imperatywem ukradkowych nocnych spotkań...&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;***&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Palisander&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Rok powstania: &lt;strong&gt;2001&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Kreator:&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Nuty: &lt;strong&gt;brazylijskie drewno palisandrowe, czerwony cedr wirginijski, japońskie czerwone papryczki chili, szafran z Iranu, mirra z południoweg Jemenu&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-1830899121003993706?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/1830899121003993706/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=1830899121003993706' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1830899121003993706'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1830899121003993706'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/09/palisander-series-2-red-comme-des.html' title='Palisander, Series 2: Red, Comme des Garcons'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-4429553613408277393</id><published>2007-09-13T07:32:00.000+02:00</published><updated>2008-12-09T00:14:34.182+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parfumerie Generale'/><title type='text'>Aomassai, Pierre Guillaume Parfumerie Generale</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RujNL5uMzGI/AAAAAAAAAHU/ksbN4lxn5yE/s1600-h/Aomassai1.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5109559381608680546" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RujNL5uMzGI/AAAAAAAAAHU/ksbN4lxn5yE/s400/Aomassai1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Z Aomassai zmagam się od momentu poznania.&lt;br /&gt;Bo to Lord Paradox rozkochany w maskach, które zmienia niczym w weneckim karnawale, hula po zwojach mózgowych, a jego ordynarne zaczepki wywołują pełen oburzenia sprzeciw i zarazem rozbawienie – odczuwane całkowicie wbrew sobie, a zatem zadające ponowny gwałt wolnej woli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest słodki. Obłędnie słodki. Poszturchującą, grubiańską słodyczą, która przypomina Gluttony i Hellcata Black Phoenix Alchemy Lab – a to nie są dobre skojarzenia. Wręcz mazisty, syropowaty, lecz jakby zaprzeczając pierwotnie wysłanym komunikatom nie ulepkowaty, bo w tym samym momencie jest także ziemisty, z silnym akcentem napuchłego wilgocią drewna, który odróżnia go od siermiężnych kompozycji Laboratorium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wenge.. wenge... oczekiwałam czegoś, co silnie rzuca mi się w nozdrza podczas celebracji Black Cashmere, lecz gdy w romansie z kadzidłem egzotyczne drewno Donny Karan się zmroczyło, wysuszone, spopielałe i gryzące – wenge z Aomassai grzęźnie w karmelu: usiłując powstać ślizga się, rozjeżdża i ponownie z plaśnięciem pada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z nosem utkwionym w nadgarstkach tropiłam je, brnąc przez obezwładniającą słodycz, roztrącając na boki wilgotne nuty roślinne i na samym końcu znajdując je, rozkrólewione w nagle oczyszczonej, przesyconej ładunkiem ozonu przestrzeni, w której wirują ożywcze krople deszczu. Ta przedostatnia nuta, bezustannie zmuszana, by czmychać przed morderczym ciasteczkowym potworem, który drepcze jej po piętach, co i rusz smagając lepkimi mackami, jest naznaczona ostrym rysem chłodnego intelektualizmu, który dość nieoczekiwanie kojarzy mi się z Padparadschą. Całkowicie wolnym przecież od cukrowej zalewy, wyrafinowanym, omnipotentnym, wibrującym samowiedzą i wzgardliwie krystalicznym przeczuciem bytowania w górnych rejonach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To prawda. Przy Aomassai nawet Dzing jest ładny. Ale ma tę samą umiejętność, by wwiercać się w świadomość, bezczelnie mościć sobie barłóg w wyobraźni. Jest jak nieszczególnie urodziwy aktor, którego iskra talentu przeobraża w bożyszcze ekranu. Bezwzględnie przykuwa do siebie uwagę i z nieuświadomionym egoizmem spycha z celuloidu wysmukłych, subtelnych partnerów o oczach głębokich jak niebo.&lt;br /&gt;Kluczy, myli tropy, plącze ścieżki i dezorientuje jak Pleciuch Kint w „Podejrzanych”. A kiedy uda się powiązać rozbrykane nuty w jedną, sensowną opowieść, obnażyć pokrętny zamysł, kontrowersja oddala się, lekko utykając.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zafascynował mnie i zahipnotyzował, a ostatnią kroplę pochłonęłam żarłocznie i z żalem, trawiona myślą, ze testowany raz i raz jeszcze, pozwalałby nieśpiesznie obierać się z kolejnych masek, których chwilowo nie zobaczę, bo taplam się w niezdecydowaniu, czy warto mu dać priorytet zakupowy (tuż za Durbano), bo w sumie zadowoliłby mnie dekancik, ciasny ale własny, a może tych masek nie wystarczy na całe 100 ml? I czemu na sam koniec zapach zasypia w odrętwiającym półcieniu trującej słodyczy, w której pełnym blasku z fanfaronadą wkracza na scenę?&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;*** &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;strong&gt;Parfumerie Generale, Aomassai&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Rok powstania: &lt;strong&gt;2006&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Pierre Guillaume&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Nuty: &lt;strong&gt;karmel, prażone orzechy laskowe, lukrecja, gorzka pomarańcza, przyprawy, drewno wenge, wetiwer, drewno balsamiczne, kadzidło, suche trawy, żywice&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-4429553613408277393?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/4429553613408277393/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=4429553613408277393' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/4429553613408277393'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/4429553613408277393'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/09/parfumerie-generale-aomassai.html' title='Aomassai, Pierre Guillaume Parfumerie Generale'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RujNL5uMzGI/AAAAAAAAAHU/ksbN4lxn5yE/s72-c/Aomassai1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-2693424379036973194</id><published>2007-09-05T16:41:00.000+02:00</published><updated>2008-12-09T00:14:34.317+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mirra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Annayake'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='róża'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Miyako, Annayake</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#ffff33;"&gt;&lt;strong&gt;Nijako... &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapach ładny, bez wątpienia ładny, lecz cóż z tego, gdy zwyczajnie i po gombrowiczowsku - "nie zachwyca". Z przyprawioną gębą podobieństwa do wszystkich po trochu: Ambre Sultan, Theoremy, Organzy Indecence, upupiony brakiem własnego wyrazu, rozczarował mnie do bólu, do łez, do chęci natychmiastowego przekazania w lepsze ręce. Bo niewątpliwie są ręce, które będą uparcie podtykać nadgarstek do nosa, by z upodobaniem wdychał woń, która na moim zmanierowanym, spaczonym manierystyczną żądzą bycia zaskakiwaną wciąż i znów umyśle nie zdołała wyryć najpłytszej bruzdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miyako znaczy "stolica". A stolicą Japonii było Kyoto. Wystarczy zjechać na sam dół tych zapisków, by zrozumieć, jaką poprzeczkę postawiłam przed limitowanką Annayake. Bez wątpienia, życzyłam sobie żenskiej odmiany zapachu CdG. Łagodniejszej, chętniej schodzącej z drogi moralnego imperatywu i bezwzględnego posłuszeństwa idei honoru samuraja. Gejszy z pozoru łagodnej i wrażliwej; gruntownie wykształconej, lecz z subtelną biegłością umiejącej także posłużyć się ostrzem ukrytym w wachlarzu lub szpilą wyjętą z misternie splecionych włosów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Firma ANNAYAKE, która w zamiarze celebrowania sztuki perfumeryjnej samej w sobie nawiązała do starożytnej gry kôdô, polegającej na rozpoznawaniu różnych rodzajów kadzideł, osnuła tę kompozycję wokół frankońskiego kadzidła. Jednak oplotła je tak doskonale siecią kwiatów, przypraw, drzewa i nut balsamicznych, że jego charakterystyczny półmrok starła w proch ekspansywna kobiecość. W Miyako nie ma nic ze zwariowanych kreacji CdG. Nie kryje się w niej żaden upiór czy demon. Nosząc go, nie sposób zapomniec o wymienionych powyżej kreacjach, takich jak Theorema, Organza Indecence i Ambre Sultan. Z jedną różnicą: wszystkie wyżej wymienione miały w sobie cos drapieżnego. Miyako jest cicha i łagodna. To gejsza, która chce byc żoną. Gejsza ukryta w ogródku, dyskretnie popatrująca na zamorskie diabły, które wraz z komandorem Perry'm przybył do Kraju Kwitnącej Wiśni na dumnych okrętach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miyako to portret gejszy, ale jakby malowanej pędzlem Witkacego. Ma w sobie coś szalenie europejskiego, choć szukałam kwintesencji Wschodu. Nie umiałam się nią zachwycić, nie przywdzieję po niej czerni. I tylko kolejnego utopionego w jadalnej słodyczy kadzidła żal...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rt7AZ9_kNBI/AAAAAAAAAHA/c9Cd__mQ5zc/s1600-h/med-geisha-gold.jpg"&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5106730579855160338" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rt7AZ9_kNBI/AAAAAAAAAHA/c9Cd__mQ5zc/s320/med-geisha-gold.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Annayake, MIYAKO &lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;em&gt;Data produkcji: &lt;strong&gt;2005 &lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;(Edycja limitowana) &lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;em&gt;Nuty głowy: &lt;strong&gt;kardamon, cynamon, kadzidło frankonskie&lt;/strong&gt; &lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;em&gt;Nuty serca: &lt;strong&gt;sosna hinoki, róża, jaśmin, ylang-ylang, patchouli, cedr &lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ffff33;"&gt;Nuty bazy: &lt;strong&gt;piżmo, rockrose, benzoina, mirra, ambra&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-2693424379036973194?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/2693424379036973194/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=2693424379036973194' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/2693424379036973194'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/2693424379036973194'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/09/nijako.html' title='Miyako, Annayake'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rt7AZ9_kNBI/AAAAAAAAAHA/c9Cd__mQ5zc/s72-c/med-geisha-gold.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-5314536454185226735</id><published>2007-07-25T09:12:00.000+02:00</published><updated>2008-12-09T00:14:34.469+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Corso Como'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='aoud'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>10 Corso Como, 10 Corso Como</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#6633ff;"&gt;Portret Doriana Graya&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rt7F5N_kNCI/AAAAAAAAAHM/V7cNQVv0RAs/s1600-h/Bez+tytuÅu.bmp"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5106736614284211234" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rt7F5N_kNCI/AAAAAAAAAHM/V7cNQVv0RAs/s400/Bez+tytu%C5%82u.bmp" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Cóż za egotyczny zapach! &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Zapatrzony w siebie, z determinacją tropiący najmniejszą fałdę, nierówność, trzymający zwierciadło przed nosem cały czas. Głęboko zanurzony w miejskiej cywilizacji, śpi do południa, śniadanie jada po piątej, przy pomocy dwóch służących przywdziewa nieskazitelnie białą koszulę z koronkowym żabotem, frak i cylinder z różą w klapie i z obowiązkową laseczką zwienczoną srebrną gałką rusza do opery, by ze zblazowaną miną wysłuchać śpiewaków. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Corso Como jest niczym Dorian Gray - jesli jest w nim cos brzydkiego, to dobrze ukrywa to za kotarą. Ale jednoczesnie trudno przepędzic mysl, że jego uroda nie jest naturalna, że że sobie wszystkimi językami mówić, a i tak jest jako ta miedź brzęcząca lub cymbał brzmiący ;). Kadzidła w nim nie wyczuwam niemal wcale. Delikatna smuga nie zdołała się przebić przez mazistą, syropowatą ciecz złożoną z aoudu i piżma, grających pod batutą drzewa sandałowego. Pozostałe nuty to zaledwie statyści, figuranci bez znaczenia. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Corso jest ciepły i zmysłowy, ale ponad współdziałanie z innym ciałem zdecydowanie przedkłada autoerotyczne gry.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;10 Corso Como, 10 Corso Como&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;Rok produkcji: &lt;strong&gt;1999&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Olivier Gillotin&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;Nuty: &lt;strong&gt;drzewo sandałowe, kadzidło frankońskie, piżmo, róża, geranium, wetiwer, aoud malajski&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#6633ff;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-5314536454185226735?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/5314536454185226735/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=5314536454185226735' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/5314536454185226735'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/5314536454185226735'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/07/10-corso-como-10-corso-como.html' title='10 Corso Como, 10 Corso Como'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rt7F5N_kNCI/AAAAAAAAAHM/V7cNQVv0RAs/s72-c/Bez+tytu%C5%82u.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-4347027232788344109</id><published>2007-07-25T08:53:00.000+02:00</published><updated>2008-12-09T00:14:34.648+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Regina Harris'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mirra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='róża'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Frankincense - Myrrh - Rose Maroc, Regina Harris</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#ff6666;"&gt;Dama, żywcem pogrzebana...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt;„Pewien mój ojczulek, zapewne Białorusin, przez osiemnaście lat podejrzewał moją matkę, że go zdradza. Nigdy z nią o tym nie mówił, ale w sekrecie piekielnie się zadręczał. Po osiemnastu latach tej duchowej agonii spytał o to matkę, która z przekonującą szczerością odpowiedziała, że podejrzenia są całkowicie bezpodstawne. Ojciec natychmiast przeszedł do sąsiedniego pokoju i strzelił sobie w głowę. Nie mógł wytrzymać myśli, że przez tyle czasu niepotrzebnie cierpiał”&lt;br /&gt;/Peter Esterhazy, Harmonia caelestis/&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqyFOlU97TI/AAAAAAAAAGQ/ZAUudr_86Ls/s1600-h/regina_perfume.jpg"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5092591764233907506" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqyFOlU97TI/AAAAAAAAAGQ/ZAUudr_86Ls/s400/regina_perfume.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt; Niemalże tożsame uczucia miotały mną, gdy po długich miesiącach westchnień do misternego flakonika Reginy Harris (przyznaję, parę miesięcy to zaledwie epizod w obliczu 18 lat duchowej agonii potomka arystokratycznego rodu Esterhazych) dostąpiłam wątpliwego zaszczytu poznania jego zawartości. &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt;Oleista konsystencja, z zastygłą na powierzchni warstewką mixu zatęchłego kurzu i pajęczyny niesie ze sobą klimat żywcem zaczerpnięty z koszmarnych bajek braci Grimm. &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt;Próżno w niej szukać kadzidła, całość jęczy pod ciężarem róży, której woń została sztucznie zwrócona życiu, nieustannie reanimowana i pojona oleistym balsamem; róży pozbawionej witalności i choćby szczątkowego przejawu własnej woli. W interpretacji najbardziej wyzywającego z kwiatów - budzącego tak wiele skojarzeń i emocji – jest coś nieprawdziwego, fałszywego. Jakby pąsowy pąk zasuszono w księdze, nie otwieranej od dziesiątków lat. Smętna pamiątka po kochanku, po którym nie zostały już nawet wspomnienia - zduszona, spętana, przytłoczona królewskim faworem przynależnym mirrze, przy której ogrom jej nieszczęścia, cały upadek i ruina jej wspaniałości nadmiernie rzuca się w oczy. Zdaje się, że nawet nie zna znaczenia słowa "anarchia". Brak jej siły, by wydać z siebie choćby pisk; skrzywdzony skrzek - o przeszywającym wrzasku róż z Anglomanii czy doskonałej Une Rose nawet nie wspominając.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lepkość i stęchłe powietrze. &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt;Odpychająca wizja nieszlachetnej starości. Poddana personifikacji Regina Harris może i była niegdyś piękną niewiastą, ale nawet ćwierć wieku wcześniej trudno sobie to było wyobrazić. To Regina sprzed półwiecza, albo i dalej w mroki niepamięci. Niegdyś nieopisanie piękna, teraz dotknięta specyficznym piętnem grząskiego rozkładu za życia. Tak leciwa, że Matuzalem odrzuciłby jej rękę ze wzgardą. Śmierć grzechocze piszczelami z oburzenia na myśl, że Reginka puści się za nią w pląs. I tylko ona sama pozostaje ślepa na desperacką ucieczką wskazówek zegara przed czasem. Snuje się, stara wiedźma, po dawno niesprzątanym, zakurzonym, zapajęczynionym strychu, obsesyjnie zagląda do kufrów, mamrocząc coś niezrozumiale zaślinionymi ustami. &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt;Nie będę twierdzić, że Regina Harris to dzieło całkowicie nieudane. Zawsze można przecież założyć, że o taki efekt jego twórcy chodziło. Ciekawi mnie, czy także zimą Reginka powstawałaby z nadgarstka upiorem... &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#cccccc;"&gt;Cóż, do zimy czas raczej wyegzorcyzmuje zmorę z fiolki, aż do ostatniej oleistej cząstki kropli. Jedno jest pewne. Gdybym w ciemno kupiła te 15 ml za 125 dolarów – niechybnie podążyłabym za Esterhazym. Świadomość, że tyle czasu cierpiałam nadaremno – w istocie jest nie do zniesienia.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6666;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6666;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6666;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6666;"&gt;Regina Harris, Frankincense - Myrrh - Rose Maroc&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6666;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6666;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff6666;"&gt;Rok produkcji: &lt;strong&gt;?&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff6666;"&gt;Kreator:&lt;strong&gt; ?&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;&lt;span style="color:#ff6666;"&gt;Nuty:&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff6666;"&gt; kadzidło frankońskie, mirra, marokańska&lt;/span&gt; &lt;span style="color:#ff6666;"&gt;róża&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-4347027232788344109?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/4347027232788344109/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=4347027232788344109' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/4347027232788344109'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/4347027232788344109'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/07/dama-ywcem-pogrzebana.html' title='Frankincense - Myrrh - Rose Maroc, Regina Harris'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqyFOlU97TI/AAAAAAAAAGQ/ZAUudr_86Ls/s72-c/regina_perfume.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-7294325530330518829</id><published>2007-07-25T08:52:00.000+02:00</published><updated>2008-12-09T00:14:34.744+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Etro'/><title type='text'>Messe de Minuit, Etro</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Messe de Minuit to zapach lęku, czającego się w ciemności.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rq8mYVU97XI/AAAAAAAAAGw/WYcQTx6CAnY/s1600-h/Borcz44__img.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5093331903063125362" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rq8mYVU97XI/AAAAAAAAAGw/WYcQTx6CAnY/s400/Borcz44__img.jpg" border="0" /&gt; &lt;div align="center"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Obraz autorstwa Rafała Borcza, ze &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.borcz.art.pl/main.php"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;strony artysty&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Zdążył już obrosnąć legendą. Legendą czarną jak noc, pełną trupów, upiorów, zmurszałych kości i pleśni.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Brzmi zachęcająco? Niezbyt. A jednak trzeba przyznać, że owe płynne "zwłoki" okazują się być uwodzicielsko przewrotne, niezwykle nośne w sferze skojarzeń, wręcz brzemienne: za każdym razem rodzą nowego demona.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;To niewiarygodne, że z garści jadalnych składników twórca tych niezwykłych perfum stworzył całość mroczną i - jakkolwiek można być jej admiratorem i znajdować w niej upodobanie - absolutnie nieapetyczną. Perfumiarski Frankenstein zebrał ze spiżarni łakocie i stworzył potwora.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Wilgotne, zmurszałe drewno bielonej kruchty. Ręka sama wędruje w poszukiwaniu kropielnicy z wodą święconą. Usta mimo woli szeptają słowa maksymy:&lt;/em&gt; vanitas vanitatum et omnia vanitas&lt;em&gt;. Messe emanuje dziecięcą chęcią przeżycia przygody i odrobiny lęku. Kto z nas, w latach dziecinnych, będąc w starym kościółku nie chciał zejść do krypty zobaczyć kościotrupa? Wytrzeć z patyny kurzu i pajęczyny szybkę barokowego wieczka i wejrzeć w pustkę oczodołów. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Sam trup nie jest w tych perfumach obecny, ale marzenia o przeżyciu czegoś niesamowitego - jak najbardziej. W ciepłej gwarnej knajpce, wśród chichotów i przekomarzanek, Messe moze zdawać się zapachem niemal przyjaznym, gdzie trup staje się efektownym gadżetem, rodem z przygód Indiany Jonesa. Jego niesamowitość jest niczym wspomnienie wybryków dziecięcej wyobraźni, gdzie zaciera się granica między światem realnym a galopującą imaginacją. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;W mroku, na źle oświetlonym pustym przystanku autobusowym, kiedy szczęka się z zimna zębami - o! wtedy wszystko wygląda inaczej. Z zakamarków nuty głębi wyłazi czysta, nieskażona odrobiną ciepła wspomnień wieku niewinności GROZA. Messe zaczyna przerażać, a być może tylko potęgować lęk, który tkwi w nas z innych przyczyn. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Gdyby Blair Witch Project mógł pachnieć z ekranów kin, emanowałby wonią Messe de Minuit. Tak pachniałoby nocą w przerażających lasach w Sleepy Hollow, gdzie grasował potworny Jeździec bez Głowy. W Messe przyoblekłabym czarnoksiężnika-nekromantę, w szaleństwie kreślącego swe pentagramy. W oparach Messe mogłyby się odbywać mroczne obrzędy na cmentarzu. Messe mogłaby nosić okrutna pani na Czahticach, Elżbieta Batorówna. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;A już najbardziej chyba Messe przywodzi na myśl historię włoskiego madrygalisty, markiza Venosy Carlo Gesualdo, zmuszonego przez rodzinę do dokonania krwawej vendetty na niewiernej żonie i jej kochanku. Carlo, zbyt słaby by oprzeć się nakazom włoskiego honoru, rozsiekał Marię d’Avalos w małżeńskim łożu. Zmasakrowane zwłoki jej kochanka znaleziono przebrane w kobiece suknie. Gesualdo kazał także zamordować starszego syna, gdyż w jego oczach nie odnalazł podobieństwa do siebie samego. Opowiadano jednak, że później przetrzymywał murszejące zwłoki żony, niezdolny do ostatecznego rozstania. To wtedy zaczął komponować muzykę, która na tle ówczesnych kompozycji włoskich sprawiała wrażenie jakby przybyła wprost z zaświatów. Do dzisiaj madrygały Gesualdo, rozszarpane melodycznie i uchodzące za niezwykle trudne do wykonania zaskakują swoją odmiennością i niesamowitością, jakby nosząc piętno mrocznej tragedii kompozytora. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Messe przykuwa uwagę, trudno oderwać nos od nadgarstka. Jest niezwykle wprost klimatyczny. Budzi fascynację w towarzystwie i niepokój w mrocznej, wilgotnej samotności. W wibrującym upałem powietrzu emanuje ponadczasowym spokojem, aromatem schnących traw i leniwym bzyczeniem owadów. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Etro tworzy zapachy dość jednowymiarowe, jednak w tym wypadku laboratorium powołało do życia twór, który nie przestaje mnie zaskakiwać, co dzień dodając nowy element do historii olfaktorycznych doznań.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;***&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Etro, Messe de Minuit&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Rok powstania:&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Kreator: &lt;strong&gt;?&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Nuty:&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;- pomarańcza, bergamotka, labdanum, tangerine&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;- kadzidło, mirra, cynamon&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;- paczula, piżmo, miód, ambra&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;(Opis nut podaję za stroną perfumerii &lt;a href="http://www.missala.pl/cms/index.php?id=313"&gt;Quality&lt;/a&gt;)&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-7294325530330518829?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/7294325530330518829/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=7294325530330518829' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7294325530330518829'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7294325530330518829'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/07/etro-messe-de-minuit.html' title='Messe de Minuit, Etro'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rq8mYVU97XI/AAAAAAAAAGw/WYcQTx6CAnY/s72-c/Borcz44__img.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-1720403456191774292</id><published>2007-07-25T08:23:00.000+02:00</published><updated>2008-12-09T00:14:35.149+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='paczula'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Juozas Statkevicius/Josef Statkus'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Juozas Statkevicius/Josef Statkus, Eau de Parfum</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#ffcccc;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff99ff;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Statek pijany...&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rq8sf1U97YI/AAAAAAAAAG4/DZIEa8f_5z0/s1600-h/Statkevicus_ad.png"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5093338628981910914" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rq8sf1U97YI/AAAAAAAAAG4/DZIEa8f_5z0/s320/Statkevicus_ad.png" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;em&gt;Zazdroszczę Litwinom... Na zabój. &lt;/em&gt;&lt;em&gt;Bo dorobili się własnej marki - niszowej, awangardowej, lecz ekskluzywnej i rozpoznawalnej w świecie. &lt;/em&gt;&lt;em&gt;Bo stworzyli własne perfumy. Perfumy, które nie straszą kupujących gazety w kiosku tandetnym opakowaniem i nie aspirują do bycia bronią masowej zagłady dla wszystkich owadów w mieście. &lt;/em&gt;&lt;em&gt;W dodatku - choć, owszem, drogie - w przeciwieństwie do jedynego prawdziwego osiagnięcia polskich perfumiarzy, Wody Królowej Węgier (bagatelka: 1600 zł za 10 ml), pozostają w sferze możliwości nabywców o przeciętnie grubym portfelu.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Doceniam i z chęcią prezentuję jako wzór do naśladowania dla rozmaitych Zieniów i Arkadiusów. Choć nadzieja na powstanie w naszym będącym raczej papugą niż pawiem narodów kraju jest wątła i równie rachityczna jak rodzimy przemysł perfumeryjny...&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ffcccc;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff99ff;"&gt;Odsłona 1 - czyli nikt nie zadziera z Normą.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Chęć poznania dzieła sygnowanego nazwiskiem litewskiego kreatora zrodziło kadzidło. Kadzidło, które tropię z zajadłością myśliwego cierpiącego na manią prześladowczą.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/em&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Statkus, pieszczotliwie zwany Statkiem, ma być - według pierwszych relacji "na żywo" - ucieleśnieniem piękna fregaty płynącej pod jedwabnymi żaglami. Delikatny i czarowny jak śpiew syren, dybiących na cnotę elokwentnego Odysa. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Traf chciał, że na samym początku rejsu abordażu dokunuje złowieszcza Norma, wycinając w pień eteryczne fantomy mojej pobudzonej wyobraźni i zsyłając w zamian wizje, które więcej mają wspólnego z ekscesami Al-Fayedów niż peregrynacjami Sindbada Żeglarza. &lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091116202449562882" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqdHNlU97QI/AAAAAAAAAF4/-2JtqaUEFZ0/s400/yacht1.jpg" border="0" /&gt;Statek? No jasne. Płynie sobie taki super bajerancki jachcik, biały i wypucowany, a na pokładzie imprezka trwa w najlepsze. Hurysy w opiętych dżinsach i kusych, lśniących podkoszulkach powiewają wśród letniej bryzy tlenionymi blond włosami, w wymanicurowanych dłoniach trzymając smukłe kieliszki z martini, w którym rozpaczliwie woła o pomoc tonąca wisienka. Noc jest ciepła, aksamitna, w sam raz by bogaty playboy wyrwał zadbaną laskę, spragnioną beztroskiego życia w dobrobycie, muzyka gra w niebogłosy, śmichy-chichy i ogólny high life. Na tym etapie głęboko liczę na to, że kiedyś poczuję w Józeczku kadzidło, bo póki co tylko mdłe kwiatki wypełzają na powierzchnię skóry i miarowo podrygują w rytmie disco. Paczulka... no gdzieś tam pobrzmiewa, ale porównywanie jej do Patchouli Micallefów to już nadinterpretacja A już paralele z Ouarzazate, które tak ochoczo wyprowadza Annie, w ogóle ocierają się o wishful thinking. Gdzie w tej wypielęgnowanej eksplozji kobiecości miejsce na przesypujący się przez palce pył stuleci z Ouarzazate? &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Równie mało wyrazisty jest słynny "rozmrażacz" - nieistniejąca nuta pokrewna liczbie "zero": Choć sama w sobie znaczy tyle co nic, pojawia się tu i ówdzie po lub przed cyframi, zmieniając ich znaczenie. Perfumeryjne "rozmrażacze" robią to samo, a kryją się pod różnymi nazwami. Łączy je wspólna cecha: są ekspansywne, ogniste. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;To, co tkwi w Statkusie, to rodzaj lodu. W ogóle, uciekając się do mniej przyziemnych skojarzeń niż balanga na jachcie, Statkevicius przypomina kwiaty, które mróz maluje na szybach. Fantazyjne, wyrafinowane, ale bez życia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/em&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Trzeba jednak przyznać, że Statek jest ultrakobiecy. Gdyby sygnowała go zachodnioeuropejska firma podbijałby rynki szturmem. Jednoczesnie Statkevicius zachłysnął się grand mondem i zatarł granice między ekskluzywną niszowoscią a bezpieczną "ładnoscią".&lt;br /&gt;W rezultacie powstają straszliwie lanserskie perfumy. Jak wejściówka do modnego, ekskluzywnego klubu, w którym bytność oznacza społeczny awans. &lt;/em&gt;&lt;em&gt;Całość bardzo doceniam i uznaję od pierwszej chwili, ale ogólnie spotkanie z kobiecą, udomowioną postacią kadzidła mocno mnie rozczarowuje. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;***&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/em&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Czy jednak pierwsze testy można uznać za miarodajne?&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Komu dane było spotkać się z zaborczą wszechpotęgą Incense Normy Kamali, ten z pewnością powie: nie. Bo Norma jest Złą Królową podtykającą pod nos Wszystkim Śnieżkom Świata krzywe zwierciadło, wmawiając im, że w istocie są bazyliszkiem i doprowadzając niewinne ślicznotki do śmierci z obrzydzenia. "Zwierciadełko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?" - syczy w srebrzystą taflę i chichocząc zapada wśród jedwabych poduch w stuletni sen, pewna, że w ciągu nadchodzącego wieku nikt nie ośmieli się zagarnąć jej Królestwa.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A zatem - w imię prawdy, czas na dalsze testy...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff99ff;"&gt;Odsłona 2 - nacechowana silnym przeżyciem autobiograficznym.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/em&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Jadę po moją śliczną, wymarzoną norweską koteczkę. Dymna piękność wygląda jak personifikacja Incense Normy Kamali, ale przecież nie wystraszę maleństwa oparami prosto z piekła. Ani nie zamierzam doprowadzić hodowczyni do pochopnej decyzji - "może jednak kicia zostanie u mnie". To jedna z tych nielicznych chwil, gdy jestem skłonna przyznać, że czasem zapach jednoznacznie kobiecy, subtelny, nie trzeszczy zaradzewiałą krypą, na której łysy sternik upija się rumem siedząc okrakiem na skrzyni umrzyka, nie ścina głowy kataną czciciela bushido, nie dusi udami bizantyjskiej cesarzowej i nie włada huraganami - moze być przydatny.&lt;br /&gt;Więc prowadzę bladym świtem desperackie wykopaliska wśród zalegających stert fiolek z eliksirami. To za słodkie, to niepokojące... W głąb szafy odfruwa niezawodne Kyoto - nie będę kłaść dwóch Graali w jeden barszcz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;em&gt;Litwin sam wpada w niecierpliwe palce. A niech to! - dam mu szansę. Elegancki, stonowany, kobiecy. Budzi zaufanie. I - bądźmy sprawiedliwi - jednak kadzidło w nim tkwi. Gdzieś na dnie przycupnęło, skrzydła mocno zwinęło i upchało ciasno pod markowym blezerkiem, ale jest i może się rozwinie. Miziam się plastikowym szpikulcem z próbki po szyi i nadgarstkach. Słońce pieści poranek smukłymi promieniami. Pudrowe kwiatki nie chcą rozchylić pąków. Wypełza wystraszona paczula i trwożliwie rozgląda się na boki. W kącie widzi tylko rozleniwione kadzidło, pnące się w górę cienkim wężykiem. &lt;/div&gt;&lt;/em&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Własnym nozdrzom nie wierzę. Maziam się raz jeszcze szykując młot na kwiateczkowe czarownice, które zapadły się pod ziemię. Wraz ze wzrostem temperatury rośnie na mnie poziom paczuli, a kompozycja nabiera indywidualności, nie tracąc łączności z wyznawczyniami kultu Bogini.&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Statkus wydaje się być idealnym zapachem na lato. Nieinwazyjny, delikatny, ciasno spowijający skórę - co stanowi o jego dużej elegancji - przekornie zaczyna mi się podobać, choć przy całym oswojeniu z tym zapachem, nie mogę uciec wrażeniu, że jest w sensie czasotrwania jest zbyt ulotny. Może to jednak tylko wina przyzwyczajenia piekielników. &lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Ah, i jeszcze jedno: reklama, choć ciekawa i nietuzinkowa, chyba jednak nie do końca oddaje jego miękki, koci charakter. Ale zawsze miło popatrzeć...&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;*** &lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqdKvFU97RI/AAAAAAAAAGA/5nlp7-WR_XU/s1600-h/frost_flowers_tb.jpg"&gt;&lt;em&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091120076510063890" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqdKvFU97RI/AAAAAAAAAGA/5nlp7-WR_XU/s400/frost_flowers_tb.jpg" border="0" /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff99ff;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff99ff;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff99ff;"&gt;Juozas Statkevicius&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff99ff;"&gt;Rok powstania: &lt;strong&gt;2006&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff99ff;"&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Fabrice Pellegrin&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ff99ff;"&gt;Nuty: &lt;strong&gt;kadzidło, jaśmin, paczula, kolendra, wanilia, benzoes, piżmo, ambra, drzewo kaszmirowe&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-1720403456191774292?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/1720403456191774292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=1720403456191774292' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1720403456191774292'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/1720403456191774292'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/07/statek-pijany.html' title='Juozas Statkevicius/Josef Statkus, Eau de Parfum'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rq8sf1U97YI/AAAAAAAAAG4/DZIEa8f_5z0/s72-c/Statkevicus_ad.png' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-2866274022622797739</id><published>2007-07-21T22:01:00.001+02:00</published><updated>2008-12-09T00:14:35.387+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='paczula'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Heeley'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Cardinal, Heeley</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#cc0000;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Ich bin gute Katholikos&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#cc0000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Lektura nut nastroiła mnie na spotkanie cynicznego polityka w rodzaju Richelieu, zamiast tego znalazłam zżeranego ambicją ex-muszkietera. Tak dosięgła mnie pieszczota zamszowej rękawiczki Kawalera d'Herblay, lecz żądza posiadania nie wygasła we mnie wcale. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Dość niesprawiedliwie traktowany przez zagranicznych recenzentów, jako "Avignon dla słabeuszy" - Cardinal w moim pojęciu jest kompozycją znacznie bardziej wyrafinowaną (choć porównując daty produkcji, istotnie skażoną piętnem pewnej wtórności. Co nie musi być wadą, zważywszy, że cała sztuka Zachodniej Europy wyrosła twórczo przetwarzając motywy i w swych najwybitniejszych przejawach nierzadko ocierając się o plagiat).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno ukryć - Jego Eminencja w pewien sposób przypomina dzieło Duchaufura, lecz: bez smrodu zwłok Formozusa wzywanych przed sąd, bez hałaśliwych swarów tłuściutkich purpuratów i bez odoru stęchłej szmaty. Za to z całym arsenałem intryg zawieszonych na końcu szpady, wygenerowanych przez sporą dawkę paczuli, ciasno splecionej z wyrafinowanym, zaostrzającym całość kompozycji cedrem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rq8aSVU97UI/AAAAAAAAAGY/WuwFRIv45MI/s1600-h/Borcz35__img.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5093318605844376898" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rq8aSVU97UI/AAAAAAAAAGY/WuwFRIv45MI/s400/Borcz35__img.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Choć z mroków średniowiecza Cardinal wyszedł wprost w wiek XVII, zdecydowanie nie jest "bezmroczną", świetlistą wersją Avignonu. To kontrreformacyjna ofensywa szczwanych żołnierzyków Loyoli, mocnych wiarą, że "cel uświęca środki", a wszytko to "ad maiorem Dei gloriam", wszystko - włącznie z nieumiarkowanym dążeniem do folgowania zmysłowej przyjemności pod osłoną przyjaciółki-nocy, spowijającej klasztorne wirydarze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmiłowany w sofizmatach Jego Eminencja Kardynał celibat uznaje za przesąd, co gorsza szkodliwy dla zdrowia, a dobrą kondycję ciała utrzymuje wszak dla Pana. Grzechem jest marnotrawienie Jego daru...&lt;br /&gt;Już samą swą obecnością deprawuje klauzurowe mniszki, gdy szybkim, żołnierskim krokiem maszeruje krętymi korytarzami, ostentacyjnie odrzucając przynależny mu szkarłat szat, nie wyzbywszy się wszakże zamiłowania do kosztownych materii, których czerń dyskretnie podkreśla blask pojedynczych klejnotów, wartych tyle, co dwie duże wsie i śnieżna biel rąbka misternych koronek rękawów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cardinal nie sięga wyobraźnią do historii Abelarda, może nawet za bardzo daje się zwieść wierze, że takie okropności są udziałem wyłącznie przeintelektualizowanych, zdegenerowanych afektacją nieudaczników. Swoim Heloizom szepcze sprośne obietnice, skryty za kamiennym filarem. Dreszczem zsuwa dłoń wzdłuż kręgosłupa pochylonych w rozważaniu Sakramentu dam: "JA - jestem Drogą, Prawdą, Życiem". I prowadzi je krętą ścieżką blasfemicznych rozkoszy pod krucyfiksem, na którym rozpięty, jak rzadki motyl w szkatułce entomologa, Salvator Mundi z przesłoniętymi kawałkiem kosztownego jedwabiu oczami wzbudza w sobie doskonały żal za Krwią, pulsującą w żyłach ludzką witalnością.&lt;br /&gt;Żyjąc na krawędzi, ten wiecznie niesyty Wilk-Pasterz, Władca Marionetek, karmi się infernalnym nektarem totalnej władzy nad sumieniem i duszą potulnej zbiorowości owieczek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cardinal bez reszty poddał się manichejskiej wizji siebie. Im większy spowija go mrok, tym ostrzej widzi światło. Wierzy w zbawczą siłę zatracenia, a jego zło nabiera cech mistycznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To niewykluczone, że istotnie jest synem ladacznicy. Zważywszy na jego charakter i instrumentalny stosunek do świata całkiem prawdopodobne - szepczą o tym w dworskich kuluarach, lecz nawet jeśli matka była pospolitą dziwką, ojciec był wysoko postawioną figurą, a owoc tego mezaliansu jest zbyt potężny, zbyt niebezpieczny i zbyt pamiętliwy, żeby wprost wytknąć mu nieprawe pochodzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wysublimowana gra światłocienia, złowieszczy urok subtelnego umysłu, jakże konsekwentnego w moralnym relatywizmie i lekko dewiacyjna zmysłowość czynią z Cardinala mieszankę, której trudno się oprzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na precyzyjnej podziałce skali mojej fascynacji perfumy Heeley’a znalazły się niebezpiecznie blisko Kyoto. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;/p&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqWzvlU97NI/AAAAAAAAAFg/fxGtrIY1igc/s1600-h/cardinal.jpg"&gt;&lt;em&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5090672583867493586" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqWzvlU97NI/AAAAAAAAAFg/fxGtrIY1igc/s320/cardinal.jpg" border="0" /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt; &lt;/em&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;*** &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok powstania: &lt;strong&gt;2006&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;em&gt;Kreator: &lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;Nuty (wg informacji ze strony :&lt;a href="http://www.heeleydesign.com/eng/siteflash/index.html"&gt;http://www.heeleydesign.com/eng/siteflash/index.html&lt;/a&gt;) &lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;- &lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;baie rose (?), czarny pieprz, aldehydy&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;- czystek,&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;kadzidło frankońskie&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;- szara ambra,&lt;/strong&gt; &lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;em&gt;paczula, &lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#cc0000;"&gt;&lt;em&gt;wetiwer&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-2866274022622797739?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/2866274022622797739/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=2866274022622797739' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/2866274022622797739'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/2866274022622797739'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/07/ich-bin-gute-katholikos.html' title='Cardinal, Heeley'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rq8aSVU97UI/AAAAAAAAAGY/WuwFRIv45MI/s72-c/Borcz35__img.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-5062406311032818975</id><published>2007-07-21T09:32:00.001+02:00</published><updated>2008-12-09T00:14:35.922+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Norma Kamali'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Incense, Norma Kamali</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#993399;"&gt;&lt;strong&gt;Götterdämmerung&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Nad czeluscią Inferna przerzucono most. &lt;/em&gt;&lt;em&gt;Charon porzucił zbutwiałą łódź i zmienił walutę. Z rykiem silnika przewozi Dusze. Za garsć dolarów. &lt;/em&gt;&lt;em&gt;Nie więcej. &lt;/em&gt;&lt;em&gt;Nie mniej.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Amerykańska firma kreaująca modę stworzyła kadzidło mroczne, rozszalałe i przeszyte złem aż do szpiku.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqHEx1U97HI/AAAAAAAAAEs/Ji-FJkk2gw4/s1600-h/hell-11g.jpg"&gt;&lt;em&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089565414313028722" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqHEx1U97HI/AAAAAAAAAEs/Ji-FJkk2gw4/s400/hell-11g.jpg" border="0" /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt; "Avignon na sterydach"? O nie! &lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/2007/01/buta-biskupa_11.html"&gt;Avignon&lt;/a&gt; Comme des Garcons, personifikuje przyziemne ludzkie ambicje, po szyję zanurzony w doczesnosci. Norma jest zjawiskiem pierwotnym, dalece poza skalą ludzkiego rozumienia. To Świat w trakcie zagłady. Czarny smolisty dym pochłania bogów.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Incense jest zapachem potężnym, wszechogarniającym - a może nawet lepiej byłoby powiedzieć: wszech-zagarniającym, łamiącym wolę. Jak Caryca Katarzyna, albo sama Mateczka Rossija, brutalnie dławiąca wszystko, co nie jest nią samą.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Norma jest niczym znana fizykom czarna dziura zasysająca wszelką energię, żywąca się nią. Okrada przestrzeń z całej energii, po czym zwraca ją wypatroszoną z istnienia. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqHa7lU97JI/AAAAAAAAAE8/NRdxQObudtI/s1600-h/volcan2.jpg"&gt;&lt;em&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089589771072564370" style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqHa7lU97JI/AAAAAAAAAE8/NRdxQObudtI/s400/volcan2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Gdy poczułam ją po raz pierwszy przyszło mi do głowy kilka obrazów. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Sąd Ostateczny. Zmierzch Bogów, kres ludzkosci. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Czarna Katedra w Clermont-Ferrand wzniesiona z tufu wulkanicznego. Osmolona, pełna dymu, złowrogim cieniem górująca nad miastem. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Carmina Burana - &lt;/em&gt;&lt;em&gt;gdyby nie była tak strywializowana mainstreamowymi gustami.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Erupcja wulkanu, pełna trujących wyziewów. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Pranietoperz spowijający skrzydłami ziemię. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Trudno mi nawet wyobrazić sobie, jak ktos mógł doszukać się w tych perfumach "pięknych i radosnych dziecinnych wspomnień". Atmosferę grozy wywołanej monstrualnym cieniem na ścianie - złowrogą personifikacją lęków - owszem. Ale radości w Normie nie ma. Jest z niej wręcz bezkresnie wyzuta. Bo pełnia władzy nie pozostawiła na nią miejsca.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;W Normie zawarło się to wszystko, co pragnęłam znaleźć w &lt;a href="http://synestezja.blogspot.com/search/label/Armani%20%20Priv%C3%A9"&gt;Bois d'Encens&lt;/a&gt;. Z chwilą jej poznania pogodziłam się z ciszą Armaniego, odnalazłam w nim Zenit. Normę za to bez cienia wątpliwości można umieścić w Nadirze moich wyobrażeń o zapachu nuklearnym. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Bd'E i Norma. Awers i rewers. Świetlistość i mrok. Dychotomia Dobra i Zła. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqIrZVU97MI/AAAAAAAAAFU/4Fdwxr-XWRQ/s1600-h/NKI.bmp"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089678243103894722" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqIrZVU97MI/AAAAAAAAAFU/4Fdwxr-XWRQ/s200/NKI.bmp" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Kto stworzył to Imperium? Nie wiem. Nie znam nazwiska. Ale nie jestem przekonana, czy ta wiedza jest mi potrzebna. Może słowo &lt;/em&gt;Geniusz&lt;em&gt; w pełni wystarczy?&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Co złożyło się na infernalne piękno tych perfum? Jedni mówią, że kadzidło frankońskie. Inni sugerują meksykańskie kadzidło Copal - to którym odpędzano duchy zmarłych. Bardzo prawdopodobne - copal spalany przeze mnie w domu ma w sobie coś z tego, co udaje się wywąchać w Normie. Mirra... &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Co jeszcze? Z braku oficjalnej informacji reszta pozostaje w sferze domniemywań. W fazie desperackich poszukiwań odnalazłam spekulację &lt;a href="http://perfumecritic.com/joomla2/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=171"&gt;TU&lt;/a&gt;. Jeśli wierzyć zmysłowi powonienia recenzenta w Normie odnajdziemy ponadto labdanum, drewna, cynamon, kardamon, pieprz, galbanum, kminek i elemi. Kwestię prawdziwości tych słów pozostawiam do rozstrzynięcia nosom analitycznym. Ja czuję w nich jeszcze gorący wosk i sczerniałe knoty, dym wżerający się w mgłę listopadowego wieczoru i pękające z brzękiem ciemnokolorowe szkło.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Recepturę Incense opracowano w 1983 r. Do produkcji weszły dwa lata później.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-5062406311032818975?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/5062406311032818975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=5062406311032818975' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/5062406311032818975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/5062406311032818975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/07/gtterdmmerung.html' title='Incense, Norma Kamali'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RqHEx1U97HI/AAAAAAAAAEs/Ji-FJkk2gw4/s72-c/hell-11g.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-3476742829250098253</id><published>2007-04-30T13:48:00.001+02:00</published><updated>2008-12-09T00:14:36.217+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ambra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serge Lutens'/><title type='text'>Ambre Sultan, Serge Lutens</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#ff0000;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#33cc00;"&gt;Krwawy tron Bizancjum, lubieżna Cesarzowa&lt;/span&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RjXtT6N8mDI/AAAAAAAAADc/ey43WTlQdWs/s1600-h/Theodora_WIP_by_voodoochile969.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5059210682721671218" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RjXtT6N8mDI/AAAAAAAAADc/ey43WTlQdWs/s400/Theodora_WIP_by_voodoochile969.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;(...) Była to dziewczyna pozbawiona wstydu i nikt nigdy nie widział w niej nawet odrobiny zmieszania—przeciwnie, bez najmniejszego wahania zgadzała się wyświadczać najbardziej bezwstydne usługi; należała do ludzi, których można siec rózgami i bić po głowie, a oni dowcipkują i pękają ze śmiechu. Lubiła także rozbierać się i pokazywać wszem wobec zarówno przód, jak i tył ciała, chociaż części tych nie godzi się widzieć żadnemu mężczyźnie.Swoich kochanków traktowała wyniośle i szyderczo, ale coraz to nowymi miłosnymi sztuczkami zawsze potrafiła zjednać sobie serca rozpustników. Nie oczekiwała nawet zaczepek z ich strony, lecz nieprzyzwoitymi żartami i błazeńskimi gestami kusiła przechodniów, zwłaszcza gołowąsych młodzieniaszków. Doprawdy nigdy chyba nie było istoty równie zamiłowanej we wszelkiego rodzaju rozkoszach! Nieraz zjawiała się na składkowych biesiadach w towarzystwie dziesięciu czy kilkunastu doskonale zbudowanych młodzieńców, których jedynym zajęciem była rozpusta, i całą noc spędzała ze współbiesiadnikami w łóżku, a kiedy już wszyscy mieli tego dosyć, szła do ich niewolników — a było ich ze trzydziestu — i parzyła się z każdym z osobna, l tak zresztą nie była syta tego bezeceństwa.Przyszła kiedyś do domu pewnego dostojnika w czasie jakiejś pijatyki i, jak powiadają, na oczach wszystkich biesiadników stanęła w nogach łoża, bezwstydnie zadarła do góry suknie i bez wahania dała pokaz całej swej rozwiązłości, l chociaż robiła użytek aż z trzech otworów, utyskiwała na przyrodę, skarżąc się, że nie dała jej szerszych otworów także w piersiach, aby mogła tą drogą wypróbować jeszcze jeden sposób spółkowania. Często zachodziła w ciążę, ale prawie zawsze potrafiła natychmiast spędzić płód.Nieraz obnażała się nawet w teatrze, na oczach wszystkich widzów, za cały ubiór mając przepaskę na biodrach, nie dlatego bynajmniej, że krępowała się także i to ludziom pokazać, lecz ponieważ nikomu nie wolno tam było wejść zupełnie nago, bez chociażby takiej osłony. W tym stroju rzucała się na ziemię i leżała na wznak, a przeznaczeni do tego służący sypali jej na srom jęczmień, który ziarenko po ziarenku wy-dziobywały stamtąd gęsi, specjalnie do tego celu trzymane. Ona zaś podnosiła się z ziemi nie tylko nie zawstydzona, lecz przeciwnie, jak gdyby pyszniąc się swym czynem. Bo nie tylko była pozbawiona wszelkiej skromności, lecz celowała w wyszukiwaniu najbardziej bezwstydnych rozrywek. Nieraz stawała naga wśród aktorów na scenie, lubieżnie wyginając ciało i poruszając pośladkami, jakby chciała popisać się swą zwykłą gimnastyką zarówno przed ludźmi, którzy już mieli z nią do czynienia, jak i tymi, z którymi jeszcze nie spała. Z ciałem swym obchodziła się w tak wyuzdany sposób, że wydawało się wprost, iż srom niewieści ma nie w tym miejscu, w którym przyroda dała go innym kobietom, lecz na twarzy! O tych, którzy z nią spali, od razu było wiadomo, że uprawiają miłość wbrew prawom natury; co przyzwoitsi natomiast, spotkawszy ją przypadkiem na rynku, odwracali się i wycofywali w pośpiechu, byle tylko nie otrzeć się o nią i w ten sposób nie uchodzić za splamionych uczestnictwem w jej występkach. Dla tych, którzy ją spotykali, zwłaszcza rano, była ptakiem złej wróżby, a wobec towarzyszek z teatru zachowywała się bardzo gwałtownie, bo była niezwykle zawistna.Nieco później pojechała za Hekebolosem z Tyru, który został zarządcą Pentapolis, i oddawała mu najhaniebniejsze usługi, ale czymś mu się naraziła i bardzo szybko ją wygnał. Została wtedy bez środków do życia, zdobywała je więc nadal, tak jak do tego przywykła, haniebnie kupcząc ciałem. Z początku była w Aleksandrii, potem zaś objechawszy cały Wschód wróciła do Bizancjum, l w każdym mieście po drodze uprawiała swój proceder (którego nikt, jak sądzę, nie powinien nazywać po imieniu, jeżeli nie chce narazić się na gniew Boży), jak gdyby niebiosa nie chciały dopuścić, by rozpusta Teodory pozostała nie znana jakiemukolwiek zakątkowi ziemi.Oto jak przyszła na świat i jak wyrosła kobieta, która stała się zakałą rodu niewieściego i całej ludzkości. Kiedy zaś ponownie znalazła się w Bizancjum, Justynian zapałał do niej szaleńczą wprost miłością i najpierw żył z nią jak z kochanką, chociaż od razu awansował ją do godności patrycjuszki. Teodora natychmiast zdobyła ogromne wpływy, a także sporą fortunę, bo dla Justyniana, jak często bywa z zakochanymi, nie było większej rozkoszy niż obsypywać ją pieniędzmi i wszelkimi innymi faworami; zresztą podsycało tę miłość wyrachowanie polityczne. Z jej więc pomocą bardziej jeszcze niż przedtem dał się we znaki narodowi, i to zarówno w Bizancjum, jak i w całym państwie rzymskim. (...)&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;(...)Tak to Teodora, zrodzona, wychowana i wykształcona w sposób, który opisałem, bez najmniejszych przeszkód osiągnęła godność cesarzowej. Człowiekowi, który ją poślubił, przez myśl nawet nie przeszło, że robi rzecz wstrętną; a przecież mógł wybierać wśród wszystkich kobiet Cesarstwa i znaleźć niewiastę dobrze urodzoną, wychowaną z dala od świata, wiedzącą, co to wstyd, i nawykłą do skromności, nie tylko niezrównanie piękną, lecz i dziewicę, taką, o której mówią, że ma ,,strome piersi". A on, niezrażony tym wszystkim, o czym już pisałem, nie zawahał się wziąć sobie kobiety powszechnie znienawidzonej i spać z osobą, która nie tylko splamiła się różnymi występkami, lecz przez liczne poronienia stała się winna dzieciobójstwa, l doprawdy wydaje mi się, że nie muszę więcej pisać o obyczajach tego człowieka, gdyż samo to małżeństwo mówi dostatecznie dużo o jego chorej duszy i jest jakby wyjaśnieniem, świadectwem i kroniką jego charakteru. Albowiem kto za nic ma hańbę dawnych czynów i nie waha się nadal ukazywać ludziom całej ohydy swego charakteru, ten nie cofnie się przed żadnym bezprawiem i z bezwstydnym obliczem, ochoczo i bez najmniejszego trudu zmierza ku najpodlejszym zbrodniom. A jednak żaden z członków Senatu, chociaż widzieli, jak nisko upadł kraj, nie uznał za stosowne sprzeciwić się i nie dopuścić do tego małżeństwa, mimo że wszyscy oni mieli w przyszłości padać przed tą kobietą na twarz, jak gdyby była boginią; i ani jeden kapłan nie odważył się dać wyrazu swemu oburzeniu — a i oni mieli przecież później mówić do niej: “władczyni". Lud zaś, który nie tak dawno jeszcze oglądał Teodorę w teatrze, natychmiast i bez cienia wstydu zaczął się ze wzniesionymi dłońmi domagać, by wolno mu było niewolniczo jej służyć. Ani jeden żołnierz nie pomstował, że w imię interesów Teodory narażać się będzie na trudy wojaczki, i nikt w ogóle nie śmiał przeciw niej wystąpić, lecz wszyscy, sądząc widocznie, że tak im było pisane, z pokorą poddawali się nieszczęściu, upatrując w tym przejaw mocy przeznaczenia. Zaiste bowiem fortuna, kiedy kieruje losami śmiertelnych, nie dba ani trochę o to, aby wszystko odbywało się, jak przystoi, ani też aby ludzie mniemali, że wszystkim rządzi rozum. Przeto niekiedy niepojętym jakimś zrządzeniem wynosi na wyżyny człowieka, którego, zdałoby się, spotykały liczne przeciwności, f nie przeszkadza mu w żadnych jego wysiłkach; ten daje się prowadzić wszędzie, gdzie tylko ona zapragnie, ludzie zaś trzymają się z dala i bez protestu ustępują jej z drogi. Ale o tych sprawach mniemać i mówić należy to, co podoba się Bogu.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;(...) Cesarz zezwalał wielu ludziom, których zaliczał do swoich najbliższych, na różne nadużycia władzy i przestępstwa przeciwko państwu, ale kiedy wychodziło na jaw, że zdobyli znaczną fortunę, okazywało się natychmiast, że narazili się czymś jego żonie i że są u niej w niełasce. W takim wypadku cesarz nie wahał się początkowo bardzo gorąco występować w ich obronie, następnie zaś zapominał jak gdyby o swej życzliwości i niespodziewanie przestawał się o nich troszczyć. A ona natychmiast wymierzała im okrutna karę, po czym Justynian, który rzekomo nie widział, co się dzieje, bez cienia wstydu zagarniał cały ich majątek. We wszystkich tych łajdactwach działali zawsze w najlepszej zgodzie, ale na zewnątrz udawali, że różnią się w poglądach, dzięki czemu potrafili skłócić między sobą poddanych i bardziej jeszcze utwierdzić swą tyranię.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;/Prokopiusz z Cezarei, Historia Sekretna/&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RjXkuKN8mCI/AAAAAAAAADU/-sDucAeh2L4/s1600-h/TheodoraI.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5059201238088587298" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RjXkuKN8mCI/AAAAAAAAADU/-sDucAeh2L4/s400/TheodoraI.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kreator:&lt;/em&gt; &lt;em&gt;&lt;strong&gt;Christopher Sheldrake&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Data powstania: &lt;strong&gt;1993? (2000?)&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nuty głowy: &lt;strong&gt;kolendra, liść laurowy&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nuty serca: &lt;strong&gt;mirt, korzeń angeliki&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;em&gt;Nuty bazy: &lt;strong&gt;sandałowiec, paczula, balsam tolu, styraks&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-3476742829250098253?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/3476742829250098253/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=3476742829250098253' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/3476742829250098253'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/3476742829250098253'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/04/krwawy-tron-bizancjum-zbrodnicza.html' title='Ambre Sultan, Serge Lutens'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RjXtT6N8mDI/AAAAAAAAADc/ey43WTlQdWs/s72-c/Theodora_WIP_by_voodoochile969.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-3490352937409673819</id><published>2007-03-01T23:35:00.000+01:00</published><updated>2008-12-09T00:14:36.337+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Comme des Garcons'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Zagorsk, Comme des Garcons, Serie 3: Incense</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#99ffff;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#99ffff;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#99ffff;"&gt;&lt;strong&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;Bo teraz popatrz: znowu mamy śniegi&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;Szklane trumienki twych powiek pokryte&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;Zawiane usta -&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;Pajęczyny lodu&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;span style="color:#ccffff;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Śpią w twoich nozdrzach jak w maleńkich grotach&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;span style="color:#ccffff;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;Bo teraz poczuj: znowu wieją mrozy&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;Żyły twe stygną jak kwiaty na szybie&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;Na ciepłym języku usiadł anioł chłodu&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;Szronem się pokrył strop podniebienia&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color:#ccffff;"&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;Bo teraz posłysz: drwale dzwonią w drzewa&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;Sanie po śniegu jak po srebrnym chruście&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;Ptak skostniał&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;Zapadł&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="color:#ccffff;"&gt;I uderzył w biegun &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="color:#ccffff;"&gt;A dźwięk tak cienki jakby ktoś zakrzyknął&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ccffff;"&gt;/Stanisław Grochowiak, Zamieć/&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Reda0zaGLJI/AAAAAAAAADE/N_TT8VvvdQc/s1600-h/ellenai.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5037094571436551314" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Reda0zaGLJI/AAAAAAAAADE/N_TT8VvvdQc/s400/ellenai.jpg" border="0" /&gt; &lt;div align="justify"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zagorsk nie pachnie cmentarnie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zagorsk przenosi w miejsca, gdzie nie ma cmentarza, bo i po co żalnik w miejscu przez Boga przeklętym, a przez ludzi przemocą wepchniętym w komorę niepamięci. Gdzie drzwi zaparto żelazną sztabą, a klucz wrzucono w lodowatą czeluść przerębli...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W universum Zagorska sferę dźwięków i kolorów zminimalizowano, zdławiono, wypreparowano w ekscentrycznym eksperymencie określającym skalę bieli.&lt;br /&gt;W wyekstrahowanej przestrzeni rozkrólewił się przenikliwy chłód. Wiatr - hulający po bezdrożach niczym zagubiony Jeździec Apokalipsy na kościstym rumaku - wkraczając jego w strefę cichnie i zamiera. Zagorsk zionie wspomnieniem emocji tak silnej, że dogasając zostawiła po sobie próżnię, monotonne echo wycia między skostniałymi drzewami, oszronione grudy ziemi, przez które nie przebije się już soczysta młoda zieleń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ten pierwszy raz, kiedy miałam go na sobie, Zagorsk przeniósł mnie w krainę wyludnioną, którą sama przyroda spowiła całunem. Wątła chatynka na skraju tajgi, kłoniąc się ku ziemi szerokim gestem zaprasza wilgoć i chłód przez szpary. Otulony pustką samotnik łączy na wieczność białe deski martwej sosny, miażdżony marmurowymi szczękami żałoby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie poczułam niczego bardziej sugestywnego i nawet zmurszałe szczątki szacownego biskupa w krypcie (Messe de Minuit) nie były w stanie zdyskontować tego wrażenia. Zagorsk jest jedynym z pentagramu Incensów CdG, który nigdy nie poddał się mojej woli. W zetknięciu z moją skórą warzy się, kwaśnieje, obumiera. Traci swoją przejrzystość górskiego kryształu, rozpada się, murszeje. Widać niegodnam postępować w kondukcie zaledwie muśniętego białym kadzidłem obnażonego, rozkrwawionego sokiem cedru, brzozy i sosny hinoki. Gdzie szukać winowajcy? Fiołek? Nie, ten wart jest swego żywiącego się mokrą ziemią brata uwięzionego w Violetta di Parma. Chyba jednak irys, podstępny wysysacz nadziei, który rozbija mnie na drobne kryształki w Hirisie Olivii Giacobetti.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli będę chciała skruszyć w sobie wolę, położyć się i pomrzeć w poczuciu beznadziei, niczym urzędnik Czechowa, skropię się Zagorskiem...&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Evelyne Boulanger&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Rok produkcji: &lt;strong&gt;2002&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Nuty: &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;strong&gt;białe kadzidło, sosna,ziele angielskie, fiołek, cedr, irys, drewno hinoki, brzoza&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-3490352937409673819?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/3490352937409673819/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=3490352937409673819' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/3490352937409673819'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/3490352937409673819'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/03/zagorsk.html' title='Zagorsk, Comme des Garcons, Serie 3: Incense'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Reda0zaGLJI/AAAAAAAAADE/N_TT8VvvdQc/s72-c/ellenai.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-7570667493146194920</id><published>2007-02-14T17:38:00.000+01:00</published><updated>2008-12-09T00:14:37.037+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Molinard'/><title type='text'>Habanita, Molinard</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#999900;"&gt;Wiedźma z Mokradeł&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RdM70ShoZGI/AAAAAAAAACs/on-1niXEXOQ/s1600-h/photo_41_hires.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5031430978215109730" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RdM70ShoZGI/AAAAAAAAACs/on-1niXEXOQ/s400/photo_41_hires.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Habanita to jeden z kamieni milowych na szlaku mych archeologicznych poszukiwań wśród artefaktów sztuki perfumiarzy. Kamień niezmiernie istotny - bo jako jeden z nielicznych oparł się destrukcyjnej aktywności tego łobuza - Czasu, zająwszy miejsce na podium wśród takich sław jak arcydzieła rodziny Guerlainów: Shalimar, Mitsouko i L'Apres l'Ondee...&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Apel poległych dźwięczy innymi imionami, szczególnie dramatyczne okoliczności towarzyszyły jednak śmierci ulubieńców Gwiazd: ukochanych przez Marlenę Tabac Blond Carona i Bandit Pigueta, Joy Patou - oblubieńca Vivian Leigh i innego Guerlaina - L'Heure Bleue - diabli wiedzą, kto go tam szczególnie lubił...&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Habanita nawet nie drgnęła pod gradem pocisków miotanych przez czas. Z założenia nie miała być grzeczna. Elegancja fruwała jej mimo uszu. Była niepokojąca, złośliwa i zdradliwa - i taką pozostała. Nie w pełni ucywilizowana, choć pyszniąca się bogatą, pozłocistą suknią na muskularnym, gibkim ciele ciemnoskóra czarownica, która rąbkiem krynoliny zmiata kurz z brudnej polepy pośród podejrzanych czynności. &lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Weźmisz bracie czarno kure...&lt;/strong&gt; &lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Drapieżna, dzika i nieprzewidywalna, Habanita pozostaje już na poziomie nut. Wbrew temu, że nie ma w nich niemal nic, co pozwoliłoby zawczasu wysnuć teorię o kreolskiej wiedźmie na karaibskich trzęsawiskach, mistrzyni krwawej magii voodoo, siedlisku zabobonów. Cóż bardziej niewinnego niż urocza bergamotka, pokryta meszkiem brzoskwinia, dziewczęcy kwiat pomarańczy i słodka malina... Ale hola hola... Czy to nie dla dzbanka malin słowiańskie dziewczę imieniem Balladyna dźnęło nożem własną, nadgorliwie zbierającą owoce siostrę?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Malina o ponurych konotacjach wprowadza w nuty serca, nadal zamaskowane i udające, że w Habanicie ich nie ma, cicho sza! Może szczytpta ylang-ylang, kilka płatków heliotropu. Choć tak naprawdę trzeba głęboko przyjąć do wiadomości, że te ingrediencje tam tkwią, co wcale nie jest takie pewne, zważywszy mnogość partytur, którymi raczą nas autorzy stron o perfumach i witryn perfumerii internetowych.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Habanita jako całosc wręcz wibruje jedną z nut bazowych - mrocznym, lekko mdlącym mchem, choć już przeczysty cedr raczej kryje się lękliwie za skórzanym rąbkiem buta czarownicy. Gdzieś w głębi kryje się ambra, lecz nie ta słodka, raczej ta rybio-węgorzowata. Całosć emanuje wonią zaschłych, pozbawionych życia badyli, utkwionych korzeniami w mulistej, ciemnej mazi mokradeł, mrocznym obrzędem o północy wsród błędnych ogników.&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;em&gt;Habanita to zapach brudas - fizyczny i mentalny, jednak nawet przy maximum złej woli nie można mu odmówić mocy bóstw ciemnych i złych.&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="color:#999900;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RolydMw-JXI/AAAAAAAAAEc/wR15RSBg6QU/s1600-h/piratascaribe25sb6.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5082719500432713074" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RolydMw-JXI/AAAAAAAAAEc/wR15RSBg6QU/s400/piratascaribe25sb6.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rolw7cw-JWI/AAAAAAAAAEU/u9_ze7k8jmA/s1600-h/Molinard-habanitanoir.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5082717821100500322" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rolw7cw-JWI/AAAAAAAAAEU/u9_ze7k8jmA/s200/Molinard-habanitanoir.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#999900;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Kreator: ?&lt;br /&gt;Data powstania: 1921&lt;br /&gt;Projekt flakonu: Rene Lalique (1920)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#999900;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;strong&gt;Nuty głowy:&lt;/strong&gt; bergamotka,brzoskwinia,kwiat pomarańczy, malina&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nuty serca:&lt;/strong&gt; róża,jaśmin,balsamiczny ylang ylang,heliotrop, lilia&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nuty bazy:&lt;/strong&gt; ambra,mech dębowy,skóra,vanilia,piżmo, drzewo cedrowe&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-7570667493146194920?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/7570667493146194920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=7570667493146194920' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7570667493146194920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/7570667493146194920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/02/wiedma-z-mokrade.html' title='Habanita, Molinard'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RdM70ShoZGI/AAAAAAAAACs/on-1niXEXOQ/s72-c/photo_41_hires.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-647040017587316136</id><published>2007-02-05T11:03:00.001+01:00</published><updated>2011-03-21T14:48:55.447+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Editions de Parfums Frédéric Malle'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='róża'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='aoud'/><title type='text'>Une Rose, Editions de Parfums Frédéric Malle</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;strong&gt;Rebeliantka&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Do not go gentle into that good night, &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Old age should burn and rave at close of day; &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;strong&gt;Rage, rage against the dying of the light.&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Though wise men at their end know dark is right, &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Because their words had forked no lightning they &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Do not go gentle into that good night. &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Good men, the last wave by, crying how bright &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Their frail deeds might have danced in a green bay, &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;strong&gt;Rage, rage against the dying of the light.&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Wild men who caught and sang the sun in flight, &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;And learn, too late, they grieved it on its way, &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Do not go gentle into that good night. &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Grave men, near death, who see with blinding sight &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Blind eyes could blaze like meteors and be gay, &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;strong&gt;Rage, rage against the dying of the light.&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;And you, my father, there on the sad height, &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Curse, bless me now with your fierce tears, I pray. &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Do not go gentle into that good night. &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;Rage, rage against the dying of the light. &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#000000;"&gt;/Dylan Thomas, Do not go gentle into that good night/ &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RchgmFKCL6I/AAAAAAAAABw/kTS5TFbQutA/s1600-h/rossetti19.jpg"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; DISPLAY: block; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5028375191294717858" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RchgmFKCL6I/AAAAAAAAABw/kTS5TFbQutA/s400/rossetti19.jpg" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;Róża-Harfistka, pierwszą nutą ostro wnika w jaźń brzękiem naprężonych strun, trąconych w zamyśleniu - z pewną dezynwolturą - opuszkami palców. Srebrzysty akord rykoszetem odbity od ścian nabiera mocy - osacza, pęta, wiąże, przykuwa bezkompromisowo i bez negocjacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest w tym jej zdecydowanym wtargnięciu w osobistą przestrzeń coś z kakofonii dźwięków wypełniających gmach filharmonii na kilka chwil przed ukłonem dyrygenta. Motyli trzepot wachlarzy, szelest sukni w nagłym pochyleniu ciała, mrowiący dotyk rozpalonych dłoni, blask świateł odbitych w diamentowej kolii. Dysonanse raz po raz wlewają jad do ucha, lecz pewność następującej po nich, odegranej z wirtuozerią symfonii łagodzi zgrzytliwy jęk strojonych skrzypiec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Une Rose wprawia powietrze w spazmatyczny ruch, jak gdyby ktoś, wchodząc do pomieszczenia, poruszył tysiąc kryształowych dzwoneczków zawieszonych u drzwi.&lt;br /&gt;Drobinki ozonu spłoszone jej ekspansywną urodą czmychają w popłochu, ustępując miejsca woni wybornego burgunda, oglądanego pod światło za barierą przezroczystego szkła. Rubinowa czerwień płynie rozżarzoną lawą długim labiryntem żył, lekkim rauszem oszałamia zmysły. Kryształowe dzwonki, choć uspokojone, nie milkną całkowicie. Jeszcze przez jakiś czas odzywają się pod wpływem tchnienia wiatru, perlistym śmiechem przecinając przestrzeń. Lecz Róża nabiera dystynkcji, dostojeństwa. Jej nagość nie jest lubieżna ani wstydliwa - jak w antycznym Rzymie staje się niezbędnym atrybutem boskości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rchg2lKCL7I/AAAAAAAAAB4/wcjmSgcJY2I/s1600-h/250px-Proserpine.jpg"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; FLOAT: right; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5028375474762559410" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rchg2lKCL7I/AAAAAAAAAB4/wcjmSgcJY2I/s320/250px-Proserpine.jpg" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt; Une Rose to sen na wpół oszalałego wampira-florysty, żywiącego kwiaty krwią. Gdyby miała twarz, nosiłaby z dumą wyraziste rysy prerafaelickiej muzy, Jane Burden Morris. Gdyby miała przeszłość, nazywałaby się Erzsébet Bathory. To Róża Absolutna, Róża Imperatorska, Róża Pijana Potęgą, z gatunku tych łamiących wolę Małych Książąt zagubionych w czasoprzestrzeni. Róża Inspiratorka. Skrzydlata Rebeliantka contra reszta świata. Anat zbuntowana, wiodąca na barykady mizerne okruchy dnia wbrew stagnacji, na przekór inercji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jej protest-song kruszy szkło i trwa, i trwa, i trwa do chwili, gdy konająca Banshee wyda ostatni przejmujący krzyk, padając na deski teatru świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz gdy umilkną owacje i opadnie kurtyna, Dark Lady wstanie, zbierając zakurzone fałdy sukni, pośpiesznie wróci w bezpieczne mury własnego domu (my home is my castle, isn’t it?), zawiąże fartuszek i jak gdyby nigdy nic, podśpiewując, zacznie smażyć różane konfitury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten nagły zwrot od błyskotliwego wyczucia dramatu do przytulnej codzienności ostatniego aktu jest tak nieoczekiwany, tak szokujący! Tak dezorientuje zmysły, rujnując wiarę w sens empirycznego poznania.&lt;br /&gt;Niestosowny happy end nie pozwala swobodnie cieszyć się dogasającym pożarem emocji, każe rozniecić je na nowo kolejnym przyciśnięciem pompki.&lt;br /&gt;I znów rozbrzmiewa srebrzysty śmiech dzwoneczków, wino rozlewa się krwawą strugą, a gęstniejąc metamorfuje w smakowitą konfiturę, którą smaży zaaferowana wampirzyca. Demony zrzucają czarne peleryny, żądne już nie parującej krwi z rozszarpanych ciał, a zwykłych ludzkich przyjemności. Dumne boginie zstępują z marmurowych cokołów wiedzione węchem w krainę złudnej łagodności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadal ciepła, wciąż zmysłowa w swej ostatniej, słodkiej, balsamiczno-drzewnej nucie, nagle odarta z czarnych skrzydeł, pozbawiona ostrych kolców Róża Fléchiera przywodzi na myśl dziecięce wspomnienia: domek z solidnych, drewnianych bali, trzaskający ogień w kominku. Szczęście. Kudłaty pies pod stołem i kot na zapiecku. Różane konfitury mieszane drewnianą kopyścią w żeliwnym garze. Świat marzeń niedbale, a może ze złością, ciśnięty kiedyś w szufladę, między stertę niepotrzebnych szpargałów, odnaleziony przypadkiem i troskliwie odkurzony. Może się jeszcze przyda, gdy reanimowane nadzieją, lśniące czernią skrzydła zmiotą w locie szarość egzystencji, nie dając światłu się zmroczyć.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rcr05ShoZEI/AAAAAAAAACU/dRX8ouNOBP8/s1600-h/spilt-red-wine.jpg"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; DISPLAY: block; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5029101198975198274" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Rcr05ShoZEI/AAAAAAAAACU/dRX8ouNOBP8/s400/spilt-red-wine.jpg" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;Kreator: &lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;strong&gt;Edouard Fléchier&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Data produkcji: &lt;strong&gt;2003&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nuty: &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-647040017587316136?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/647040017587316136/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=647040017587316136' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/647040017587316136'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/647040017587316136'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/02/une-rose.html' title='Une Rose, Editions de Parfums Frédéric Malle'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RchgmFKCL6I/AAAAAAAAABw/kTS5TFbQutA/s72-c/rossetti19.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-2071656440147098777</id><published>2007-01-30T19:58:00.002+01:00</published><updated>2011-03-14T10:37:01.781+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w kolekcji'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Armani  Privé'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Bois d'Encens, Giorgio Armani Privé</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#333333;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family:georgia;font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Perfekcyjna Niedoskonałość&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#333333;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Zeuksis i Parrazjos toczyli zawzięty bój na niwie Sztuki. Obaj byli mistrzami w umiejętności stwarzania malarskich złudzeń optycznych. W końcu doszło między nimi do swoistego pojedynku na pędzle. Zebrany tłum miał wydać werdykt, patrząc na dzieła każdego z nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zeuksis przestawił zgromadzonym kompozycję przedstawiającą winogrona.&lt;br /&gt;Widzowie westchnęli z zachwytu. Owoce oddane były z taką prawdą, że ptaki przylatywały, żeby się nimi uraczyć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy umilkła entuzjastyczna wrzawa wystąpił Parrazjos, przedstawiając sędziom swoje malowidło ,przesłonięte luźno spływającą draperią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Zdejmże zasłonę z obrazu, jeśli chcesz, aby go widziano – wykrzyknął zniecierpliwiony Zeuksis.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak to właśnie zasłona była tematem obrazu. ..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zeuksis uznał się za pokonanego. Trzeba było wielkiego talentu, by oszukać ptaki, ale oszukać Zeuksisa mógł tylko prawdziwy mistrz.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color:#333333;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RlBWaMe0afI/AAAAAAAAAD8/BDq85Gm8MyA/s1600-h/giger_li2_photo_01_dl.jpg"&gt;&lt;span style="color:#333333;"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: left; MARGIN: 0px auto 10px; DISPLAY: block; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5066644588818885106" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RlBWaMe0afI/AAAAAAAAAD8/BDq85Gm8MyA/s400/giger_li2_photo_01_dl.jpg" /&gt; &lt;/span&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#333333;"&gt;&lt;em&gt;Sława wyprzedzała go o lata świetlne. Lotna i śmigła, niecierpliwie wciskała się w zakamarki wyobraźni, łaskocząc pobudliwe nadzieje:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kadzidło pewną dłonią zrywające doskonałość... Kadzidło wierne... Kadzidło krystaliczne... Kadzidło utkane z dziecięcych wspomnień - przez wiele lat zarezerwowane wyłącznie dla swego Pigmaliona, Giorgio Armaniego, który jak skąpiec chciał zagarnąć go tylko dla siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...Czekałam na Avignon pozbawiony wyziewów zgnilizny i rozkładu, Messe obrabowane z grozy sennych koszmarów. Chciałam zagubić się w labiryncie strzelistych filarów zanurzonych w wieczności, zadrzeć głowę wysoko, wypatrując konstelacji gwiazd wymalowanych na sklepieniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekałam, aż kwintet pięciu perfekcyjnie, z ascetyczną precyzją dobranych składników z brawurą odegra finalne Hallelujah Heandla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aż rozsypią się mury Jerycha, sinousty Archanioł runie w dół na szarzejących w locie, zwiotczałych skrzydłach, a niebo otworzy swe podwoje, raz na zawsze niwecząc palącą potrzebę sięgania wciąż dalej i dalej po kolejne eliksiry marzeń uwięzione w szklanych twierdzach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bois d’Encens to opowieść Kłamcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...Baron Münnhausen wkracza z fasonem.&lt;br /&gt;Wibrujące werble pieprzu pijanego potęgą, wiercącego w nosie aż do całkowitego zatracenia w kłębowisku barw, wirujący wehikuł czasu i przestrzeni konstruuje moment zachwycenia, w którym łatwo uwierzyć, że ta przejmująca solówka otworzy niebo złote Baczyńskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... („Marco, jak ty pięknie kłamiesz!”)...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz gdy tylko ostre ziarenka przestają mrowić zmysł powonienia, ciało astralne z zawrotem głowy ląduje gdzieś w czasoprzestrzeni niebytu, w której dźwięk ginie bez echa, odsłaniając wnętrze niewielkie i ciemne. Mały wiejski kościółek na skraju lasu. Rzeźbioną ambonę, z której wysokości raz na tydzień cień znudzonego księdza o potarganych siwych włosach ze słabnącym przekonaniem, do pustych ławek, wygłasza blade prawdy o piekle i sprawiedliwości Bożej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słaba, delikatna woń starego drewna każe pamięci błądzić niepewnie po zapomnianych, nigdy nie odwiedzanych zakamarkach. Lecz nim zdążymy rozsmakować się we wspomnieniu, wnętrze pęcznieje, sklepienie oddala się na strzelających w górę filarach, drewno przepoczwarza się w przesycony kadzidłem kamień, przepruty kobaltowym błękitem wysokich witraży. Nirwana zstępuje smugą przymglonego światła, rozszczepiając mrok, kładąc palec na ustach z apodyktycznym żądaniem milczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, Bois d’Encens należy do zapachów wibrujących ciszą. Właśnie przerażającą ciszą absolutu, a nie modlitewnym skupieniem. Emanuje pustką, próżnią absolutną, całkowitym wyparciem intelektu. Spojrzeniem, z tępą gorliwością zatopionym w dogmatach.&lt;br /&gt;O tych perfumach mówi się, że są bodaj najdoskonalszym odtworzeniem atmosfery kościoła. I może tu właśnie leży przysłowiowy pies pogrzebany – w monolicie Bd’E nie ma skazy. W Bois d’Encens brakło tej jednej rysy, pęknięcia tafli, która pozwala pamiętać, że mamy do czynienia z zapachem - wehikułem czasu i przestrzeni, nie z płaską rzeczywistością konkretu. Ewokuje wizję prawdziwej katedry, lecz gdy otwieramy oczy katedry nie ma, jest tylko jej nikły olfaktoryczny ślad. I czegoś zaczyna brakować.&lt;br /&gt;Poczułam się oszukana w ciszy pokoju, ograbiona z witraży, ogołocona z ornatów, z mdłym cienkuszem podanym w prostej, obrażającej zwyczajnością szklance w miejscu złocistego kielicha wysadzanego klejnotami o kaboszonowym szlifie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z trzewi doskonałości Bois d’Encense dochodzi złośliwy chichot kardynalnego błędu Mimesis. A Mimesis – jak rzecze Deleuze – „to bardzo zły pomysł”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bois d’Encens, ten „cień idei”, wznieca we mnie bunt, sprzeciw i niechęć splecione z żarliwym dysonansem pożądania. Bo - tu paradoks – uważam go za piękny, choć w dziwny, pedantyczny sposób. To zapach wybitny, skonstruowany z tą niewiarygodną szlachetnością, jaką zapewnia wyłącznie minimalistyczna oszczędność środków wyrazu, doskonale dopasowanych składników. Elegancki, jak zaprasowane w ostry kant spodnie z klasycznego garnituru Armaniego. A ten cudowny w swojej wyrafinowanej prostocie flakon z afrykańskiego drewna kotibe, zwieńczony onyksem! Już on sam budzi chęć posiadania - jak perfekcyjna rzeźba współczesna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myśląc o Bois d’Encens czuję żal. Bo nie olśnił i nie poraził, bo zaczyna się jak Ouarzazate, a kończy jak Avignon, bo ulatnia się z taką szybkością, jak wszystko, na co czekaliśmy zbyt długo, zbyt łapczywie. Bo nie potrafię go wziąć na arkan, spętać, zatrzymać przed sobą i z matematyczną precyzją oddzielić sacrum od profanum. Bo nie potrafię go chcieć i nie umiem się go wyrzec, zawieszona w lepkiej pajęczynie niezdecydowania, jak uczony, kurczowo trzymający się idei, o której wie, że przeczy wszelkim zasadom racjonalizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będzie pointy. Może kiedyś zatroszczy się o nią los.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RcCFjr5TByI/AAAAAAAAABI/v8-BO7PHZvg/s1600-h/A004_L.jpg"&gt;&lt;span style="color:#333333;"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; FLOAT: left; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5026164032270436130" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RcCFjr5TByI/AAAAAAAAABI/v8-BO7PHZvg/s320/A004_L.jpg" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#333333;"&gt;&lt;strong&gt;Privé Bois d'Encens, Giorgio Armani&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Kreator: Michel Almairac&lt;br /&gt;Rok powstania: 2004&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuta głowy: Shinus Molle, kilka gatunków pieprzu&lt;br /&gt;Nuta serca: wetiwer&lt;br /&gt;Nuta bazy: kadzidło &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-2071656440147098777?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/2071656440147098777/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=2071656440147098777' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/2071656440147098777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/2071656440147098777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/01/perfekcyjna-niedoskonao.html' title='Bois d&apos;Encens, Giorgio Armani Privé'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RlBWaMe0afI/AAAAAAAAAD8/BDq85Gm8MyA/s72-c/giger_li2_photo_01_dl.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-9221623144811992443</id><published>2007-01-14T12:39:00.000+01:00</published><updated>2008-12-09T00:14:37.943+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ambra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parfums d&apos;Empire'/><title type='text'>Ambre Russe, Parfums d'Empire</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#ff0000;"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Cień Massolitu&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffcc66;"&gt;&lt;em&gt;Pijacy są to ludzie, którzy piją do dna i duszkiem.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffcc66;"&gt;&lt;em&gt;Ale krzywią się, bo na dnie widzą znów siebie.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffcc66;"&gt;&lt;em&gt;Przez szyjkę butelki obserwują dalekie światy.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffcc66;"&gt;&lt;em&gt;Gdyby mieli silniejszą głowę i więcej smaku, byliby astronomami.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color:#ffcc66;"&gt;/Z. Herbert, Pijacy/&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;Szarpiduch dziki i nieokiełznany jak Kozacy Szołochowa. Turpista ponury, unurzany w mroku, rozmiłowany we własnym szaleństwie. Zbijający z tropu skandalista. Ekscentryk. Mistrz paradoksu. Birbant i pokutnik…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ambre Russe to zapach gdzieś z antypodów cywilizacji. Jakże daleki od wszystkiego, co ugłaskane, precyzyjnie wycyzelowane troskliwą dłonią arcymistrza-dworaka. Przeciwnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkiego zdaje się w nim być w nadmiarze ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… Za dużo grzechu, zbyt wiele pokuty, zbyt jaskrawe odkupienie …&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To zapach „niestosowny”, kłopotliwy - Enfant Terrible na Salonach. Afront skrytobójczo wbity w plecy konwenansu. Bolesny, trudny bunt pierwszych aniołów, sekundant wysłany Bogu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potraktuj go z powagą cmentarnych obrzędów, a stłamsi cię z niezawodnym instynktem Dostojewskiego. Złośliwie podłoży nogę i z zacietrzewieniem kopnie w nerki. Uderzy w twarz na odlew, by zaraz paść na kolana i nurzając się w prochu, ze szlochem błagać o wybaczenie. Jest taki nieszczęśliwy! Jak cierpi dźwigając te dwie skrzyżowane belki szaleństwa i arogancji! Z jaką dumą obnosi swą obraźliwą odmienność!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... Opar samogonu, który osacza wraz z pierwszą rozpyloną mgiełką, całą świtę Bachusa byłby władny pośpiesznym korowodem doprowadzić na zebranie Anonimowych Alkoholików.&lt;br /&gt;… I ta nuta pijacka czepia się życia z uporem Rasputina, łapczywie anektuje przestrzeń, odmawia zejścia ze sceny tuż po pierwszym akcie jak należało i jak przewidziano w scenopisie. Łopocze ponad całą sztuką jak zdobyty sztandar, jak diabeł w jasełkach wyskakuje w antrakcie strasząc widzów złaknionych Dramatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… To trudna nuta. Potężny zgrzyt, dysonans, którego nie można zignorować. Lecz w której (o zgrozo!) da się rozsmakować. Bo przy całych swych ekscesach godnych wolandowej świty to jedna z dwóch najpiękniejszych, najszlachetniejszych ambr, jakie znam. Woń, która przemocą wdziera się w bastiony wyobraźni, by doszczętnie ją zdekonstruować i na gruzach wznieść własne fantasmagorie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, przyznaję - Ambre Russe na łeb na szyję pędzi zagubioną autostradą wprost ku samozatraceniu w niesmaku, jednak od pospolitego żula różni się dokładnie tym, czym od zalanego w trupa chama różnił się Jesienin, Wysocki, albo i taki nasz Bursa czy Wojaczek. W zachowaniu różnica - przyznaję - niewielka, dezynwoltura wobec oczekiwań społeczeństwa istotnie naraża filistra na wstrząs i traumę przez lata świetlne, ale... chapeaux bas! …mamy przed sobą geniusz! Wstyd publicznie pokazać się z bełkoczącym pijaczkiem, żenada wonieć samogonem, lecz to, co pozostaje po Ambre oraz per analogiam nędznym życiu owych barwnych panów to sama esencja smaku. Główna nagroda w olfaktorycznej loterii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;…I nic to, że ciężki jak suknia koronacyjna carycy, gorący i suchy jak step, chrypliwy niczym głos Władimira Wysokiego, i - powiedzmy to w głos – ekscytujący, ale i męczący jak długa podróż koleją transsyberyjską … Nic to, że chcąc go nosić, do koszyka odwagi musisz wrzucić szczyptę masochizmu, bo w antychambre’ach raju czyha na śmiałka kadzidło ciemne, gęste, chropowate, podrażnione jeszcze suchym wiórem kminku i koriandru, a w zamian rozerotyzowane elektrycznym ładunkiem mocnej herbaty z cynamonem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W swej bizantyjsko-barokowej przesadzie paradoksalnie zdaje się wysmakowany i harmonijny – ów Ambre Russe, cały utkany ze światła i nocy. Plączący w mrok grubą, pozłocistą nić, warkocz komety w odmętach ciemności...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Ra-JMr5TBxI/AAAAAAAAAA8/NW4UwL0X7B0/s1600-h/Philosopher%20in%20Meditation%20(Rembrandt).jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5021382960575874834" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Ra-JMr5TBxI/AAAAAAAAAA8/NW4UwL0X7B0/s400/Philosopher%2520in%2520Meditation%2520(Rembrandt).jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To właśnie to rembrandtowskie chiaroscuro - w którym rozproszone światło ze złowieszczą łagodnością, miękkim gestem pieści spękane krakelury - bezwzględnie odziera Ambre z piętna upadku ostatecznego, pozbawia złudzeń co do stopnia własnego zwulgaryzowania, w zamian nobilitując, naznaczając stygmatem szlachetności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak staje przed nami rosyjski poete-maudit o chorej duszy i fascynującym intelekcie.&lt;br /&gt;Mroczny, posępny, rozkudłany – oszalały Mistrz po stracie Małgorzaty, wzniosły i przeklęty ;), nurzający ideały w błocie, by zbrukane wznieść na piedestał. Godny pożałowania, wart bezgranicznego podziwu.&lt;br /&gt;Uwolniona z okowów codzienności Małgorzata udzielająca absolucji na dorocznym balu potępieńców u Wolanda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I - u kresu dnia - ten zapach niedostosowania, aktywnej niezgody na świat, stał się częścią tej faustowskiej „siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”…&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffffcc;"&gt;&lt;em&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kreator: Marc-Antonio Corticchiato&lt;br /&gt;Data powstania: 2005&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty głowy: szampan, wódka&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffffcc;"&gt;&lt;em&gt;Nuty serca: herbata, kadzidło, kminek, koriander, cynamon&lt;br /&gt;Nuty bazy: szara ambra, nuty waniliowe, skóra&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-9221623144811992443?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/9221623144811992443/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=9221623144811992443' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/9221623144811992443'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/9221623144811992443'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/01/ambre-russe.html' title='Ambre Russe, Parfums d&apos;Empire'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/Ra-JMr5TBxI/AAAAAAAAAA8/NW4UwL0X7B0/s72-c/Philosopher%2520in%2520Meditation%2520(Rembrandt).jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-3607864353021503653</id><published>2007-01-11T12:43:00.000+01:00</published><updated>2008-12-09T00:14:38.330+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='L&apos;Artisan Parfumeur'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Comme des Garcons'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Passage d'Enfer, L'Artisan Parfumeur vs Avignon, Comme des Garcons, Serie 3: Incense</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:180%;color:#993399;"&gt;&lt;strong&gt;Buta Biskupa&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#ff6600;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#ff6600;"&gt;&lt;strong&gt;L'Artisan Parfumeur - Passage d'Enfer&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie znając tego zapachu, ostrzyłam ząbki na coś bardziej mrocznego, wygrywającego potężne akordy ciężkich nut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RaYneL5TBvI/AAAAAAAAAAc/lCYB3I5tQqQ/s1600-h/200px-Barbara_Radziwill_ZjawaBarbary_19th_century.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5018742234293667570" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RaYneL5TBvI/AAAAAAAAAAc/lCYB3I5tQqQ/s400/200px-Barbara_Radziwill_ZjawaBarbary_19th_century.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Prawdę mówiąc po takiej nazwie spodziewałam się czegoś conajmniej w stylu Rodinowskiej Bramy Piekieł, za którą rwące włos z głowy potępione dusze wiją się w konwulsjach żalu za okazją do grzechu, spazmatycznie łkają, podpatrując przez lekko uchylone drzwi obmierzły świat utraconych możliwości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Partytura nut łudziła obietnicą patosu Orfeuszowego lamentu za Eurydyką, krzyku obdartego ze skóry Marsjasza, szaleństwa Joanny Kastylijskiej przez 3 lata przemierzającej kraj w żałobnym kondukcie za trumną małżonka, Mistrza Twardowskiego wywołującego ducha Barbary Radziwiłówny ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Passage koncertując nie łamie fortepianów emocji…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co daje w zamian, jest zupełnie dobre, choć czy wystarczająco, żeby nakarmić pożądliwe demony wyobraźni? Po zużyciu 1/3 objętości flakonu wciąż tego nie wiem, miotając się w szponach ambiwalencji i relatywizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… Dość nieoczekiwanie Bramy Piekieł okazały się romantyczne, zadumane jak Mefistofeles Antokolsky’ego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Delikatne, czułe i troszkę zdradzieckie w swym lekko onirycznym umiłowaniu&lt;/em&gt; venustas&lt;em&gt;…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak znienawidzona przeze mnie lilia czai się pod powierzchnią, mając wszakże tyle taktu, by nie pchać się ze swą ekspansywną wulgarnością na zewnątrz. Jej obecność nadaje jednak całości chorobliwego erotyzmu rysunków Aubreya Beardsleya,&lt;/em&gt; fin-de-sieclowej&lt;em&gt; dekadencji poezji Charlesa Baudelaire'a, piękno silnie podszyte piętnem rozkładu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak mogłaby pachnieć Margueritte Gaultier, lub prerafaelicka Ofelia chwiejąc się nad strumieniem.&lt;br /&gt;„Idź do klasztoru Ofelio? Idź do diabła Hamlecie!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… Lekkie kadzidło Passage to cień zapachu, który wgryzł się w omszałe mury kościółka na krańcach świata. Niesie z sobą ciszę i melancholię oksfordzkich cmentarzyków w zamglonym świetle poranka. I gdyby nawet rozrósł się do rozmiarów katedry, już w akcie narastającego crescenda zacząłby porastać pajęczyną, jak z animacji Bagińskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś zresztą na forum Gazety napisał, że Passage jest takim zapachem, który mógłby nosić autor „Katedry” Jacek Dukaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to nie dla Dukaja jest aromat, nie - lecz dla jednego z jego bohaterów. To Hieronim Berbelek z pierwszych kart „Innych Pieśni”, nim jeszcze Szulima Amitace przywróciła w nim ducha strategosa. Ta delikatna woń emanuje sybaryckim rozkochaniem w luksusie i organiczną niechęcią do podejmowania decyzji człowieka przyzwyczajonego do rozpamiętywania rozbitych na drobne kawałki szkła dążeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… W pierwszym drgnieniu złaknionych kadzidła nozdrzy zdaje się być nieuchwytnie podobny do ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#cc0000;"&gt;&lt;strong&gt;Comme des Garcons, Serie 3: Incense - Avignon &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RaYml75TBuI/AAAAAAAAAAU/qH-jSz8B2eo/s1600-h/Avignon1.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5018741267926025954" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RaYml75TBuI/AAAAAAAAAAU/qH-jSz8B2eo/s400/Avignon1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... ale było to tylko przelotne wrażenie. Natężeniem Passage ma z nim tyle wspólnego, co Sonata Księżycowa z Etiudą Rewolucyjną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Avignon to potężna katedra w trakcie celebry, katedra o fundamentach bogactwa i pychy, wsparta filarem dumy i katarskiej herezji. ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyniosły i dumny jak osamotniona Citadelle Les Baux, smagana gorącym podmuchem monsunów Avignon zaludniają cienie bogato odzianych purpuratów o smukłych palcach, uginających się pod ciężarem drogich kamieni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Avignon to ryk chorału z tysiąca gardeł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Avignon wypełnia intryga, kolejni antypapieże spadają ze swych tronów, pozwalając następcom coraz wyżej wznosić sklepienie ambicji wspartej wątłymi żebrami krzyża gasnącej wiary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RaYmEb5TBtI/AAAAAAAAAAM/poCPI91uwZA/s1600-h/800px-Jean_Paul_Laurens_Le_Pape_Formose_et_Etienne_VII_1870.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5018740692400408274" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RaYmEb5TBtI/AAAAAAAAAAM/poCPI91uwZA/s400/800px-Jean_Paul_Laurens_Le_Pape_Formose_et_Etienne_VII_1870.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Avignon to krew, śmierć i wielka historia. To wstrętna historia.&lt;/em&gt; Horror Vaticanus&lt;em&gt;. Zwłoki Formosusa wywleczone z grobu, by odziać je w szaty pontyfikalne i po krótkim procesie poddać ekskomunice na synodzie zwanym później „trupim”,&lt;/em&gt; synodus horrenda&lt;em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aż wreszcie ta imponująca konstrukcja łamie się z trzaskiem, by legnąć w gruzach przyziemnej wanilii...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… Avignon jest wielki jak opactwa Cluny I, II i III razem wzięte, lecz jego finał przypomina smętny koniec katedry w Bauvais.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieć na sobie Avignon, to jakby paść na kolana przed geniuszem dawnych budowniczych, wzbudzić w sobie pragnienie dokonań, które przetrwają stulecia, patrzeć w przyszłość i przeszłość w tej samej chwili, by wreszcie skończyć, popijając przez rurkę shake'a z pobliskiego McDonalda, topiąc lejący się z nieba żar i nieznane wcześniej pożądania w błahej, dobrze znanej, bezpiecznej słodyczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coś w nim zwyczajnie zgrzyta.&lt;br /&gt;Mroźną zimą zdaje się być przeraźliwie zimny, ale wzniosły i potężny.&lt;br /&gt;W cieple wiosenno-letnich popołudni brzmi upiorną, mdlącą wonią zgnilizny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kadzidło jest odwzorowane niemal idealnie, a jednak albo bez zrozumienia, albo celowo sprofanowane w rozhisteryzowanym mariażu fascynacji japońskiego zleceniodawcy wielką religią i iście samurajskiego wstrętu wobec zbroczonego krwią Boga, który pozwolił sobie skonać śmiercią hańbiącą, zarezerwowaną dla niewolników i pariasów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… Ale to tylko mała skaza, nadająca wyjątkowości …&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffffcc;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Passage d'Enfer&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffffcc;"&gt;Nuty:&lt;br /&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Olivia Giacobetti&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Rok produkcji: &lt;strong&gt;2000&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nuty:&lt;br /&gt;– &lt;strong&gt;róża, imbir &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;– &lt;strong&gt;kadzidło, biała lilia, drzewo cedrowe, kora aloesowa &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;– &lt;strong&gt;benzoes, sandałowiec, piżmo &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Avignon&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Bertrand Duchaufour&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Rok produkcji: &lt;strong&gt;2002&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffffcc;"&gt;Nuty: &lt;strong&gt;rzymski rumianek, czystek, elemi, kadzidlo, wanilia, paczula, palisander, nasiona ambrette &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-3607864353021503653?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/3607864353021503653/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=3607864353021503653' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/3607864353021503653'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/3607864353021503653'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/01/buta-biskupa_11.html' title='Passage d&apos;Enfer, L&apos;Artisan Parfumeur vs Avignon, Comme des Garcons, Serie 3: Incense'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8mTODCgqvfc/RaYneL5TBvI/AAAAAAAAAAc/lCYB3I5tQqQ/s72-c/200px-Barbara_Radziwill_ZjawaBarbary_19th_century.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-116838102697773131</id><published>2007-01-09T22:55:00.000+01:00</published><updated>2008-01-03T19:15:05.511+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='L&apos;Artisan Parfumeur'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serge Lutens'/><title type='text'>Dzing!, L'Artisan Parfumeur</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Zaczęło się jak u filmowego mistrza suspensu. Od trzęsienia ziemi. A potem napięcie systematycznie rosło, neurony przekaźnikowe nie nadążały z przetwarzaniem impulsów przesyłanych do mózgu, wirtuozerskie Capriccio Olivii Giacobetti przejęło dyktatorską władzę nad rozszalałą wyobraźnią, pogrążając ją w permanentnym chaosie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Daje kopa? Och i jak jeszcze! ...jak Bruce Lee, Jackie Chan i Jet Li razem wzięci. Plus paru pomniejszych „kopańców” w baletach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... Ponoć inspiracją dla niego był cyrk...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... Nie lubię cyrku, więc wyparłam go ze świadomości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... Zamiast tego w Dzingu! czuję polowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dość niekonsekwentnie, bo tej formy "kontaktu" ze zwierzętami nienawidzę bardziej nawet niż cyrku. A jednak Dzing! to atmosfera podekscytowania - głośne śmiechy, zuchwałe przechwałki, sprośne żarty, grube przekleństwa, zapach prochu i solidnej skórzanej rękawicy, na której przysiadł zakapturzony, niespokojny sokół. Dzing! to krzyk spłoszonych ptaków i lśniące oczy podekscytowanych dam, rozsiewających wokół aurę różanych perfum i bezmyślnego okrucieństwa - lekarstwa na dworską nudę. Dzing! to zapowiedź gorączkowego, namiętnego seksu na leśnym poszyciu, wśród rozrzuconych konarów stuletnich drzew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/2388/3943/1600/50205/drsg066.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/2388/3943/400/798757/drsg066.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Ubierając Dzinga! mam ochotę powiedzieć sobie "Du richst so gut", czując się jak owa olśniewającej urody dama w szkarłatnej sukni, która w teledysku grupy Rammstein wdaje się w niebezpieczny romans z wilkołakiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie potrafię doszukać się w Dzingu! pierwiastka "zabawności", o której wiele osób napomyka. Jest tak niezwykły, tak przewrotny, tak skomplikowany! To nie perfumiarski żart. Owszem, pulsuje podskórną energią i aż iskrzy od humoru, ale – na Bogów! – nie jest „śmieszny”. Tak jak nie jest śmieszny ten, który w towarzystwie opowiada najlepsze dykteryjki. Jest wyłącznie generatorem dobrego samopoczucia, swobody, pewności siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W moim subiektywnym odbiorze Dzing! jest szalenie gwarny, ruchliwy. Skórzane nuty splatają się z drzewno-kwiatowym aromatem w czarowny warkocz możliwości. Moja skóra bezwstydnie go wysładza, uporczywie wydobywając na wierzch aksamitnie czarną, dekadencką różę. Pierwszy raz czuję, że ta róża naprawdę mnie pociąga, nie odstręcza jak martwe płatki Tresora czy wyrzucony, niepotrzebny kwiat w suchym pyle drogi w Safari. Olivia Giacobetti niewątpliwie posiadła niezwykły dar interpretacji zapachu kwiatów. Kocham jej traumatyczną lilię w Passage d'Enfer, pociąga mnie figowiec w Premier Figuier, a w końcu dałam zauroczyć się zdradzieckiej róży. Róży! – która w źle sprokurowanym mariażu ze spirytusem traci wszelki elan vital, joie de vivre i chęć na flirt ze skórą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć trzeba przyznać, że Dzing! potrafi być też irytująco kapryśny. Czasem z kufra podświadomości wyciąga upiora. Straszy zapachem gryczanej kaszy i lekkiej spalenizny. I niby nie wystarcza to, żeby przestać się opychać, lecz już nie sposób delektować się niezrównanym smakiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bywa mroczny (to lubię!), choć nie w ten sposób, co również skórzany, lecz diametralnie różny w odbiorze &lt;strong&gt;&lt;span style="color:#006600;"&gt;Daim Blond&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; Lutensa. Daim brak tej kordialnej rubaszności, która wyziera spoza arystokratycznej warstwy Dzinga!. Daim jest wysublimowany i wyrafinowany do bólu. Jeśli Dzing! jest luźną grubą rękawicą z przycupniętym sokołem, dzieło Lutensa przypomina miękko wyprawioną, cienką skórkę lśniącej rękawiczki, ciasno naciągniętej aż po łokieć na bladą rękę czarownicy. Jest w nim coś złowieszczego, zimnego, jakieś wyobcowanie. Jakby tkwiąca u podstaw twórcza niestosowność, która w interpretacji mistrza staje się arcydziełem, a w wykonaniu innych śmiesznym knotem – ot, Goplana na Harley’u, w oparach spalin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzing! to siła i gotowość do konfrontacji twarzą w twarz, Daim Blond to podstępne knowania i wyrafinowane zaklęcia szeptane w ponurym lochu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie spodziewałam się aż tak wielkiej eskalacji olśnienia. Odnalezienie artefaktu dziwactwa usatysfakcjonowałoby mnie w pełni. Zamiast tego znalazłam jeden z tych Trzech, bez których trudno się obejść. Był taki krótki czas, gdy Dzing! wziął nawet górę nad Kyoto (sic!). &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tę historyczną chwilę porażki upamiętnił nawet częstochowski rymik:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kyoto w kącie leje ślozy,&lt;br /&gt;Dzing! sromotnie mu dołożył,&lt;br /&gt;Wieść rozchodzi się od rana,&lt;br /&gt;z Brzdękiem spadła w dół katana,&lt;br /&gt;bo Toccaty serce wzięło&lt;br /&gt;Pani Giacobetti dzieło”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak to nie była prawda.. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie nie cała, bo choć ten L’Artisan wbił się w mój umysł jak Excalibur w skałę, to Kyoto jest Graalem ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffffcc;"&gt;Kreator: Olivia Giacobetti&lt;br /&gt;Rok produkcji: 1999&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nuty głowy – biały irys, imbir&lt;br /&gt;Nuty serca – biały cedr, świeża kawa, żonkil&lt;br /&gt;Nuty bazy – szafran, piżma, benzoes, nuty skórzane (kastoreum) &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/2388/3943/1600/260798/06_du_riechst_so_gut_98_01.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/2388/3943/1600/893659/drsg02.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-116838102697773131?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/116838102697773131/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=116838102697773131' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/116838102697773131'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/116838102697773131'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/01/dzing.html' title='Dzing!, L&apos;Artisan Parfumeur'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-116830161033437998</id><published>2007-01-09T01:04:00.003+01:00</published><updated>2011-01-16T17:39:33.915+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Comme des Garcons'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kadzidło'/><title type='text'>Kyoto, Comme des Garcons, Serie 3: Incense</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#ff0000;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Dusza Samuraja&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Miecz był koroną jego sztuki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nocami, w bladym świetle księżyca, po tysiąckroć skuwał, rozcinał i bez końca łączył lśniące płatki, między warstwy kładąc modlitwy i mroczne zaklęcia.&lt;br /&gt;A kiedy przyszedł czas próby, kilkanaście par chciwych oczu wpiło się w jego dłonie, czyhając na błąd, gdy bezlitosnym świstem łączył niewidoczne punkty z dwóch stron szyi skazańca.&lt;br /&gt;... Więzień poddał się woli Miecza, a spokój i cisza spadły na niego chłodnym blaskiem hartowanej stali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mistrz skłonił się w milczeniu, w cieniu uśmiechu skrył dumę i żal. Jego dar opuścił go z tą chwilą... Odchodził, by z czarką sake przysiąść na piętach w wiśniowym sadzie, kontemplując drobne płatki, niesione wiatrem jak echem wojennej sławy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... Czasem tylko słyszał wieści o czynach Miecza w żelaznej dłoni daimyo. Miecz czynił swoją powinność, równym cięciem strącał niepokorne głowy z nieugiętych karków – nie plamiąc ostrza krwią. Zastygłe w martwym ciele rubinowe krople padały w duszę daimyo, ciemniejąc jak atrament.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miecz był złodziejem jego duszy ... &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/2388/3943/1600/432437/samurai_champloo_2_3.jpg"&gt;&lt;em&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 0px 10px 10px; FLOAT: right; CURSOR: hand" border="0" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/2388/3943/320/719605/samurai_champloo_2_3.jpg" /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;... Łaknął krwi, która nie chciała imać się Miecza. Głód gnał go przez rudziejące pola i świątynie skryte pod czapami śniegu. Krok za krokiem podążały za nim wojna, nędza i twarde prawo srebrzystej klingi. Nie znając spokoju, w pożodze znajdował ukojenie. W upiornym tańcu honoru i śmierci miecz kreślił kunsztowne haiku o przemijaniu i odradzaniu do życia od nowa. Z cichym zgrzytem otwierały się bramy miast. W milczeniu prowincje zginały kolana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miecz był prawem tej ziemi ... On był pokornym sługą praw ...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#ff0000;"&gt;Kyoto&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; jest dopracowaną metaforą świata Dalekiego Wschodu. Linearny, geometryczny, ponadczasowy i głęboki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłodny i kontrastowy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddanie jego minimalistycznej potęgi potokiem słów wydaje się absurdem - a jeśli nie wręcz szaleństwem, to z pewnością zachodnioeuropejską arogancją.&lt;br /&gt;... Czy jednak przegadana kultura Starego Kontynentu może się powstrzymać przed lawiną wyrazów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... Słowa, słowa, słowa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczne przekleństwo Hamleta contra zapach idealnie obcy, perfekcyjnie wyekstrahowany z ozdóbek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/2388/3943/1600/289663/samurai_champloo_03_1024b.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 304px; FLOAT: left; HEIGHT: 205px; CURSOR: hand" border="0" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/2388/3943/320/63380/samurai_champloo_03_1024b.jpg" width="316" height="215" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;Kyoto ewokuje uczucie czystości i chłodu. Łączy szlachetność jasno sprecyzowanych zasad i niebezpieczny brak kompromisu. Skojarzenie z kataną wynika bardziej z tych wartości niż z samej nazwy. Nie ma w tych perfumach choćby śladu odpychającej woni krwi i posoki. Cóż w tym jednak dziwnego, gdy identyczny paradoks tkwi niemal we wszystkich wschodnich sztukach walki. Są tak malownicze i harmonijne, tak... ładne, że z łatwością przychodzi nam zepchnąć w cień świadomość ich zabójczej skuteczności i okrucieństwa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewątpliwie Kyoto należy do zapachów wyzwalających skoncentrowaną energię, będącą czymś w rodzaju prosto, jasno wytyczonej ścieżki wewnętrznego imperatywu, na którą wkraczamy bez wahania i bez zbędnego rozglądania się na boki. Odrzucając precz skrupuły i dylematy, tradycyjne pojęcie dobra i zła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedzialnością za ten pracujący pełnią mocy reaktor obarczyć chyba należy deklarowaną w składzie kawę, choć już umiejętność jej wyodrębnienia balansuje na granicy szarlatanerii i prestidigitatorskich sztuczek z mistycznym objawieniem. Przycupnęła gdzieś, perfekcyjnie wtopiona w tło niczym zakapturzony ninja: nie widać go, lecz skutki podejmowanych przezeń działań są boleśnie odczuwalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odmienną strategię obrał inny element - olfaktorycznie dominujący, choć realnie ponoć nie występujący w Kyoto atrament - rzadki gość w pachnidłach (laboratoria Comme des Garcons przyznają się do wykorzystania go w innej swojej kreacji, CdG2). Narzucający się zmysłom zapach inkaustu jest nie tylko (o dziwo!) niezwykle przyjemny. Obdarza Kyoto rysem intelektualizmu, stygmatem przemyślanej wizji. Połączenie metalicznego chłodu i wrażenia dynamicznego ruchu z tą ciemnoniebieską, szkolną wonią przywodzi na myśl scenę nauki kaligrafii w chińskim filmie „Hero”, gdzie przewrotnie postawiono znak równości między dyscypliną umysłu a fizyczną sprawnością. Łączy je płynny, zamaszysty gest pełen wystudiowanej gracji, jednak Ronin z Kyoto kreśli swoje haiku nie wielkim pędzlem na szerokich płachtach rozłożonego jedwabiu, lecz czubkiem katany na piasku. Z precyzją i niezachwianą pewnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wreszcie główny protagonista całej serii - kadzidlany dym osnuty wokół prostych świątynnych słupów z teakowego drewna. Zatopione w gęstwinie cyprysu i wetiwerii kadzidło jest w Kyoto czyste, medytacyjne, skłania by oczyścić umysł i wyzbyć się z duszy chaosu, niepewności. Z głębokiego cienia paczuli, zmysłowości ambry, dojrzałej goryczy nieśmiertelnika uczyniono barwny pancerz – barierę ochronną przed wrogim światem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... Zapach tak subtelny, pozornie wręcz ulotny, a jednak ciągle obecny, wyraźnie wyczuwalny... &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Arcydzieło trudne do zrozumienia, lecz bez trudu strąca aroganckie głowy. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Równym, czystym cięciem. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;...Bez krwi...&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;***&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffffcc;"&gt;Kreator: &lt;strong&gt;Bertrand Duchaufour&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffffcc;"&gt;Rok produkcji: &lt;strong&gt;2002&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#ffffcc;"&gt;Nuty: kadzidło, olejek cyprysowy, kawa, drewno teakowe, wetiwer, paczula, ambra, kwiat nieśmiertlnika, cedr wirginijski&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-116830161033437998?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/116830161033437998/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=116830161033437998' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/116830161033437998'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/116830161033437998'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2007/01/dusza-samuraja_08.html' title='Kyoto, Comme des Garcons, Serie 3: Incense'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35435761.post-116603185250803276</id><published>2006-12-13T18:43:00.000+01:00</published><updated>2007-01-12T01:03:52.042+01:00</updated><title type='text'>Pisz bloga...</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;... mówił ten i ów, i zaczynałam się tłumaczyć, że owszem – nawet już założyłam, ale rozpościera się biedak samotny, pusty i niepokalanie czarny, pod głównym tytułem, bo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;NIE WIEM JAK ZACZĄĆ!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pomysły kipią, Wizażowe Pachnące Forum pochłonęło już setki moich mniej lub bardziej swobodnych spostrzeżeń, a ja dumam, jak spłodzić słowo wstępne...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień dobry....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam na imię Agnieszka i jestem perfumoholiczką.&lt;br /&gt;Nie wstydzę się nałogu ani troszeczkę, bo... lubię go. Surfując na fali nuty głowy, niesiona prądem nuty serca i wypoczywając na stałym lądzie nuty bazy, daję się ponieść szalonej wyobraźni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Trzynasty” to chyba dobry dzień, by rozpocząć podróż, czyż nie?&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35435761-116603185250803276?l=synestezja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://synestezja.blogspot.com/feeds/116603185250803276/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=35435761&amp;postID=116603185250803276' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/116603185250803276'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35435761/posts/default/116603185250803276'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://synestezja.blogspot.com/2006/12/pisz-bloga_13.html' title='Pisz bloga...'/><author><name>Toccata</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17589678843237196017</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
